Największe Misterium Świata - Andrzej Maria Marczewski

Zakończyła się kolejna Pielgrzymka do Ojczyzny Ojca Świętego Jana Pawła II. Otaczały Go tłumy. Wiwatowały tłumy. Płakały ze wzruszenia tłumy. Młodych i starszych. Można powiedzieć że zawsze tak było, i będzie to prawda. Ale na dnie tej prawdy, czai się inna prawda, nad którą warto się chwilę zatrzymać. Karol Wojtyła był od pół wieku, jest, i będzie przez następne sto lat, Idolem tych wszystkich, którzy próbują znależć w życiu sens, i godnie je przeżyć. Przepraszam za to telewizyjne określenie, ale to Telewizja właśnie, tym razem zadziwiła wszystkich i zdumiała. A przecież Telewizja przyzwyczaiła nas już do wszystkiego, i wydawałoby się, że niczym zaskoczyć nie jest w stanie, bo wszystko w niej już widzieliśmy, i wiemy, z jej własnych ust, że najbardziej ceni sobie magiczną oglądalność, czyli spęd przed ekranikami milionów, spętanych jej urodą, ubogich duchowo ludzi. Co masowe musi być nieskomplikowane, o tym każde dziecko ćwiczące po nocach prawa marketingu wie, i stosuje to w swoim zmarketingowanym życiu żeby osiągnąć obiecywany przez marketingowców sukces i znależć się w niebie osobistego dobrobytu i ogólnej szczęśliwości.

Karol Wojtyła już jako Ojciec Święty, miłościwie panujący naszym duszom, od początku swojej posługi zrozumiał, że Telewizja nie musi wyłącznie ogłupiać, i można z niej wycisnąć, od czasu do czasu jakiś sens, czyli zaprząc grożnego molocha, do pełnienia ewangelizacyjnej funkcji ulepszacza naszej ludzkiej kondycji. I tak się też stało, po raz kolejny, w pamiętne sierpniowe, krakowsko-polskie dni Jego nawiedzenia Ojczyzny. Krakowskie, ponieważ Ojciec Święty poruszał się fizycznie, wyłącznie po Krakowie i okolicach, a polskie, ponieważ dzięki odważnie i z samozaparciem pełnionej służbie naszej publicznej telewizyjnej Jedynki i Dwójki, i dzięki dzielnie konkurującemu z nimi TVN-owi, cała Polska mogła uczestniczyć w tym cztero-dniowym święcie, i przeżywać je na okrągło od świtu do póżnej nocy, a właściwie do kolejnego rana, zmieniając tylko kanały w swoich ulubionych odbiornikach. Reguły telewizyjnej gry w konkurencję, zostały szybko ustalone, i każdy, kto się nie odrywał od własnego, małego lub dużego ekranu, precyzyjnie wiedział, która stacja ma lepiej ustawione kamery we wnętrzach, które nawiedzał Ojciec Święty, która stacja ma lepszych komentatorów, gdzie ględzą, a gdzie mówią rzeczy sensowne, i kto komentuje tylko to co widzi, a nie to co istotne w danym momencie. I tak się toczyło telewizyjne życie w owe, polskie Janowo Pawłowe dni, na oczach dziesiątków milionów uszczęśliwionych ludzi, którym dane było uczestniczyć w wydarzeniu, którego zasięgu, ogromu i głębi nikt od razu do końca nie ogarnął. Dopiero teraz, powoli, już z pewnego dystansu, możemy zastanowić się nad fenomenem, którego byliśmy świadkami, uczestnikami, podmiotami. Podejrzewam też, że nikt nie poczuł się, w owym czasie nawiedzenia, uprzedmiotowiony, bo przecież zawsze mógł wyłączyć swój telewizor, czując się w danej chwili, napełnionym energią i duchowością płynącą od schorowanego, a przecież emanującego niezwykłą energią i siłą Ojca Świętego. Byliśmy świadkami przedziwnego, telewizyjnego, a więc masowego misterium, być może największego misterium świata, mimo że rozgrywało się w Polsce, a prawa do największych wydarzeń świata, zarezerwowali dla siebie, na zawsze Amerykanie, bo pasjami lubią to, co największe. Słowo "Misterium", oznacza według "Słownika współczesnego języka polskiego", po pierwsze, średniowieczny dramat dydaktyczny oparty na motywach zaczerpniętych z Biblii lub życia świętych, po drugie, starożytne obrzędy religijne, których centralnym punktem było widowisko mające wprowadzić jego uczestników w tajemnicę bóstwa, po trzecie, oznacza również zjawisko nie poznane całkowicie, tajemnicze, czym może być na przykład, Misterium życia. Ale jaka może być tajemnica i jakie może być misterium odprawiane współcześnie, na oczach milionów ludzi, tego nikt do tej pory nie wiedział. Teraz już wiemy. A mieści się w nim i dramat dydaktyczny ,i wielkie widowisko wprowadzające prawie trzy miliony uczestników, stojących na krakowskich Błoniach, w tajemnicę Miłosierdzia Bożego, a kolejnym dziesięciu milionom przynoszące ową Tajemnicę wprost do domów, dzięki przekazowi telewizyjnemu, i sama tajemnica Łaski Bożej, która doprowadziła do tej niezwykłej chwili, właśnie tu i właśnie teraz. Byliśmy również świadkami kolejnego wydarzenia bez precedensu, nie tylko w naszej, publicznej Telewizji. Otóż Program Pierwszy, po raz pierwszy, w ciągu całego swojego pięćdziesięcioletniego istnienia, zafundował nam półgodzinną transmisję na żywo ciszy. Powtórzę jeszcze raz, bo trudno w to uwierzyć CISZY. Ci co oglądają na okrągło telewizję codzienną, wiedzą że wydarzyło się coś, co nie miało prawa nigdy się wydarzyć, ponieważ telewizja, sama z siebie, jest domeną ruchu, hałasu, pulsującego obrazu, skotłowanego życia, które im bardziej nerwowo, hałaśliwie, nachalnie jest przekazywane, tym większą osiąga oglądalność, którą telewizja po prostu się żywi i w którą wierzy bezgranicznie. I nagle staje się na naszych, czyli telewizyjnych, wielomilionowych oczach, rzecz wcześniej niewyobrażalna. Ojciec Święty, zgodnie ze swoim osobistym życzeniem nawiedza Katedrę na Wawelu, ponieważ media odpowiednio wcześnie doniosły iż prosił organizatorów o możliwość osobistej modlitwy w skupieniu i samotności, do Katedry za Nim wkracza tłum purpuratów, ochroniarzy, fotoreporterów i jedna kamera publicznej Jedynki, ustawiona po chwili dyskretnie z boku ołtarza konfesji św. Stanisława.

Ojciec Święty siada w fotelu, przyklęka obok niego natychmiast rektor katedry, ksiądz infułat Janusz Bielański, w kapie ze złotogłowiu z XVIII wieku, którego niespokojne, rozbiegane oczy będą odtąd w czasie całej modlitwy Papieża męczyć telewidzów. Ojciec Święty otrzymuje swój brewiarz i zagłębia się w modlitwie, za Jego plecami purpuraci kręcą się, pokasłują, chodzą, przeganiani dyskretnie przez ochroniarzy, którzy bardziej od nich pewnie w tym momencie rozumieją jakie było pragnienie Jana Pawła Drugiego. Po chwili fotoreporterzy zostają usunięci, flesze zamierają, jedynie watykański, osobisty fotograf Arturo Mori dyskretnie, bezszelestnie używa swojego aparatu, a jedyna telewizyjna kamera rejestruje to co się dzieje. Z przodu Ojciec Święty zatopiony w modlitwie, obok niego na klęczkach wpatrzony w Jego brewiarz, kamerę, sklepienie i otoczenie, wawelski ksiądz infułat z lampką w rękach, bo w międzyczasie przygaszono światło utrudniając Papieżowi posługiwanie się swoim brewiarzem, z tyłu trwa niepokój wśród purpuratów nie przywykłych widocznie do telewizyjnej modlitwy w towarzystwie Ojca Świętego, nagle dzwoni czyjaś komórka, przewraca się jakieś krzesło, echo Katedry niesie dżwięki świata skupionego na własnej urodzie i misji, a nie na prozie Modlitwy. Jan Paweł Drugi nie reaguje. Jan Paweł Drugi modli się, na oczach lekko znużonych biskupów, kryjących się za kolumnadą Katedry, lub też spoczywających ciężko w niewygodnych wawelskich ławach. Powoli tylni plan się uspokaja, choć nadal nie wyczuwa się w nim modlitewnego skupienia. Na naszych oczach rozgrywa się MISTERIUM MODLITWY KAROLA WOJTYŁY, i trwa dokładnie trzydzieści minut. Telewizyjna Jedynka dyskretnie, profesjonalnie, bezszelestnie transmituje do wielu milionów domów trzydziestominutową ciszę, na żywo. Ten, kto jej nie przeżył w czasie owej transmisji, nawet nie wie, co stracił bezpowrotnie, bo przecież w żadnym póżniej zmontowanym materiale tej ciszy już nie będzie, ciszę się po prostu wycina do przysłowiowego montażowego kubła, który dzisiaj jest wprawdzie tylko elektronicznym kubełkiem, ale nadal skutecznie likwidującym wszystko co nie jest krzykiem, drganiem, czy zwyczajną, pospolitą ekspresją. Czas stanął, Świat zatrzymał się w biegu, a może raczej okazało się nagle, że nie ma dokąd biec, ani po co kontrolować Czasu. Bo Świat i Czas nosimy w sobie, i sami czynimy go sensownym lub bezsensownym. Jan Paweł Drugi modlił się w Katedrze na Wawelu, oddzielony od świata komórek, hałasów, kamer, fleszów, braku skupienia towarzyszących Mu osób murem swojej wiary, a my byliśmy tego świadkami. My, wielomilionowa, telewizyjna rzesza, rozsiana w swoich mieszkaniach po całym kraju, akceptująca na co dzień w ulubionych mas-mediach przemoc, brutalność, bezwzględność, lekceważąca SŁOWO,a goniąca za obrazkiem, który stał się w naszym, pospolitym świecie jedynym nośnikiem treści. Przez tyle czasu wmawiano nam powszechnie że CISZA jest brakiem komunikatywności i zaprzeczeniem medialności, że nic nie niesie, poza nudą i niczemu nie służy, że SŁOWO musi być proste, prymitywne i zrozumiałe dla wszystkich, a najlepszy jest obrazek czyli słowo wyrysowane językiem ciała, a najlepiej dwóch ciał, które wszystko o sobie wiedzą, również to, co stanowi ich tajemnicę. I nagle trzydzieści minut transmisji ciszy na żywo z Wawelu, obaliło te mądrości. Jan Paweł Drugi zatopiony w swoim brewiarzu, trzykrotnie wzniósł oczy na moment do góry, i trzeba było widzieć jak one patrzyły. I CO WIDZIAŁY. Tylko Misterium ? Potem wszystko potoczyło się zgodnie z planem i oczekiwaniami, nastąpił szybki przejazd przez pozostałą część Katedry, nawet dla cudami słynącego Czarnego Chrystusa przed którym modliła się święta królowa Jadwiga zabrakło już czasu, ale musiał się znależć na długie fotografowanie się z kolejnymi grupami uszczęśliwionych kleryków na stopniach Katedry, towarzyszyły temu krzyki, skandowania, pieśni. Skończyło się Misterium, powrócił uniwersalny wymiar papieskiej posługi. Ojciec Święty w końcu wsiadł do swojego papamobilu i opuścił wawelskie wzgórze, purpuraci wsiedli do swoich samochodów i uczynili to samo, podekscytowani klerycy zostali, póki co na miejscu. Następnego dnia w Kalwarii Zebrzydowskiej pozwolono Papieżowi modlić się przed cudownym obrazem, w odosobnieniu i ciszy niecałe dwadzieścia minut, i zabrano mu z ręki brewiarz, a telewizyjna transmisja na żywo i w świat przerywała ujęcia PAPIESKIEJ CISZY , ujęciami tętniącego w oczekiwaniu na pojawienie się Jana Pawła Drugiego, kościoła, pełnego zniecierpliwionych wiernych. Również i tę ciszę wycięto z następnych telewizyjnych relacji. Raz poszła w świat i wystarczy. Kto nie oglądał ten stracił. Zastąpiły ją komentarze uczonych w piśmie, roztrząsających co Papież powiedział, za kim, lub przeciw komu i po co?

Samotność i niesłychana intensywność modlitwy Karola Wojtyły, w największym misterium świata, pozostała w tych, którzy mieli szczęście ją "na żywo" oglądać i przeżyć. Nikt nie opublikował z tych chwil żadnego zdjęcia. I niech tak zostanie.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link