Gwiazdy w Teatrze Życia

Kim są? I dlaczego trudno bez nich żyć? Czym jest arcydzieło? I do czego jest nam potrzebne, lub nie? Czy życie nasze ma sens? I jaki? To trudne pytania i nie wykpimy się łatwymi odpowiedziami. Każdy z nas, świadomych swojego życia ludzi ma jakiś program, pomysł na siebie, cel do osiągnięcia, jeżeli udaje że nie ma, lub co gorsze rzeczywiście ich nie ma, pogrąża się w chaosie który czyni jego życie niepełnym. A więc coś traci. Pytanie co? i czy rzeczywiście?

Żyjemy nie rozglądając się uważnie wokół. To raczej my stanowimy na ogół dla siebie najistotniejsze centrum. To ono dyktuje nam sposób zachowania się w różnych sytuacjach i wobec różnych ludzi. Jesteśmy pępkiem swojego świata, a wokół niego tłoczą się jakieś inne światy, ale nie zawsze je dostrzegamy. I tak toczy się życie. Dyktujemy mu swoje warunki bo przecież chcemy coś osiągnąć, gdzieś dojść, z czegoś się cieszyć.

Czasami pozwalamy, aby Sztuka stworzyła nam nowe horyzonty myślenia, czy pozwoliła zrozumieć lepiej, to co rozumiemy kiepsko. Niekiedy tęsknimy, aby czuć się do czegoś powołanym, ponieważ posłannictwo uszlachetnia człowieka i pozwala czuć się potrzebnym. Niektórzy nawet zadają sobie od czasu do czasu pytanie: po co ja żyję?

A odpowiedź, o którą nie tak łatwo, bo jesteśmy coraz bardziej wymagający wobec siebie, czasami przesądza o naszym dalszym losie. Zaczynamy myśleć o drugich, o kimś obok, i zaczynamy traktować go jak siebie. Bo on jest przecież moim drugim ja. Też i aż jest Człowiekiem. To niby proste, ale jakże trudne w codziennych relacjach. Bo czy mogę sobie samemu źle życzyć? Czy mogę sobie samemu zazdrościć? Być na siebie wiecznie podenerwowanym, złym? Skoro już uporam się z tym i zrozumiem po co naprawdę żyję, moje życie nagle okazuje się pełniejsze, sensowniejsze, bogatsze o uczucia innych. Każdy w końcu pojmuje że żyjemy dla innych. Tylko zazwyczaj z praktyką mamy małe kłopoty.

Gwiazdy świecą swym fenomenalnym światłem dla nas. Są nami, a my staramy się być nimi. Możemy się grzać w ich blasku, możemy brać z nich to, czego nam brakuje, czasami dzięki nim możemy przeżywać chwile niezwykłe, które w nas na długo pozostają. I chociaż wiemy że wybitny spektakl teatralny, czy genialny film jest pewnego rodzaju ułudą, fenomenalną grą Gwiazd , to wzruszamy się i czasem nawet płaczemy, bo dzięki ich kreacji otwierają się w nas nowe wymiary przeżyć, budzą się zupełnie nowe emocje, i nie musimy się ich wstydzić. Mało wtajemniczeni przeżywają pewien niepokój bo nie wiedzą jak odróżnić Gwiazdę od nie gwiazdy, zwłaszcza że masmedia paskudnie zawłaszczyły to określenie nadając je bez umiaru nieopierzonym jeszcze modeleczkom, sitcomowym aktoreczkom, i różnym innym ?eczkom, o których nikt naprawdę nic nie wie, i które nie mają nic do powiedzenia, nie mają też żadnego artystycznego dorobku, prezentując jedynie ładnie opaloną w solarium skórkę i dobre samopoczucie.

Prawdziwe Gwiazdy zawsze płoną, i nie wykpimy się tutaj prostackim stwierdzeniem że każdy ma gwiazdę na swój wymiar. Celowo używam tutaj dużej i małej czcionki. Mówimy teraz o tych największych, prawdziwych, niewiarygodnych Gwiazdach, które zawsze świecą prawdziwym ?wiatłem, i dzięki którym przeżywamy rzeczy niezwykłe, stajemy się na dłuższy lub krótszy moment inni, lepsi, wyraźniejsi, ciekawsi. Wielka Sztuka zawsze uszlachetnia, daje Człowiekowi niezwykłego, emocjonalnego "kopa", po którym własne życie nabiera innego wymiaru, bardzo często lepszego, szlachetniejszego, doskonalszego. Słowem stajemy się wrażliwsi i przekazujemy tę wrażliwość innym.

Wielka Sztuka promieniuje wartościami o których w codziennym, życiowym biegu zapominamy, które gdzieś nam w trakcie życia znikają z oczu. Człowiek jest stworzony do Miłości a żyje przeważnie w strachu. Nie wie, co mu jutro przyniesie, ale nie traktuje tego jutra z Miłością tylko z niepokojem. Gwiazdy biorą ten ogromny niepokój, strach, gorycz życia, i przetwarzają je żebyśmy mogli więcej kochać i odczuwać, wzruszać się i płakać.

Płacz oczyszcza, jest potrzebny. Miłość ożywia, jest niezbędna.

Edith Piaf była wśród nas do 1963 roku, ale jest Gwiazdą i dziś. Miała koszmarnie skomplikowane, tragiczne życie, zaczynała dosłownie na ulicy a przecież jej piosenki "porażają" nadal. Czas nie tknął jej geniuszu, nie starł śladu bożego palca. Jest kochana przez ludzi na całym świecie, daje im ciągle to, co jest im do życia niezbędne. Energię Miłości.

Marlena Dietrich jest nadal Gwiazdą, której aktorski geniusz promieniuje od legendarnego "Błękitnego anioła" przez wszystkie filmy, którym nadała osobisty, niezwykły wyraz. Promieniuje również w nagraniach które zachowały swoją moc i charyzmatyczność.

I mówią o niezwykłości Miłości. Występowała również w Warszawie, w Sali Kongresowej i zauroczyła przy okazji Zbyszka Cybulskiego, który jeździł potem do niej, do Paryża.

Spektakl o tych dwóch, niezwykłych Gwiazdach, w którym ożyją legendarne utwory Piaf: Non je ne regrete rien- Nie! Nie żałuję, La Vie en rose- ?wiat w kolorach, Akordeonista, Hymn do miłości, Milord, Mon Dieu- Mój Boże, oraz Marleny Dietrich: Ja jestem po to, by mnie kochać, Lili Marlene, Gdzie są kwiaty z tamtych lat, pozwala dotknąć ich fenomenu, fenomenu nieśmiertelności Gwiazd, które zawsze płoną po to, aby nasze życie mogło być piękniejsze, mądrzejsze i pełne miłości.

Andrzej Maria Marczewski
Luty 2010

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link