Teatr dobra i zła

Jeden z wykreowanych przez naszych dzielnych krytyków teatralnych, dramaturgów, który posiadł już całą wiedzę o stosunkach łączących Pana Boga z nami , stwierdził był w jakimś swoim wywiadzie, udzielonym potężnej gazecie, ale w mutacji terenowej żeby nie drażnić katolickiego centrum, że " Teatr jest domeną szatana i płodne umysłowo jest w nim to co pokazuje uwodzicielską siłę zła. A dyskusja w obrębie dobra jest jałowa". Zło jest więc, dla naszego kontrowersyjnego dramaturga, atrakcyjniejsze, ciekawsze, czasami nawet fascynujące, a Dobro jakieś takie nieokreślone, czyli w sumie nudne i do Teatru kompletnie nie przystające. Obserwując to, co dzieje się na polskich scenach od kilku sezonów można by sądzić że ta porażająca swoją odkrywczością konstatacja, byłego, również kontrowersyjnego krytyka teatralnego, rzeczywiście na czymś istotnym się opiera, a nie tylko na potrzebie medialnego zaistnienia, w kolorycie jakiegoś tam, polskiego miasta, w którym Teatr w sumie nikogo nic nie obchodzi, bo głód zagląda do oczu. Ludzie bardziej w piśmie uczeni, co to już wiele w swoim życiu widzieli a i oczytali się w czasach kiedy jeszcze czytanie było w modzie a o telewizji nikt nie słyszał, otóż ci to właśnie mądrzy w piśmie Ludzie, twierdzą że Zło zawsze występuje w parze z Dobrem, i że rozdzielanie ich jest bez sensu. Ale może nie o sens dzisiaj komukolwiek chodzi, tylko o wywołanie drobnego, medialnego, kolejnego zamieszania. Młoda generacja wilczków -reżyserów, okrzyknięta przez chór, z różnych szkół, krytyków teatralnych, odkryciem polskiego Teatru początku XXI wieku, aby wyrwać się przed szary szereg szarzyzny repertuarowej i frustracji intelektualnej reżyserów średniego pokolenia, nie potrafiących zdobyć żadnych środków finansowych na wylansowanie w Teatrze jakiejkolwiek myśli, powyżej poziomu "Baru" czy "Idola", postanowiła zaszokować nas w Teatrze, repertuarem "nowego brutalizmu". Mając oddanych sobie, do nagości aktorów, i równie oddane sobie do scenicznych aktów, aktorki, wyczyniają z nimi, za nasze publiczne, jak to się ładnie mówi, podatkowe pieniądze, na scenach różnych, polskich teatrów, najczęściej w koprodukcji, bo to taniej wychodzi i rozkłada ryzyko artystyczne na kilku wiwisekcjonistów, różne ekwilibrystyki, niestety nie umysłowe, tylko fizyczne, aby oddać skomplikowanie, przesiąkniętej złem ludzkiej duszy. A to tłuką głową aktorki o ścianę, te reżyserujące wilczki oczywiście, aż popłynie z niej, to jest z tej głowy sztuczna krew, bo jeszcze nie ośmielają się używać prawdziwej, a to wieszają swoją aktorkę na niby śmierć, bo jednak granica umowności teatralnej u nas ,nie została jeszcze przekroczona, chociaż w wielkim otaczającym nas świecie, już tak. A to każą rozbierać się na scenie, w geście oczyszczającej ponoć ich samych, ekshibicji, do osiągnięcia wymiotnego katharsis widzów, nieapetycznej, nie w wieku do publicznego rozbierania się, zapuszczonej aktorce, której nikt nie zdążył powiedzieć, że zagrała w życiu kilka pięknych ról i niekoniecznie musi na starość szokować, bo bez szokowania też daje się przeżyć, może bez wilczka-reżysera u boku, ale za to z własną godnością w zgodzie. Dla wilczków to wszystko, do czego osobiście dochodzą, wyważając dawno już wyważone przez poprzedników drzwi do przedpokojów Sztuki, jest odkrywcze, modne i na czasie. A czas się tu bardzo liczy, bo depczą im po piętach następne, jeszcze odważniejsze, kolejne wilczęta, które już wiedzą, że tam gdzieś, w wielkim kraju za oceanami, oddaje się publicznie na scenie lub w telewizyjnym studio, mocz na człowieka, katuje się go naprawdę, do prawdziwej krwi, żeby zapewnić miłą rozrywkę znudzonym koneserom. Czasami torturuje się, a nawet zabija pod okiem cichej i dyskretnej kamery filmowej, która niejedno przecież w życiu widziała, a jest podobno tylko "zimnym medium". Co za bezmiar światowych przeżyć, i jakich wyrafinowanych. Ci dzielni, jeszcze prawie młodzi, awangardowi polscy reżyserzy, pragnący sukcesu i rozgłosu jak każde młode pokolenie, wkraczające na grząski teren Sztuki, przemierzają odważnie ścieżki wydeptane już dawno, przez swoich zachodnich kolegów po fachu, przeprowadzając, w każdej kolejnej swojej premierze, brutalną wiwisekcję duszy zagubionej, chorej, biednej, opuszczonej przez przyjaciół, skazanej na niebyt i brak jakichkolwiek perspektyw. Świadomie kłamią, epatując Teatrem Zła, czyli negatywną stroną Prawdy o Życiu, przyczyniając się do mnożenia umysłowego chaosu swoich młodych, teatralnych fanów, wierzących jeszcze najczęściej w Posłannictwo Teatru. Czy Misją Teatru jest mówienie Człowiekowi że jest niczym, i nic od niego nie zależy, poza wykonaniem mniej lub bardziej eleganckiego samobójstwa? Żeby było śmieszniej, my wszyscy, krajowi podatnicy, finansujemy lansowanie tej opcji Zła, bo realizowana jest ona za publiczne, a nie prywatne wilczkowe pieniądze. Zło powoduje Zło .

A Dobro Dobro. O tym też wiedzą Ludzie którym zdaża się myśleć od czasu do czasu. Teatralna wiwisekcja Zła czasami jeszcze u nas szokuje. To pozwala wywołać mały skandal środowiskowy, zmusić do protestów Ligę Polskich Rodzin, czy Radio Maryja , w sumie pozwala kolejnemu, wchodzącemu na rynek reżyserowi, medialnie zaistnieć. On już wie, że bez mediów nie istnieje, i cokolwiek by wymyślił, nikt się o tym nie dowie bez mniejszego, czy większego skandalu. Na wagę złota jest więc prowokowanie skandali, o które zresztą coraz trudniej, bo nawet dogłębnie prawicowi politycy, mając na uwadze swój przyszły elektorat, nie chcą się ośmieszać, dyskutując publicznie o problemie Dobra i Zła w Sztuce, bo wiedzą że z mediami nie wygrają. A media kochają Zło, które jest atrakcyjniejsze, ładniej grzeszy, jest fotogeniczniejsze i w sumie każdy wie, jak ono wygląda, wystarczy bowiem obejrzeć pierwszy z brzegu dziennik telewizyjny. A Dobro, patrz wyżej, jest nudne, niereformowalne, i jakieś takie pokrętne. Co to znaczy być dobrym, nikt nie wie do końca, przykład Matki Teresy, czy naszego Ojca Świętego problemu nie załatwia, bo święci to odrębny gatunek dusz i nam zwykłym śmiertelnikom nic do nich, bez wielkich osobistych wyrzeczeń, a na to nie każdy się decyduje. Boski Świat uwielbia ruchy pozorowane. Im kto więcej pozoruje i symuluje tym wyższe ma notowania, czyli więcej może. Może również czynić Dobro, ale patrz wyżej, Dobro nie jest, jak mówią fachowcy od public relations i jeden polski dramaturg, medialne, i kółko się zamyka. Kto więc, kiedy i gdzie zainwestuje w opcję Teatru Dobra?

Andrzej Maria Marczewski

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link