Teatr wojny

Jeszcze do niedawna żartowaliśmy ze wszystkiego, spieraliśmy się o nieistotne drobiazgi, narzekaliśmy na dziwne układy panujące wokół nas, których sens coraz trudniej było odczytać, ale były to żarty, spory i narzekania dopuszczające możliwość jakiejś refleksji, również nad sobą, refleksji która mogła jedynie wzbogacić, oczywiście intelektualnie, toczącego spory. Wokół nas w telewizorach szalały licencyjne programy, prezentujące zwykłych ludzi ,rozmawiających o zwykłych sprawach, lub udających takie. Gdzieś tam przemknął wzbudzając ogromne kontrowersje i powiększający stale oglądalność "Wielki Brat", poganiany przez szalone "Amazonki" , wyznające prostą życiową zasadę: uciekaj króliczku, uciekaj i daj się złapać najpiękniejszemu, jak to zwykle w ludowych przekazach bywa. Kina serwowały codzienną tandetę, na którą już przestali się nawet obruszać recenzenci, mocno zanurzeni na ogół w kieszeniach potrząsających niezłą kasą producentów i dystrybutorów tejże tandety. W teatrach jak to w teatrach, co nieraz już opisywaliśmy, bez żadnego widocznego odzewu skądkolwiek, zgodnie z wyznawaną powszechnie zasadą: pisać każdy dzisiaj może, jeden lepiej drugi gorzej, nic się nie zmieniało, nawet repertuar. Dyrektorzy dyrektorowali jak umieli i chcieli, aktorzy grali jak potrafili lub nie, dramaturdzy przestali pisać na poważnie, bo głód wymusił na nich konsensus, nie będziesz żartował na poziomie Kiepskich, Badziewiaków i Dańca to zdechniesz, i pies z kulawą nogą nie przyjdzie na twój lichy zresztą, bo komunalny, o ile jeszcze jakaś komuna żyje, pogrzeb. I tak sobie żyliśmy kręcąc i oglądając na przemian kolejne filmy przemocy, gwałtu, totalnego odmóżdżania nieodmóżdżonych , przerywane na reklamę od czasu do czasu, i political fiction, / to oczywiście w obowiązującej angielszczyżnie, bo jakżeby bez niej cokolwiek mogło się uchować i wyprodukować/ ,w którym to kolejni dyktatorzy, terroryści, zboczeńcy, pedofile i inni im podobni ukazywali nam życie, od jego najczarniejszej, ale podobno niezwykle prawdziwej i właściwej strony. Tak nam wmawiano i było nam z tym dobrze, przynajmniej myśleć nie trzeba i mózg , w wolnych chwilach od robienia biznesu małego lub wielkiego, mógł sobie odpocząć. Teatry zareagowały prawidłowo i dość szybko jak na wolny rynek przystało, i też zaczęły grywać gęsto sztuki o sadystach, zboczeńcach, terrorystach, nieudacznikach, bo na nich przecież zwrócone są oczy całego świata, a zawsze miło jest przy okazji pochylić się nad cudzym, efektownym nieszczęściem, nawet w formie teatralnego ukłonu. Małe dzieci przecierały ze zdumienia swoje dziecięce oczy, zagryzając hamburgerami i tłustymi frytkami popcorn, patrząc na to, co się w tej telewizji wyprawia od bladego świtu do póżnej nocy, bo kanałów wiele, a jeden musi przeskoczyć drugi, bo mu oglądalność spadnie i sponsor poczęstuje go konkurencyjnym kablem, patrzyły więc te dzieci jak dzień długi i głęboki, jak to wszyscy się na tych kanałach domowych naparzają, strzelają do siebie, wysadzają się w powietrze, jak piękna, czerwona krew płynie strumieniami i zalewa klatki filmowe, wsiąka w ziemię, i zrozumiały pewnie jedno, tak właśnie wygląda świat w którym przyszło mi nagle żyć, a to dopiero przedszkole przede mną i dalsza szkolna katorga po nic, bo już wiadomo że najważniejsze to co w telewizorze, a innego świata po prostu nie ma, zwłaszcza że rodziców w domu też nie ma, bo muszą na ten kabel i setki kanałów do oglądania zarobić. Do tego doszły całkiem niedawno tak zwane reality show, i wszystko wszystkim się pomieszało, czy ten pan z tą panią, na tej kanapie, podłodze, w łóżku, w krzakach, to prawdziwy czy wirtualny, czy ci co się całują, obmacują, spółkują, to aktorzy czy prości ludzie mający spółkę, podglądani przez okno weneckie, lunetę, wielkiego brata, sąsiada fetyszystę, sprytnego kamerzystę. A może po prostu zwyczajnie wykonują zadanie, zlecone przez reżysera, za jeden, dziesięć, dwadzieścia milionów dolarów, w zależności od własnej wartości rynkowej.

Co ja robię i z kim, i czy jest to prawdziwe czy udawane, to najczęstszy dylemat ludzi zagonionych, nie panujących już nad własną przestrzenią i czasem. A nawet orgazmem.

Żyjemy obserwując i będąc pod stałą obserwacją. Dziś ja zagram, jutro mnie zagrają, lub mi zagrają, o ile w ogóle. A każdy chciałby żeby i jemu, bo tylko wtedy poczuje się dobrze i prawdziwie, a samo życie bez telewizji, to właściwie jakby go nie było, i może naprawdę nie ma ? W sumie jednak było w miarę bezpiecznie, odliczywszy procent ludzi zamordowanych przez morderców we własnych domach, /widocznie za bardzo się zagrali mordercy, przejechanych przez samochody, skasowanych w wypadkach ulicznych i pozostałych.

I nagle wszystko się zmieniło, i to znowu, można powiedzieć, na naszych przerażonych oczach, wpatrzonych w zupełnie stonowany i spokojny, mimo krzyków zaskoczonych, lub grających zaskoczenie dziennikarzy, ekran telewizora ,relacjonującego na chłodno akt, wydawałoby się do niedawna, wyłącznie fikcyjno-fabularny. Runęły wieże uznawane za symbol Ameryki. Wycelowane w obiekty , kamery filmowe i telewizyjne zarejestrowały przejaw wyreżyserowanego barbarzyństwa i przekazały na cały świat, i cały świat oniemiał, chociaż w różnych fikcyjnych fabułach, nie takie rzeczy już widział .I co zupełnie niepojęte , nie ukazały się potem napisy informujące kto wymyślił ten ,bijący wszelkie rekordy oglądalności scenariusz, i kto tę makabrę wyreżyserował. Fikcja zderzyła się z rzeczywistością, w naszych domach, na tych samych ekranach, na których królowali nasi fikcyjni ulubieńcy, fikcyjne seriale i telenowele, nawet brazylijskie, na których fikcyjnie kochano się i zabijano, zdradzano i przysięgano sobie wierność. Na których zaistniało przecież nie tak dawno i u nas coś, co dumnie sprzedawano, jako reality show. Reality.

Realne a więc możliwe. Realne a więc istniejące. W ten sposób powstał TEATR WOJNY, bo skoro jest akt wojny, to już mamy do czynienia ze scenarzystą , pojawił się też błyskawicznie reżyser, z najwyższego, bo prezydenckiego fotela. I teraz wszyscy, na całym świecie, z przerażeniem wstrzymali oddech, bo nie wiadomo jeszcze, na jakiej scenie rozegra się ta niezwykle skomplikowana i przebiegła walka Dobra ze Złem, można powiedzieć jak w antycznej tragedii, ale kto z nas pamięta jeszcze antyk z autopsji ? Chociaż wszyscy jednak wiedzą, że nie zawsze Dobro w nim zwyciężało, a często remis bywał dotkliwy i przygnębiający. Z drugiej strony ,pewnie nie ma już drugiej strony, mimo apeli Papieża żeby nie odpowiadać złem na zło. Ale jak odpowiedzieć miłością na tragedię tysięcy ofiar?

Poza tym świat nie lubi miłości, bo nie wie co z nią może zrobić. Świat przyzwyczaił się już do tragedii, krwi, przemocy, terroru. Ale przyzwyczaił się również do schematów scenariuszowych, powtarzanych w rozlicznych kopiach, remakach, i innych sekelach.

A teraz został zaskoczony nową dramaturgią, nie tyle abstrakcyjną, co nieprzewidywalną, a tej już nie uczą żadne podręczniki dla młodych dramaturgów. Kto więc będzie pisał scenariusz dla Teatru Wojny, aby prezydent-reżyser wiedział jak to ma wyreżyserować nie powiększając ogólnych strat, nie zawsze do końca świadomych biegu zdarzeń aktorów, nie znających przecież ani sytuacji, ani nawet swojego dialogu. A my, w sumie też uczestnicy tego światowego przecież spektaklu, siedząc we własnych domach, przed własnymi telewizorami, czy potrafimy do końca wiarygodnie zagrać role które nam wyznaczono?

I czy grać je będziemy przed telewizorami czy na ulicy? I co najważniejsze, kto nas będzie oglądać, skoro nasze życie rzucamy na scenę, której wymiarów nie potrafimy jeszcze ogarnąć, a jako persony dramatu poszukujemy swojego autora jak u Pirandella.

Akt drugi tragedii rozpoczął się odśpiewaniem hymnu: Boże błogosław Ameryce.

Czy nie należałoby również odśpiewać: Boże błogosław Polsce ? , bo nic nie wskazuje na to że prezydent Bush wykorzysta scenariuszowe podpowiedzi prymasa Glempa, a każdy już przyzwyczaił się do życia przed telewizorem, a nie na żadnej scenie.

Andrzej Maria Marczewski

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link