Boski teatr

Ludzie żyją na ogół bo się po prostu przyzwyczaili. Jedni lepiej, inni gorzej ale każdy z jakąś nadzieją, że jutro przyniesie pozytywne zmiany. Samo przyniesie, bo nic w sumie od nas nie zależy, no może jakieś nieistotne drobiazgi, o które nie warto się troszczyć. I tak upływa nam życie, ograniczane coraz bardziej wyłącznie do konsumpcji na którą nas stać lub nie. Czasami konsumujemy więcej niż możemy, prowokując los żeby nam pogroził palcem. Grozi nam chorobami, stresami, niepowodzeniami, co powoduje następne choroby, stresy, niepowodzenia. Wtedy wygrażamy delikatnie lub wulgarnie Bogu, jeżeli w Niego wierzymy, że nas tak brzydko zostawił na pastwę jak wyżej, lub po prostu załamujemy się, odmawiając uczestnictwa w tym życiu które nie spełniło naszych oczekiwań, a tacy przecież jesteśmy mądrzy, wrażliwi, inteligentni, mili, niepotrzebne skreślić. W tym momencie znowu oddajemy się następnej konsumpcji, w której to już nas konsumują, lekarze, szpitale, przemysły farmaceutyczne, a w końcu instytuty ostatniej posługi, niepotrzebne podkreślić.

I tak toczy się życie, mieląc nas, na nasze wyłączne życzenie, uczestniczenia w globalnym:

"konsumowisku-śmietnisku, szamotania się na kilku piętrach zaawansowania egzystencjalnego, od eskapizmu, aktywności bezrefleksyjnej, kultury zrutynizowanej, wiary martwej - zdogmatyzowanej, przez niepokój, poszukiwania, wysiłek-powołanie, wreszcie wyzwolenie-wniebowstąpienie", jak to pięknie określił Edward Redliński, opisując dzieje teatralnego "Słupnika". W sumie przecież prawie wszyscy jesteśmy takimi Słupnikami.

Rodzimy się i natychmiast dajemy się "mielić", czyli programować, kulturze, obyczajom, tradycji, w sumie, jednemu staremu programowi, że wszystko musi być tak, jak już było, zgodnie z tradycją, a niebo, lub jak wolą inni, raj, osiągniemy po przykładnym życiu na łonie kościoła. Z wszystkimi tego faktu konsekwencjami. No i zaczynają się konsumpcyjne konsekwencje o których było już wyżej. Walczą o nas, przemysły i korporacje, jedni nas karmią, inni ubierają, jeszcze inni stale leczą, bo człowiek stale nie leczony szybciej dostaje się w ręce przemysłu grzebalnego, a gdy już raz nas pogrzebią, nie tak łatwo powrócić w następnym życiu do tej samej katorgi. Nic w sumie od nas nie zależy, no najwyżej, możemy wybrać restaurację, do której pójdziemy, model samochodu, na który nas stać, model szkoły, dla własnego dziecka, bo może jemu po dobrej szkole będzie lepiej niż nam.

I nagle, z dalekiej Australii, dzięki twórczemu wysiłkowi Instytutu Wiedzy Waleologicznej z Poznania, któremu się chciało coś zmienić, w starym programie ogólnej niemożności, zawitała do Polski JASMUHEEN, aby powiedzieć rzecz ogromnie prostą, stwórzmy Raj tu na ziemi teraz, wspólnie, dla nas wszystkich, sami, to jest możliwe. I proszę sobie wyobrazić kilkaset osób stłoczonych w muzealnej sali, zgotowało po trzydniowym spotkaniu, tej niezwykłej kobiecie owację na stojąco, z odśpiewaniem tradycyjnego polskiego "sto lat", chociaż wiek dla Jasmuheen się nie liczy, bo potrafi nad nim zapanować i zdradziła wszystkim jak należy do tego podchodzić. Kolejna szalona szamanka, zawyrokowała autorytatywnie popularna w kraju gazeta, donosząc przy okazji, jak to w donosach bywa, o śmiertelnych ofiarach jej wieloletnich czarów. Bo, trzeba to również wiedzieć, Jasmuheen odżywia się praną, czyli światłem, czyli miłością, oczywiście boską, jak tu takiej wierzyć?

Wyobraźmy sobie że nagle wszyscy dochodzą do wniosku, że to miłe niestresujące, godne zastosowania we własnym życiu, żyć bez materialnego jedzenia, i co się dzieje wokół?

Plajtują przemysły, samobójczo giną korporacje, ludzie nie jedzą, poza tymi oczywiście, którzy się uprą żeby jednak coś konkretnie, zębami konsumować, bo przecież wolno i jest przyjemnie. Taki scenariusz nam nie grozi, bo przecież jesteśmy zaprogramowani, wiemy że bez jedzenia człowiek umiera, a promieniować miłością jest bardzo trudno, odżywiać się miłością jeszcze trudniej, chociaż kościół katolicki zna takie przypadki wśród swoich świętych. I inne kościoły również. Ale czy można być świętym? Na co dzień? Dzisiaj? Czy można żyć miłością? Tylko miłością? I nic nie jeść? Jasmuheen nie jest świętą w znaczeniu kościoła, dzisiaj. Ma męża, udane dzieci, jest matką. Ale żyje boską miłością i nie je. Jeżdżąc po całym świecie przekazuje swoją prawdę ludziom, którzy biją jej brawo na stojąco, tworzy BOSKI TEATR, będąc Ambasadorem Światła. Jej polskim, medialnym odkrywcą był oczywiście, bo jakże by inaczej, "Nieznany Świat" niezłomnego Marka Rymuszki, który od wielu lat udowadnia że nie wszystko jest takie proste, jak wszystkim się wydaje, i czyni to z wrodzoną elegancją, stanowczością i wewnętrznym przekonaniem o swojej misji.

Jaka jest Prawda Jasmuheen? Trzeba mieć dobry, osobisty kontakt z Bogiem, który jest Żródłem Światła, trzeba mocno wierzyć że uda ci się stworzyć życie, którego pragniesz, trzeba prosić Boską Miłość aby promieniowała w nas, trzeba służyć innym, bo tylko takie życie nas wzbogaca czyniąc mistrzami, trzeba otworzyć swoje serce dla innych. A przede wszystkim trzeba się nauczyć dawać i brać miłość i szukać Boga w innych. Proste, prawda?

Ale kto z nas może powiedzieć z ręką na sercu że promieniuje miłością na co dzień, że szuka boskości w oczach swojego konkurenta lub wroga, że głęboko wierzy iż to jego myśl tworzy świat, który tak mu daje w kość. Tych, którzy uwierzyli Jasmuheen, że należy siebie traktować z miłością, szacunkiem i honorem, jest już kilkanaście tysięcy na całym świecie, są wśród nich biznesmeni, adwokaci, lekarze, zjednoczyła ich chęć doświadczenia w sobie funkcjonowania wyższej siły, siły boskiej. Czy powstała nowa sekta? Theatrum Dei?

I dlaczego coraz więcej ludzi lgnie do niej, chociaż wiemy wszyscy że Jasmuheen posłużyła się starożytną mądrością a przekazuje ją w prosty i zabawny sposób, aby nas ośmielić.

Ośmielić do czego? Żeby być sobą? Uwierzyć w swoje możliwości? Odkryć w sobie, to co nigdy nie było do końca zakryte? A odkrywali na nowo dla każdego pokolenia wielcy poeci. "Człowieku, gdybyś wiedział jaka twoja władza", wołał dwa wieki temu Adam Mickiewicz. Dzisiejsi poeci i mistrzowie Teatru już nie wołają tak, analizują naszą małość, podłość, brak miłości w życiu. A czy analiza naszych braków wywoła katharsis? Wątpię.

Raczej znudzenie, jaki jest świat, widzimy w gazetach i telewizyjnej sieci, jaki powinien być każdy wie najlepiej, choć nie przyjmuje do swojej wiadomości że cokolwiek od niego zależy. No więc i nic nie zależy. Dopóki nie uwierzymy. A wiara, jak powiedział Mistrz Jezus, i są na to dowody, przenosi góry. Więc pozostaje nam już tylko zdecydować się, czy chcemy je przenosić, czy zostaniemy przy naszym pięknie pachnącym, materialnym obiedzie.

A Jasmuheen pojedzie dalej krzewić potrzebę osobistej wiary i będzie dawała świadectwo że jednak można być szczęśliwym tutaj i teraz. Byłem, widziałem, uwierzyłem i daję o tym swoje świadectwo.

Andrzej Maria Marczewski

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link