Portret teatru

Spotykam jeszcze dość często ludzi, którzy myślą o Teatrze. Nie dość na tym, chodzą do Teatru jeżeli taki istnieje w miejscu ich stałego pobytu. I pociągnijmy temat dalej, nie tylko chodzą ale i mają wymagania. I to nie te najprostsze, żeby zobaczyć żywą Jandę na scenie, a najlepiej jeszcze z córką, lub żeby zafarsić się po amerykańsku lub angielsku na cały wieczór, i stracić kontakt wcale nie z farsową rzeczywistością w której przyszło im żyć.

Ci mili i spokojni na ogół ludzie mówią o Teatrze jak o sprawie wyjątkowo im bliskiej, bez której trudno sobie wyobrazić cywilizowane życie na początku nowego, jakże tajemniczego wieku, o którym trudno na razie cokolwiek powiedzieć, czy będzie nam życzliwy, czy też zamieni naszą egzystencję w pasmo udręk i dyskomfortu.

Z tych rozmów, prowadzonych przy różnych okazjach, wyłania się jednak, bardzo konkretny Portret Teatru o którym chce się rozmawiać a zatem i uczestniczyć w jego pięknym i bogatym życiu wewnętrznym. Teatr ten zakorzeniony jest głęboko w wyobraźni moich rozmówców, odwołują się do swoich wspomnień, nie na prostej zasadzie że dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto lat temu ktoś grał lepiej czy gorzej rolę w sztuce która nie schodzi z afisza od dwóch tysięcy lat, a są takie sztuki zapewniam Was solennie, ci z którymi rozmawiam tęsknią za Teatrem który rządzi się prostymi i czytelnymi zasadami.

Po pierwsze, jest to Teatr dostępny dla normalnych ludzi, którzy wieczorem po ciężkim dniu chcą być traktowani serio przez Sztukę, która niekiedy gości i w Teatrze.

Po drugie, przychodząc do Teatru na spotkanie z nieznanym, ale wartym poznania, chcą mieć świadomość że są traktowani serio, że Teatr nie wciśnie im sztuczki drugiej świeżości.

Po trzecie, wybierając sztukę którą już kiedyś widzieli i mocno przeżyli, chcą mieć poczucie że to dzisiejsze odczytanie słynnej partytury, podaruje im nowe wrażenia, pogłębione doświadczeniami które zbierali przez całe swoje życie, czyli mówiąc prościej, liczą na to że nowa interpretacja przyniesie im nowe refleksje wzbogacające ich życie.

Po czwarte, chcą dowiedzieć się czegoś nowego o świecie w którym żyją, bo same dzienniki telewizyjne całej prawdy o świecie nam nie wyjawią, a co stacja to inne interpretacje tych samych zjawisk, na zasadzie że każdy ma swoją rację za którą stoją korporacje, banki, kredyty, i cały mocno ugruntowany w naszej świadomości system kupna-sprzedaży, w którym, chciał-nie chciał musimy uczestniczyć bo odwrotu nie ma, i w tym miejscu właśnie Teatr mówi: jest inny system wartości, jest inna rzeczywistość, bez reklam, bez chętnych na wszystko skórek-panienek, frytek naszej cywilizacji, pięknych, pustych, gładkich wielko ale nie głębokookich, a oczy są przecież bramą duszy. O miejscu duszy w dzisiejszym świecie też się publicznie nie mówi, bo to dziwny temat i niepubliczny.

Po piąte, oczekują w Teatrze nowej dramaturgii, tworzonej przez nowych dramaturgów, bo o starych na ogół wszystko wiemy i trudno im zaskoczyć nas nową, pogłębioną refleksją. Ile razy w końcu można się czołgać na czworakach, dopisując za każdym razem modną w danym sezonie filozofię ratującą zawartość utworu, tworzącą kolejny mit poety biorącego na siebie odpowiedzialność za otumaniony naród, poety nie biorącego na siebie żadnej odpowiedzialności, bo po co, poety grafomana, poety impotenta itd. itp., etc.

Mechanizmów sprzyjających nowej dramaturgii w Polsce, jak wiemy, nie ma, każdy dyrektor teatru chcący być jeszcze chwilę dyrektorem unika tego tematu jak dżumy, bo wie że to początek końca jego urzędniczej kariery, straci prawo do emerytury, zus, izbę zdrowia i szacunek dzieci sąsiadów. To że takie mechanizmy działają już na całym świecie i to niekoniecznie połączone z dziedzictwem narodowym, nikogo u nas nie interesuje, my idziemy własną, to nic że ciasną, ale oryginalną drogą negowania doświadczeń innych.

Dlaczego tak się dzieje pisałem w eseju "Producent w teatrze", który wywołał jedynie wściekły atak krytyka numer jeden, zasiadającego we wszystkich komisjach, jurach, redakcjach, pisującego felietony i notatki o spektaklach gdzie tylko można i nie można.

Pewnie doszedł do wniosku że system o którym pisałem pozbawiłby go wpływu na wpływy, a kto chce być oderwany nawet od jednego cycka który ssie? Nikt przecież merytorycznie nie dyskutuje o pomysłach i rozwiązaniach, tylko o tym kto za tym stoi. No i oczywiście kto dalej stoi za tym co już stoi, pełna personalizacja finansowych problemów, zgodnie z kapitalistycznym hasłem, jeden ma wszystko drugi śmietniki do mądrego zagospodarowania. I to jest też temat dla mądrego Teatru. Po szóste, przychodząc do Teatru chcą czuć się jak u siebie, wśród przyjaciół dla których ich wizyta jest od dawna oczekiwaną, miłą, niepowtarzalną, wyjątkową wizytą. Jak to sprawić, wie każdy, kto Teatrem zajmował się z potrzeby serca nie apanaży.

Po siódme, szukają Teatru który ma swój genius loci, czyli przekładając na nasze, ma swoją

duszę, wracamy do tego niepopularnego dzisiaj sformułowania, które jednak najlepiej określa metafizyczny wymiar Sztuki.

Po ósme, wiedzą że tylko Teatr w dzisiejszym wirtualnym świecie rzeczy możliwych-niemożliwych, realnych-nierealnych, a głównie medialnych i masmedialnych, tylko Teatr może sprawić że staną się na krótką lub dłuższą chwilę trwania jego spektaklu, partnerami osobowościowymi w przeciwieństwie do partnerstwa przedmiotowego obowiązującego dokoła. Jesteś przedmiotem kiedy troszczysz się o przedmioty, jesteś Osobowością niezwykłą i niepowtarzalną, kiedy oddajesz się procesowi myślenia i odczuwania.

Po dziewiąte, czują, że tylko w Teatrze mogą tworzyć światy wyobraźni, których urealnienie czyli urzeczywistnienie zależy tylko od nich. Są w nim demiurgami, od których wszystko zależy, są stworzycielami wszystkiego co tylko obejmą swoim umysłem.

I wreszcie po dziesiąte, wiedzą że w Teatrze poprzez kontakt ze Sztuką dostępują wtajemniczenia które rozwija ich osobowość, pozwala na zrozumienie Absolutu, dotknięcie wymiarów metafizyki która buduje Człowieka i pozwala mu mądrzej i piękniej żyć i pomagać innym.

Oto dekalog prawd składających się na Portret Teatru, o którym często rozmawiam z tymi, którzy go kochają i tęsknią za takimi jego wymiarami. Teatr jaki jest wszyscy widzą, niektórzy nawet z niego żyją, a są tacy co z nim żyją. Teatr zamilkł, nie wypowiada się publicznie, produkuje od czasu do czasu swoje premiery, wzbudza kontrowersje lub tylko ziewanie przypadkowej publiczności, egzystuje obok swojego czasu na targowisku kupna-sprzedaży. Tylko bardzo młodzi ludzie spierają się jeszcze o jego kształt, pojemność egzystencjalne wymiary. Ci, którzy wszystko już widzieli żerują na nim, bo żeruje się dzisiaj na wszystkim. Ci, którzy go kochają, kochają go po cichu, bo jakże chwalić się swoją miłością w świecie pełnym agresji i okrucieństwa nawet na scenie. Cynicy cynicznieją, bojętni obojętnieją, a przeciętni zjadacze chleba żują swoje kromki, nawet posmarowane czekoladą w przeświadczeniu że nic ich olśniewającego już nie spotka, więc trzeba dbać już tylko o swoją czekoladę. A tymczasem TEATR ŻYJE. Tworzy swój portret po cichu w duszach tych wszystkich którym nie wystarcza to co proste i oczywiste i masmedialne. W duszach tych którzy tworzą swój format świata, ciekawość i oczekiwanie budują niezwykły PORTRET TEATRU.

Andrzej Maria Marczewski

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link