Witkacy śmierć jako świadomość duszy - Rafał Zięba

Aurelian Augustyn twierdzi, iż „tych, co się zbrodniczo na swoje życie targnęli, możemy jako tako podziwiać dla wielkiej ich odwagi, ale rozumu wielkiego tacy bynajmniej nie okazali.” 1 Dalej jednak łagodzi nieco swój chłodny osąd, jaki żywi wobec samobójców i mówi: „Wobec tego, iżby już ktoś dopatrywał się szlachetności duszy w czynie samobójczym, to najprędzej by tak szlachetnym był ów Kleombrot, o którym powiadają, że przeczytawszy księgę Platona o nieśmiertelności duszy, rzucił się z muru na głowę [...]. Bo go do tego nie skłoniły jakieś nieszczęsne losy czy zbrodnie prawdziwe czy urojone [...] lecz wyłącznie świadomość duszy sprawiła to, że na śmierć się odważył i potargał słodkie więzy życia tego” 2 Przy całym swoim sprzeciwie dla samobójstwa, jako gestu sprzecznego z rozumem, ludzką godnością i moralnym prawem, rozumiał, że są sprawy na tyle ważne, dla których warto wejść w spór nawet z podstawowymi wartościami i etycznymi zasadami. Niecały rok temu minęła siedemdziesiąta rocznica samobójczej śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza. Śmierci do dziś kontrowersyjnej, roztrząsanej z wielu punktów widzenia: już to biograficznych, już to psychologicznych, już to historycznych, już to jakichkolwiek bądź innych.

*

Ta śmierć nie była aktem ucieczki z tchórzostwa czy słabości. To było spełnienie pewnej koncepcji, gest wieńczący dzieło, finalny akt spektaklu, w którym groteska okazuje się realnością, a realność - groteską.

Od końca pierwszej wojny światowej, od wybuchu rewolucji w Rosji - wybuch ten Witkacy widział wszak na własne oczy, był wtedy w Petersburgu - dojrzewał w autorze Pożegnania jesieni pogląd, iż nasza kultura, nasza cywilizacja dobiega do końca. Nie chodziło o żadną apokaliptyczną wizję, a o przekonanie, iż wraz z wyzbyciem się metafizycznych doznań, wraz z przestawieniem się myślenia Europy na psycho-socjologiczne tory, cała humanistyczna nowożytna tradycja zostanie zaprzepaszczona. A przynajmniej zdegenerowana. Rzec by można, iż stał się on prekursorem antyhumanizmu.

Termin ten powstał dobre kilkadziesiąt lat później, wraz z rozwojem i coraz większą popularnością myśli francuskiego filozofa Michela Foucaulta.

Nie chodzi tu bynajmniej o znajdowanie odpowiedników w koncepcjach obu tych panów. Zapewne, gdyby spotkali się jakoś (musiałoby stać się to gdzieś poza czasem - kiedy Witkacy umierał, Foucault miał zaledwie trzynaście lat i nie mógł zdawać sobie sprawy ze swych przyszłych dokonań), gdyby mogłoby się tak zdarzyć, zapewne nie zgodziliby się w wielu sprawach.

Foucault twierdził, iż jednostka - a mówiąc dokładniej, pojęcie jednostki w społeczeństwie - jest wytworem władzy, która musi zindywidualizować, dookreślić obiekt swojej presji po to, aby działać tym skuteczniej. Witkacy uznawał istnienie jednostki za coś naturalnego. Jednakże dla jednego i drugiego we współczesnym, zdehumanizowanym, świecie jednostka działa po to, aby być poddaną władzy, aby być okienkiem w - tu jedno z foucaultiańskich określeń - tabelach władzy. Pokrótce mówiąc: według francuskiego myśliciela, jednostka w całym swoim istnieniu musi się nieustannie uwierzytelniać za pomocą określenia swojego wykształcenia, profesji, pochodzenia, stanu zdrowia, statusu majątkowego, towarzyskiego etc. Wszystko to zostaje ujmowane i rejestrowane w odpowiednich miejscach. Potocznie mówi się, iż to jednostka staje się transparentna, ergo uczciwa), a tymczasem, to nadzór nad jednostką staje się niewidoczny - ponieważ rozdziela się pozornie na wiele podmiotów - a jednostka sama staje się jaskrawo widoczna na owym przezroczystym tle. Owo rozpisanie to właśnie wspomniane tabele władzy. U Witkacego władza jest pozornie widoczna, jednakże i ci, którzy pozornie ją zdobywają i sprawują, ci którzy parcelują swoje społeczeństwa, jak np. Gyubal Wahazar czy Szewcy, sami podlegają jakiejś nieprzewidywanej przez nich siły. „Czy to tylko nie złudzenie, że my naprawdę nowe Życie tworzymy? [...] A może rządzą nami siły, których istoty nie znamy? I jesteśmy w ich rękach marionetkami tylko?” - pyta w trzecim akcie Szewców II Czeladnik. 3 Jak się okazuje na koniec tego aktu, jego przeczucia były uzasadnione. Trudno na dobra sprawę powiedzieć, czy te wszystkie przejawy władzy, które, jak w kalejdoskopie, przewijają się przez końcówkę Szewców, mają jakiś autonomiczny wyraz. Zarówno Hiperrobociarz, wraz ze swoimi pomocnikami, jak matriarchat Księżny Iriny Wsiewołodownej Zbereźnickiej, jak i pojawiający się Towarzysz Abramowski i Towarzysz X, nie ukazali się ostatecznie „tymi prawdziwymi” Nieznanymi Zwierzchnikami pociągającymi za sznurki przemian dziejowych. Tak zresztą jak i sam Witkacy nie podzielał nigdy spiskowej teorii dziejów, a wręcz przeciwnie. Swoją koncepcję upadku cywilizacji Zachodu upatrywał gdzie indziej. „A nudy nie będzie, bo ideje, na tle braku zainteresowań filozoficznych u ogółu, wymarły do cna” - mówi I Czeladnik w cytowanych powyżej Szewcach. 4 Bo właśnie: świat upadku i degeneracji cywilizacyjnej jest bezideowy - jak już się rzekło - odhumanizowany.

O ile Foucault prowadził swoje filozoficzno-historyczno-kulturoznawcze analizy mając pełną świadomość, iż dokonuje ich w świecie, gdzie wszystkie humanistyczne koncepcje mogą być co najwyżej fasadą, ideologiczną mgłą skrywającą prawdziwe relacje - w których podmiotową rolę odgrywa nieuchwytna (lecz zarazem autonomiczna), bezosobowa i bezcielesna (lecz realnie istniejąca) władza, a przedmiotową rolę pełnią jednostki (zindywidualizowane i opisywalne - a przez to pozwalające się dyscyplinować - materialne w swej fizycznej uchwytności - a przez to doskonale podatne na presję) o tyle Witkacy, widząc, iż taki właśnie świat nadchodzi, postanowił się zatrzymać. Nie wkraczać w coś, w czymś uczestniczyć nie miał najmniejszego zamiaru. Emanuel Levinas pisał o śmierci jako cierpliwości czasu. O życiu Witkacego można powiedzieć, iż była to cierpliwość wobec życia. Cierpliwość, jaką można żywić dzięki jasnej świadomości; cierpliwość wiedzy o tym, co nieuchronne. Mimo (a może właśnie dlatego), iż zamiast chodzić do szkół, odbierał w młodości indywidualne wykształcenie, Witkacy znał dobrze klasyków filozofii (tak samo jak i znał świetnie jej ówczesnych nowatorów) i wiedział, iż nie należy dyskutować z tym, co nieuchronne, bo he ananke ametapeiston ti einai, konieczności nie da się przekonać. Według niego, to, co określał mianem zbydlęcenia prędzej czy później musiało się dopełnić. Jak pisał Jan Błoński, według Witkacego „doznania metafizyczne dostępne są tylko jednostce, społeczeństwo zaś traktuje sztukę, religię i filozofię czysto instrumentalnie, spożytkowując je dla swoich potrzeb... albo nie zajmuje się nimi wcale. [...] Już w XIX wieku na miejsce wartości absolutnych zaczęły wkraczać - społeczne. Daremnie zaś łudzą się zwolennicy liberalnej demokracji, sądząc, że uspokoją narastający proces jednolicenia ludzkości, prawną emancypacją maskując rzeczywiste nierówności. Ale też ludzie, którzy dziś rządza społeczeństwem [...] to obłudne i żałosne karykatury bohaterskich tytanów, którzy rozjaśniali przeszłość. Upodobnienie i pomniejszenie jednostek następuje tak szybko, że niedaleko już do ostatecznych przemian, które rozpoczną zupełnie nowy etap bytowania ludzkiego gatunku. [...] Witkacy mniemał, że zanik uczuć metafizycznych na korzyść ogólnej szczęśliwości jest ontologicznym prawem [...]. Jego katastrofizm miał więc wymiar kosmiczny... Często przedstawiał nadchodzący kataklizm na wzór wydarzeń, których był świadkiem.” 5 Tak więc dla Stanisława Ignacego Witkiewicza, ponura, po części totalitarna, a po części liberalna i globalna, zuniformizowana przyszłość miała „według niektórych pochłonąć całą indywidualistyczną kulturę [...]” 6 i, jak to było powiedziane, jej katastroficzny charakter był nieuchronny. „Dla każdego przepaść ta przedstawiała się inaczej, głównie w zależności od tego, czy dany osobnik przeżył rewolucję rosyjską, czy nie, i oczywiście w związku z klasą, do której należał. [...] Wszystko było już tak nudne, ramolciowate, bezprzyszłościowe i bezpłciowe, że najwięksi nawet zakalcowaci zakamienialcy cieszyli się gdzieś na dnie zamarłych ośrodków niespodzianki. Tak cieszą się wojną, rewolucją lub trzęsieniem ziemi ludzie nie mający odwagi strzelić sobie w łeb mimo przekonania o słuszności tego zamiaru. Samo się załatwi, myślą sobie coraz bardziej oddalając się od śmierci. A kiedy wreszcie przyjdzie, liżą ewentualnie ręce katów, błagając o jeszcze jedną chwilkę - byle nie teraz.” 7

Ów żałosny obraz, owa pogarda, z jaką Witkacy wyrażał się o sobie współczesnych, stanowi wyraźną wskazówkę. Witkacy, będąc przekonanym o tym, iż przyszłość ułoży się tak, a nie inaczej, już w drugiej połowie lat dwudziestych żywił pogardę dla postawy, w ramach której można się było uciec do poniżenia wobec prześladowców, aby wyżebrać chwilkę ułudy, jaką jest życie w zniewoleniu. Toteż i nie może dziwić jego samobójstwo w momencie wkroczenia wojsk sowieckich do Polski w 1939 roku. Nie postąpił bowiem jak tchórz, ale raczej jak ów Kleombrotos, o którym pisał Aurelian Augustyn. Nasuwa się teza, iż Witkacy nie uciekł przed samym sobą ale świadomie odrzucił rozwiązania, które były dla niego nie do przyjęcia. Umierając nie uciekał również przed bolszewikami, a raczej pozostawał. Pozostawał przy swoich przekonaniach, iż jedynie człowiek świadomy swojej indywidualności, a zarazem będący świadomy sensu, jaki owa indywidualność otrzymuje od swojej kulturowej spuścizny, tradycji kultywowanej przez sztukę i filozofię, może uważać się za człowieka w pełnym wymiarze.

Tu również antyhumanista Witkacy różnił się od antyhumanisty Foucault - dla niego jednostka nie była powoływana do życia przez władzę tylko dla tego, iż jednostka jest łatwa do kontroli (choć pewnie po części zgodziłby się z tym Sajetan Tempe z Szewców). Witkacy wierzył w indywidualną wartość, która kończy się tam, gdzie zaczyna się umasowienie i uniformizacja, nawet gdy nazywa się ją takimi słowami jak „wolność”, „szczęście” czy nawet „wyjątkowość”.

 

Rafał Zięba, ur. 12.10.1969 r. w Pabianicach, absolwent Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Filmu UŁ; literat i teatrolog, autor wierszy, opowiadań, esejów, tekstów krytycznych i recenzji teatralnych. Wiersze i eseje publikował m.in. w "PAL-u", "Toposie", "FA-arcie", "Breg-arcie", "Frazie", "Akancie", "Tyglu Kultury" i.in. autor trzech tomików wierszy; swoje teksty dotyczące teatru publikował m.in. w "Dialogu", "Scenie" i "SzaFie". Pracuje w Teatrze Nowym im. K. Dejmka w Łodzi, do 2009 roku współpracował z Łódzkimi Spotkaniami Teatralnymi i Łódzkim Przeglądem Teatrów Amatorskich.

 

 

  1. Św. Augustyn, Państwo Boże, z łaciny tłum. W. Kubicki, wstęp J. Salij, Wyd. Antyk, Kęty 1998, s. 47.
  2. Ibidem. Podkr. R.Z.
  3. S.I. Witkiewicz, Dramaty, wyb. J. Błoński, Ossolineum, Wrocław 1983, s. 462.
  4. S.I. Witkiewicz, Dramaty, wyb. J. Błoński, Ossolineum, Wrocław 1983, s. 490.
  5. J. Błoński, Wstęp [w:] S.I. Witkiewicz, Dramaty, wyb. J. Błoński, Ossolineum, Wrocław 1983, ss. XXXV-XXXVIII.
  6. S.I. Witkiewicz, Pożegnanie jesieni, PIW, Warszawa 1992, s. 146.
  7. S.I. Witkiewicz, Pożegnanie jesieni, PIW, Warszawa 1992, ss. 146-147.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link