Kłopoty z Witkacym - Krzysztof Miklaszewski

Kłopoty z Witkacym są odwieczne i nieprzerwane. Pojawiły się od razu z Jego przyjściem na świat, a trwają do dziś, bo nieprzerwanie dostarcza ich Jego spuścizna. Spuścizna zwłaszcza teatralna, bo właśnie w niej twórca Czystej Formy zakodował pełny sztafaż chwytów rozgrywki z... potomnymi. Tak - z potomnymi, jako że na współczesne Mu polskie sceny żaden awangardowy twórca w dwudziestoleciu międzywojennym liczyć nie mógł. Zwłaszcza On-Witkacy, którego wizja zakładała całkowitą kontestację wszystkich modeli oficjalnego teatru.

Przeczucia Stanisława Ignacego Witkiewicza potwierdziła zresztą praktyka sceniczna międzywojnia, bo jedyną coś znaczącą w prezentacji nowego języka teatru premierę Jego dramatu ("Mątwa" 1933) zrealizował pół amatorski zespół krakowskiego Cricotu. Dzisiaj - na progu XXI wieku - mądrzejsi o kolejne awangardowe rewolucje wiemy już, że Witkacego wcale nie zadowalało by "wystawianie" jego sztuk "po Bożemu". Liczył by raczej, na reżyserskie ryzyko podjęcia z Nim gry, którą w uwagach i didaskaliach do każdego prawie dramatu sam proponował.

Najlepiej zrozumiał to autorskie wyzwanie Tadeusz Kantor, który krzyknął: "Nie grajmy Witkacego, ale grajmy z Witkacym!". Gra z Witkacym jest bardzo ryzykowna. Wymaga symultanicznej podzielności uwagi na trzech terytoriach. Terytorium pierwszym musi być literatura. Z przewrotnych uwag tekstu pobocznego sztuk Witkacego daje się nie tylko wyczytać wątpliwość, czy dramat można i trzeba traktować na równi z dwoma innymi powszechnie szanowanymi rodzajami literackimi: liryką i epiką.

Witkacy powtarza bowiem kilkakrotnie: nie o "literackość" w dramatycznym zapisie tekstu chodzi, ale właśnie o taką konstrukcję językową, która pozwoliłaby na swobodną grę konwencjami teatralnymi na scenie.

Witkacy wielokrotnie sugeruje, że tylko wyrafinowane i odważne igraszki konwencjami mają szansę wykreować w swych zderzeniach "nagą prawdę" faktu scenicznego, oczyszczonego zarówno ze złogów psychologizmu, jak i nadmiaru realistycznej optyki. Myliłby się jednak każdy, który by te Witkacowskie "łamigłówki”, swoiste konstrukcje "gier językowych" traktowałby jedynie jako proceder nieprzerwanej wyszydzającej błazenady. Każdą bowiem "sfabularyzowaną" szaradę opatruje autor "Szewców", "Matki" czy "Nadobniś i koczkodanów" pointą serio o filozoficznym uogólnieniu.

Tym sposobem, już w momencie uważnego wczytania się w tekst sztuk Stanisława Ignacego Witkiewicza, stajemy przed dylematem napięcia: napięcia pomiędzy materią językową parodii, pastiszu czy kpiny a filozoficznym przesłaniem serio, deklaracją ideową czy niepokojem myślącego i czującego twórcy.

Napięcie wzrośnie, kiedy tylko wkroczymy na terytorium drugie gry z Witkacym: na scenę. Wtedy to szczególna determinacja w tej rozgrywce, staje się udziałem aktorów. Bo to oni - od tego momentu - biorą na siebie cały ciężar walki. Kody, odkryte w materii językowej tekstu, już tu nie wystarczają. Gra sceniczna wymaga bowiem innej ofiary. Ofiary z duszy, ale przede wszystkim z ciała. Bo ta osławiona "naga prawda" zdarzeń zależy tak naprawdę tylko od siły i kierunku przepływu energii, wyzwalanej przez aktorów. Energii przekazywanej do partnerów scenicznych po to, by wspólna cielesna obecność w przestrzeni, w procesie nieustannego kontaktu mogła te wszystkie napięcia gry spotęgować.

Jest wreszcie trzecia sfera działania, na której wpisane w Dramat i Teatr Witkacego napięcie, ma szczególną szansę oddziaływania. To Widownia. Tylko widzowie sprawdzić potrafią siłę tej pajęczyny napięć tekstowych i aktorskich splotów energii.To oczywiste. Ale Witkacy marzył o czymś więcej: marzył o partycypacji widowni. Partycypacja zaś oznacza funkcjonowanie spektaklu jako systemu naczyń połączonych: aktorzy zarzucając sieć na widzów liczą na ich aktywność, widownia zaś akceptując te zasady czuje się pełnoprawnym uczestnikiem zdarzeń, mającym "czynne prawo głosu". I tym sposobem ostateczny kształt przywołanego na deski sceniczne dramatu zależeć może nie tylko od nadawcy.

Rzut oka na trzy marzenia Witkacego, wpisane w teksty unikatowych w historii światowego teatru dramatów, uświadamia, że gra z Witkacym zawsze może być atrakcyjna.

Teatr polski w II połowie ubiegłego wieku sprawdził (często z dużym sukcesem) funkcjonowanie zarówno tego systemu napięć, jakie zakodował w tekście sam autor, jak i nieprzeczuwalnych przez niego odkryć mechanizmu gry, w którą wdali się wybitni inscenizatorzy, wsparci przez kreacyjnych aktorów. Witkacologia odkryła podstawy "tajemnej wiedzy" Wielkiego Teoretyka "Czystej Formy". Warto więc teraz, u progu XXI wieku, młodych ludzi, w teatr wstępujących "zarazić" tymi zagadkami "Witkacowskich napięć", które wzbogacają warsztat każdego współczesnego aktora.

Dlatego też moje lubelsko-kazimierskie warsztaty i spotkania z licealistami, adeptami sztuki aktorskiej przepoić pragnę tymi "kłopotami z Witkacym", które nas nieustannie wzbogacają i inspirują.

Krzysztof Miklaszewski
Calpe (Alicante)
czerwiec 2010

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link