O spektaklu - Irena Jawczak

Na wstępie chciałabym się usprawiedliwić i zaznaczyć, że to, co napisałam o spektaklu Witkacy: jest 20 do X-tej, to tylko moje odczucia, niekoniecznie językiem profesjonalnym wyrażone :).

W spektaklu poruszono kilka wątków dotyczących życia, osobowości Witkacego, jednak mnie najbardziej poruszył dramat człowieka, który myślą przeskoczył swoje pokolenie i który tak naprawdę był z tym wszystkim sam. Nieustanne poszukiwania podstaw bytu doprowadzały go na skraj obłędu:

Nie mogę ogarnąć wszechrzeczy, choć bardzo tego pragnę

Twierdził, że bezpośredniość poznania jest niemożliwa, zawsze będzie czymś zapośredniczona. Można zaryzykować twierdzenie, że kochał życie ale nienawidził bólu i rozczarowania jakie mu ono przynosiło a także rozrastającej się wewnętrznej pustki, którą chciał zamaskować nie tylko posiadaniem wielu kobiet (podczas spektaklu padają słowa: teraźniejszość jest jak rana, chyba że zapełnić ją rozkoszą) ale i negowaniem ponadczasowych wartości, takich jak współczucie, empatia. By odnaleźć to czego szukał (czasem już sama nie wiem co to było...), było gotów wywrócić świat na lewą stronę. ?wietnie uwypukla to dyskusja z ojcem, który się z nim nie zgadza, twierdzi, że zobojętnienie na krzywdę ludzką czy brak naturalnych odruchów to byłoby cofanie się do instynktu zwierzęcego.

Aktorzy zagrali z widocznym zaangażowaniem i próbą zrozumienia, interpretacji sposobu myślenia swoich postaci. W tonie głosu Ireneusza Kaskiewicza słyszymy troskę o syna:
Ze smutkiem trzeba walczyć jak z chorobą (...)
Nie bierz na siebie obowiązku rozpaczy (...)
Kobietami próbujesz zamaskować pustkę

Czujemy także stanowczość sądów Stanisława Witkiewicza, wynikających z głębokiego przekonania o ponadczasowości wartości etyki chrześcijańskiej, która tkwi w naszych sercach. Mamy wewnętrzne poczucie dobra i zła, sumienie, o tym nie da się nie myśleć. Witkacemu chodziło zapewne o zniewolenie przez społeczne zachowania:
Chcę żyć poza społeczeństwem!

Buntował się przeciw temu. Trudno się dziwić, często sami robimy coś na co nie mamy ochoty, tylko dlatego że TAK WYPADA.

Emocje jakie budzi odbiór spektaklu, sprawiają, że od początku do końca jesteśmy w to tak zaangażowani, że wcale nie odczuwamy potrzeby spoglądać na zegarek. W atmosferę napięcia wprowadza relacja Czesławy Oknińskiej z dnia w którym Witkacy popełnia samobójstwo. Irena Sierakowska oddała ten nastrój niesamowicie. Kiedy jej emocje narastały, Krzysztofowi Kluzikowi drżały dłonie. Dzięki temu że aktorzy byli od nas w takiej odległości, można było dostrzec tego typu detale. Szczególnie poruszający jest fakt, że nie była w stanie odwieść go od tego czynu, ponieważ podjął już decyzję. Relacje ludzi z nim związanych pomagają postrzegać jego osobę w sposób wielowymiarowy a takim przecież był Witkacy.

Interesujące są również końcowe rozważania na temat dobra i zła. Trudne do przyjęcia założenie(co jeśli okaże się prawdziwe?) że dobro jest słabością a jego ideę stwarzają ludzie, by poczuć się bezpiecznie. Zadajemy sobie pytanie czy dobro jest czymś absolutnym? Czym w takim razie jest zło? Człowiek ma skłonności do uznawania zła za coś z zewnątrz(szatan), bojąc się przyznać, że mogłoby ono istnieć w nas samych. W spektaklu padają słowa odnośnie zła, jakoby było ono atrakcyjniejsze, bardziej różnorodne, pociągające, fascynujące. Nie ma w tym ani twierdzenia ani zaprzeczenia, widz sam musi to dostosować do swojego oglądu świata. Pewnie łatwiej byłoby przyjąć gotowe twierdzenia ale nie po to jesteśmy istotami rozumnymi, by ktoś za nas myślał. Mocną stroną spektaklu jest właśnie to, że pobudza do myślenia, refleksji i zweryfikowaniu swoich poglądów. Trudny temat, nie zawsze mamy odwagę go poruszać, w etyce łatwo się pogubić, pogrążyć. A mnie przypomina się tylko chińskie przysłowie: zło i dobro są jak dwa walczące ze sobą psy - wygra ten którego karmisz :)

Dwa momenty w spektaklu najbardziej mnie wzruszyły. Jest to oczywiście początek - relacja Czesławy Oknińskiej i chwila w której Jadwiga Janczewska dowiaduje się o zdradzie ukochanego. Nie była na to przygotowana a postać, jaką wykreowała Ania Rusiecka ukazały jej delikatną i wrażliwą stronę. Przez myśl jej nie przeszło, że narzeczony mógłby odrzucić nie tylko ją ale nienarodzone jeszcze dziecko! Kiedy opowiada nam o tym łamiącym się głosem, pełnym niedowierzania, słyszymy w tle bicie serca. Kiedy strzela do siebie zastanawia się czy dziecko już umarło. To wstrząsające. Jeśli na zasadzie kontrastu zestawić ją z aktorką, Ireną Solską, widać to jak na dłoni. Niepokojąca uroda Agnieszki Brzeskot, jej pewność siebie sprawiają, że świetnie oddaje postać Solskiej.

Generalnie zachęcałabym do obejrzenia spektaklu i to kilkakrotnie a to z bardzo prostego powodu. Witkacy jest zbyt niesamowitą osobowością, by przejść obok niego obojętnie. Gdzieś tam w podświadomości pokutują odczucia na dźwięk jego nazwiska - po pierwsze kojarzy się z lekturą szkolną - czytaj - czymś, co z zasady ma za zadanie śmiertelnie zanudzać. Po drugie oczywiście zaraz nasuwają się określenia typu pijak, narkoman itp. Spektakl jest okazją żeby w ciekawy sposób zapoznać się z naszym Witkacym i spojrzeć na niego przez pryzmat bliskich mu osób, jego twórczości i w końcu jego osobistych odczuć, lęków i pragnień.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link