Andrzej Maria Marczewski - Skała Pisana - Portal Jadwigi Janczewskiej - Ptak Rudzik

Pracując nad spektaklem o Witkacym, musieliśmy z Tadziem Smolickim - scenografem wybrać się do Doliny Kościeliskiej pod Skałę Pisaną, aby stanąć w miejscu śmierci- przejścia na drugą stronę życia Jadwigi Janczewskiej. W relacjach świadków tamtych czasów zachowały się niejasne sugestie, domniemania, podejrzenia, w sumie nic konkretnego poza faktem bezsensownej, teatralnej śmierci młodziutkiej, zakochanej w Witkacym dziewczyny- narzeczonej. Potem nikt się już Nią nie interesował, nawet biegli w swoim fachu wybitni witkacolodzy nie odsłonili pół informacji na temat miejsca pochówku Jadwigi. Przepadła jak kamień w wodę, chociaż ta śmierć ciążyła Witkacemu do Jego własnej śmierci, był za nią odpowiedzialny. Oto zebrane relacje o tym co się wydarzyło 21 lutego 1914 roku:

MARIA WITKIEWICZÓWNA "W latach poprzedzających I wojnę światową Staś poznał w Zakopanem pannę Jadwigę Janczewską, córkę adwokata z Mińska. Panienka była i ładna i interesująca, inteligentna i oczytana, miała przy tym niepośledni talent do malarstwa. Niestety, była to natura przeczulona i nerwowa. Byli w sobie bardzo zakochani i się zaręczyli. Ale Staś utrzymywał nadal bliskie kontakty z Ireną Solską, a Helena Czerwijowska mieszkała w pensjonacie pani Witkiewiczowej.

WITKACY (list do Heleny Czerwijowskiej) Przekonałem się, że właściwie mniej lub więcej świadomie kochałem się w pannie J. Oświadczyłem się jej i zostałem przyjęty. Postanowiłem się ożenić, dlatego że inaczej życie moje zacznie przybierać formę potwornego bezsensu. Oczywiście pewnie z mojego małżeństwa nic nie będzie mimo że z panią J. pozostaję w dobrych stosunkach. Ona jest osobą zupełnie wyjątkową, bo woli nawet, żeby tego nie było. Dlatego jestem uratowany. Pracuję teraz nad wytworzeniem nowego światopoglądu i może jeszcze zobaczy mnie Pani w innej fazie. Kochała Pani we mnie człowieka pełnego perwersji i zastawek zasłaniających rzeczy prawdziwie wielkie. Ale to jest to, co jest w najistotniejszym związku z moją sztuką. Dla mnie życie jest i będzie potworne, a każdy fakt mego życia za tym przemawia. Zrobiłem parę potwornych kompozycji i doszedłem do stanu graniczącego z obłędem. Boję się że już nie wrócę. Czy też ja już nie przekroczyłem tej linijki.

CZERWIJOWSKA ( w pamiętniku): Jak oni wszyscy żyją- nawzajem szukają zła w sobie- i po co to robią- to tak strasznie deprawuje najpiękniejsze dusze. Wierzyłam w niego szalenie, wierzyłam, że choćby przechodził przez wszystkie piekła wydobędzie się i będzie tym, czym zechce być w życiu- był dla mnie artystą we wszystkim i zawsze w niebie i w piekle.

WITKACY (list do Bronisława Malinowskiego) Kochany Broniu. Zasadnicze stanowisko moje dla Ciebie jest zawsze najgłębsza przyjaźń. Punkt trwały we wszechświecie. Koniec mego życia będzie okropny. Wystawa pośmiertna może być interesująca. Stan moich nerwów jest fatalny. Mieszka u nas Karol Szymanowski. Ma być Miciński.

MALINOWSKI Karol Szymanowski, młody kompozytor, opromieniony sławą, był człowiekiem czarującym, nic więc dziwnego, że podobał się również narzeczonej Witkiewicza. Na tym tle dochodziło między nimi do poważnych nieporozumień. Owego dnia Karol oraz narzeczeni znajdowali się w gronie innych jeszcze osób w willi Witkiewiczów. Od pierwszej chwili wyczuł Karol między nimi dramatyczny nastrój. W pewnym momencie Staś podszedł do narzeczonej i ściszonym głosem zaczął nalegać, żeby wyszła z nim razem.

Gdy po pewnym czasie wrócili, odniósł Szymanowski wrażenie, że ich nieobecność miała na celu wypróbowanie jej uczucia w tak typowych dla Witkacego demonicznych spięciach psychologicznych. Zakończenie wewnętrznego konfliktu młodej panny nastąpiło tak szybko i przybrało tak fatalny obrót, że wszyscy byli tym zaskoczeni.

CZERWIJOWSKA 20-letnia Jadwiga, była osobą niezwykle wrażliwą i słabą psychicznie, bardzo zakochaną i w narzeczonym, i w całej tej artystycznej atmosferze, która go otaczała. Staś postanowił ją poddać surowej tresurze i testom psychologiczno - intelektualnym, co może było i słuszne, ale nie uwzględniało parametrów rzeczywistości: dziewczyna była bardzo delikatna, no i w pobliżu był Karol Szymanowski. To że Karol nie interesował się narzeczoną przyjaciela, ani w ogóle kobietami, nie miało w tym przypadku większego znaczenia. Szymanowski pewno podobał się Janczewskiej, musiała jakoś tę sympatię zamanifestować - no i Staś zapewne uwierzył w to, co sobie jak najniesłuszniej wmówił: że jego przyjaciel zawrócił w głowie jego narzeczonej. Jadwiga wpadła w świat sobie nie znany, niesamowity i po prostu nie wytrzymała dziwności otoczenia, w którym nie umiała rozeznać prawdy od mistyfikacji. Kiedyś, po tej gwałtownej scenie Staś poszedł w góry, i nie wracał przez kilka dni, Janczewska pojechała do Kościelisk ...

HELENA DUNINÓWNA Z młodziutkiej, wesołej, niefrasobliwej dziewczyny urobiłeś jakiś zgorzkniały, posępny i zniechęcony typ istoty wykolejonej i rozczarowanej.

TADEUSZ MICIŃSKI Twoja narzeczona wynajęła sobie powozik i zakupiwszy całą masę kwiatów, pojechała sama do Kościelisk i tam, w Dolinie Kościeliskiej, zastrzeliła się pod Skałą Pisaną, położywszy przy sobie kwiaty, które przywiozła. Zostawiła kartkę, że swój czyn popełnia przez Szymanowskiego. Szymanowski twierdzi że nie miał z tym nic wspólnego i że kartka samobójczyni jest dla niego zupełnie niezrozumiała.

CHWISTEK Zestawienia faktów przedstawiają tego człowieka w ohydnym świetle.

Mogę teraz dopiero ocenić całą doniosłość wpływu, jaki na mnie wywarł ten człowiek, i truciznę, z jaką starał się mnie przepoić. Jest to jednostka zgangrenowana, równie daleka od prawdziwej sztuki, jak od życia. Wieczny embrion oszalały z megalomanii, jak jeden z wybitnych powieściopisarzy, Miciński, mniej więcej go określał. Zaglądam w dna mroków cuchnących, po których wodził mnie ten cudotwór. Nie żałuję tej przechadzki, ale wstyd mnie trochę, że odbyłem ją w przekonaniu, że bujam na skrzydłach, choć w rzeczywistości byłem ciągnięty na nitce.

WITKACY (do Malinowskiego) Kochany Broniu. Spotkało mnie najstraszniejsze nieszczęście, jakie może być. Nieszczęsna panna Jadwiga popełniła samobójstwo. Wiele było w tym co zaszło od początku tego roku mojej winy. Czułem się bardzo źle, ona brała to do siebie i wynikły stąd rzeczy, które przy fatalnym zbiegu okoliczności doprowadziły Ją do tego. Gdyby nie Matka, już bym dawno nie żył. Straszną odpowiedzialność biorą ci, którzy żyć każą mimo zupełnej niemożliwości życia.

Jestem człowiek złamany kompletnie. Dla Niej tylko coś robiłem w sztuce czując się niepotrzebnym. Jestem, o ile mi się zdaje, zupełnie skończony jako artysta. Ale póki Matka żyje, żyć muszę i mam obowiązek być z Nią i zdać sprawę z tego okresu życia i postanowiłem przez gwałt pracować, jak przez gwałt żyję. Mogłem Ją zatrzymać nad brzegiem przepaści i nie zrobiłem tego. Ten wyrzut mnie zabija, a oprócz tego jestem sam i czuję się opuszczony przez wszystko.

Nie będę ci opisywał tego, co się stało. Boję się życia bez wiary, które zmusza do kompromisów. Boję się życia poniżej tego, co wymagam od siebie jako artysta i jako człowiek, a póki Matka żyje, nie mogę Jej opuszczać. Nic nie wie, i nie rozumie ten, kogo nie spotkała rzecz tak straszna. Nie jest to słabość. Jest to poczucie, że wszystko skończyło się naprawdę aż do ostatniej głębi. I siła nadludzka, którą pokonywam siebie, aby żyć, nie daje mi żadnego zadowolenia. Przeciwnie, poniża mnie w moich własnych oczach.

Na jak długo wystarczy mi siły, aby żyć tak dalej - nie wiem. Boję się obłędu najbardziej, bo bym już nie panował nad kwestią śmierci.

Tydzień upłynął od tego czasu. Chwilami nie wierzę, że się to stało. Czasami myślę, że to było lata całe, a czasem, że tylko co się stało.

Każdy dzień jest coraz gorszy i jedyna myśl, to chęć skończenia wszystkiego.

Mógłbym usprawiedliwić to życie jakąś niesłychaną twórczością. Ale jej przed sobą nie widzę. Nic prócz straszliwej pustki życia już po śmierci istotnej wszystkiego, dla czego żyć warto.

Tylko śmierci pragnę, żeby tylko nie cierpieć i nie czuć strasznego ciężaru życia i wleczenia siebie po śmierci za życia. ?mierć teraz, byłaby końcem usprawiedliwiającym wszystko.

Wszystko moja wina okropna. Całe życie roztrwaniałem siły na głupstwa, i teraz ich mieć nie mogę.

Ta myśl, że jesteś ze mną, i to w taki sposób, jest dla mnie czymś niezmiernie ważnym.

Co będzie ze mną, nic nie wiem. Widzę przed sobą zupełną pustkę. Poza tym faktem okropnym, poza wyrzutami nie do zniesienia w stosunku do Niej, czuję, że ja sam- jeżeli można mnie brać niezależnie od tego, co przeżyłem - jestem definitywnie skończony.

W nic w życiu już nie wierzę. Nigdy nie wierzyłem bardzo. Ona była źródłem tej wiary ostatniej. Dla Niej tylko pracowałem.

Okazało mi to moją własną marność. To jest przyczyna, dla której odrodzić się już nie mogę. Myślałem, że kiedy umrze Matka, przez Nią bym tylko mógł to przetrzymać. Teraz życie dla Matki z pracą, która mnie przyprawia o obłęd ( bo zacząłem z nadludzkim wysiłkiem pracować) i ze śmiercią w sobie, jest czymś tak potwornym, że przechodzi pojęcie każdego, co nie przeżył tego co ja... Nie można żyć nosząc w sobie śmierć. Myśl o dniu jutrzejszym jest straszna, nie do zniesienia - a cóż mówić o latach. To mnie zniszczyło, sam ośrodek wiary w życie w ogóle.

MALINOWSKI Bardzo jestem przygnębiony jego stanem, czuję, że zamknięcie życia z tamtej strony, że zniszczenie jego jest upadkiem jednego z moich ideałów. Wierzyłem, i do dziś wierzę w Stasia, w jego geniusz i indywidualność; jest on dla mnie wcieleniem duchowej wyższości i odrębności ducha polskiego. W całej tej sprawie widzę, że jest on też wcieleniem najgorszych stron i słabości. Miałem chwilami pozytywne poczucie, że jego bankructwo jest potwierdzeniem moich poglądów etycznych, jest strasznym symptomem niebezpieczeństwa, które tkwi w zupełnym nieocembrowaniu źródeł artystycznego natchnienia i woli do życia- Nie wchodzę w głąb jego stanu, po prostu przez strach, przez egoistyczny instynkt samozachowawczy. Staram się go przekonać argumentami, których płytkość i marność sam odczuwam. Nie ma nic, tylko śmierć Ale ja nie mogę, nie mam obowiązku iść dalej, iść za przyjacielem Aż do samych wrót Hadesu, chyba żeby go sprowadzić na powrót, z powrotem.

WITKACY Moja historia z Nią.. anormalne... niezadowolenie, wyjazd do Lovrany, do Ojca, powrót. Karolek (Szymanowski). Dwoistość i licytacja nasza wzajemna... Faza rozpaczy i fala obrzydzenia... Rozpacz moja potęguje się z każdą chwilą. Czy długo będę mógł ciągnąć takie życie, nie wiem. Ciągle tak samo nic przed sobą nie widzę oprócz zmarnowanego Jej i swojego życia.


Do Jadwigi Janczewskiej (matki) Ceylon 30 VI 1914

Pani Szanowna i Kochana:

Czemu tu z Nią nie jestem. Co za szkoda, że nie pożyczyłem od Państwa ze 2000 rubli i nie wyjechaliśmy tutaj. Mógłbym zrobić majątek malując te cudowne rzeczy, które tu widzę - zamiast siedzieć w tym parszywym Zakopanem z ta całą hołota. Bez Niej wszystko tak straszne, ze słów nie mam do wyrażenia tego. Czemu Ona, biedaczka, nie widzi tego. To wszystko ()

Żeby nasze stosunki były normalne, żebyśmy wzięli ślub dawniej, b y ł a b y n a p e w n o ze mną szczęśliwa. Nic, tylko straszna miłość do niej i żal okropny. Straszna męka widzenia piękności świata z tym poczuciem, ze Jej nie ma i n i g d y nie będzie. Straszna kara, za wielka na moje winy. Niech Pani przebaczy mnie i pomyśli czasem o mnie wspominając Ją.

Całuje ręce Pani i Ojca

S. Witkiewicz


Moje prace, prosiłbym, żeby posłali Państwo na wystawę pośmiertną. Miciński bardzo winien był wszystkiemu. Cóż tamten. Zwykła świnia bez pretensji.

Moje winy najgorsze, bo Ona mnie naprawdę kochała.

Do Jadwigi Zielińskiej , na Kanale Sueskim

Jest mi strasznie źle i czuję, że koniec jest już niedługi. Niech Pani przebaczy mi wszystko. Los kazał się nam spotkać w fatalnej chwili, kiedy Pani spokojna i czysta wstępowała w życie, a ja złamany, bez wiary i możności twórczości, schodziłem w śmierć. Nigdy bym Pani szczęścia nie dał kochając tak strasznie i beznadziejnie Ją jedną. Możliwe, że Panią kocham, ale to nie mogłoby mnie uratować w tym stanie zniszczenia. Potworne wrażenie robi na mnie piękność tego, co widzę. Wiedziałem, że wszystko, co zrobię, jest ponad moje siły i nie powinienem był jechać. Stało się. Przebaczcie mi wszystko. Jeszcze się staram robić wysiłki, ale gdziekolwiek myśl zwrócę, pustka beznadziejna we mnie, a świat ze swoją pięknością daje mi tylko poznać mękę niemożności pracy twórczej i strasznego wyrzutu, że Ona już tej piękności pojmować nie może i to z mojej winy. Cokolwiek zawiniła taka kanalia przekonań i z urodzenia jak Karol (za co nie mogę mieć pretensji, bo jest w nim konsekwencja świństwa) i tak ultra kabotyn jak Miciński, który pełnia małe świństwa w imię wzniosłych idei, moja wina jest tak okropna, że wszystko wobec tego maleje. Straszna jest moja męka. Dotąd wszystko było w moim życiu piękne. Zycie teraz jest brzydotą. Tylko jedna śmierć to skończyć może. Niech mi Pani przebaczy.

MALINOWSKI Mam chwilę metafizycznej wizji. Jestem sam, w jakimś ciemnym, wysokim korytarzu. Czuję potwornie silną rękę losu, który mnie prowadzi. Bezwzględne poczucie metafizycznej pokory. Korzę się przed bezmiarem świata, którego nie ogarnę, a którego pożądam; przed siłą losu, który mnie wiedzie bez oporu i względów; przed tajemniczą zagadką istnienia, której okrucieństwo i spokój odczuwam bezwzględnie. Odczuwam całą nicość walki o swoje ja, stwarzania siebie z pustki, aby się znowu w pustkę obrócić- Takie chwile są istotnie religijne; jak mówi Szymberski, "rozmową z Bogiem".

Czegóż bym nie dał, ażeby uwierzyć w nieśmiertelność duszy. Straszna tajemnica, jaka otacza śmierć ukochanej, bliskiej osoby. Ostatnie słowo niewypowiedziane- zakryte coś, co miało rzucić światło, reszta życia przez pół ukryta w nocy -

WITKACY Chęć śmierci nie opuszcza mnie ani na chwilę. Wyrzuty strasznie gnębią mnie i żadnego wyjścia absolutnie nie widzę.(..) Będę miał do ciebie prośbę i myślę, że właśnie jako mój przyjaciel prawdziwy nie odmówisz mi tego. Chcę mieć cyjanek potasu dlatego, żeby w każdej chwili być panem swego życia. Gdybym kończył, to nie chcę się strzelać, bo to niepewne i można chybić i być odratowanym. Gdybym to zrobił, to z rozmysłem i na pewno, i już wrócić bym nie chciał za żadną cenę. Nie będziesz nic miał na sumieniu, bo jeśli żyć nie zechcę i nie będę mógł, to i tak to potrafię zrobić. Tylko będzie to dla mnie przykrzejsze. Mój drogi, nie odmów mi tego. Wiedz, że lekkomyślnie nie postąpię. (..) Łaskę mi wielką zrobisz, jeśli mnie choć trochę kochasz.

Testament. Kompozycja (Błaganie o litość), rysunek i portret olejny pani Irenie Solskiej. PP Janczewskim pozostale rysunki Jej i moje Jej portrety rysunkowe. Klisze z Jej fotografii. Bronowi Malinowskiemu aparat fotograficzny. Jeśli wróci z wyprawy, niech sobie wybierze obrazy, jakie zechce a discretion. Listy Jej i pamiątki po niej pochować pod kamieniem, który ma być dla mnie postawiony w dolinie Kościeliskiej tam, gdzie ona sobie życie odebrała. Niech Broń Boże, ultra kabotyn Miciński nie napisze o mnie ani słowa. Błagam o to najmocniej Wolę być zupełnie zapomnianym. To mu przeczytać. Ostatnia wola umarłego. Proszę jeszcze raz o przebaczenie wszystkich. Niech mi nie biorą za złe śmierci. Lepsze to niż ciągła męka bez końca i brak twórczości. RMS "Orsova" między Terentem a Suezem dnia 15 VI 1914r. Stanisław Ignacy Witkiewicz.

PS. Ważne. Pani Eugenii Borkowskiej kompozycja pod tytułem "Pocałunek śmierci", jedna z ostatnich, z tym, żeby nigdy nie śmiała sobie odebrać życia. Piszę to dlatego, że parę razy dwa lata temu o tym mówiła. Niech tego nigdy nie uczyni.

Podróż okrętem, która zmusza do rozpamiętywania, jest czymś najokropniejszym, co dla mnie wymyślonym być mogło. Nie wiem czy zdołam dojechać do Colombo. Ledwo ostatnim wysiłkiem woli trzymam straszliwą w swej mocy chęć śmierci. Gdzie spojrzę, widzę tylko zło, które wyrządziłem i które jest nie do naprawienia. Widzę zupełną bezwartościowość wszelkiego wysiłku, bo nie mam na czym się oprzeć. Jestem bez wartości jako człowiek (..) Jako artysta jestem skończony na pewno. Każda rzecz- morze, niebo, każde słowo jest męczarnią bez granic. Matko Najdroższa, przebacz mi.

Do Władz Ceylonu. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, żeby mój najdroższy przyjaciel dr Malinowski nie miał żadnych kłopotów w związku z moją śmiercią, żeby uniknął wszelkich formalności i przesłuchań, co mogłoby spowodować jego spóźnienie na statek. To jest moja ostatnia wola, żeby z mojego powodu nie doznał on żadnych przeszkód w podróży, ponieważ musi być w Australii na Kongresie Stowarzyszenia Brytyjskiego.

STANISŁAW WITKIEWICZ (Ojciec- list do Syna) Ze smutkiem trzeba tak walczyć, jak z chorobą. Nie dopuścić, żeby się stała chronicznym stanem, nałogiem myśli i uczuć. Trzeba mu przeciwstawić cele i dążenia, które pozostały żywe, trzeba przeciwstawić obowiązek względem ludzi- ludzi bliskich i Tobie oddanych. Rozumiesz?- Myślę, że sił do takiej walki znajdziesz w sobie dosyć. I bynajmniej nie trzeba lekceważyć tego strasznego źródła boleści, żalu, nie trzeba machnąć ręką i wrócić do życia, jakie się wiodło. Nie, jeżeli w tym tkwi jakaś nauka, a tkwi, bo jeżeli się ma wyrzuty sumienia, to znaczy, że się ma coś sobie do zarzucenia, to z tej nauki trzeba wyprowadzić wskazówkę dla życia- iść nową, udoskonaloną drogą z męstwem i przekonaniem. Ogrom straty przesłania na razie świat cały, ale w człowieku są zasoby sił ponad to. Wierzę w to i pragnę z całej duszy żebyście byli dla siebie wzajemnie na ten czas wspomożeniem, pokrzepieniem i źródłem rozjaśnienia. Bierz w duszę i tę opore, jaka masz w Mamie- czcij i wzajemnie budź przekonanie, że masz dosyć energii dla dźwignięcia się i dla pomożenia Jej w tych dniach ciężkich. Mój Najdroższy! Na tę chwilę, która Ci się wydaje ostatecznym rachunkiem życia- myśl o Mamie i niech Jej przemaganie się przez miłość dla Ciebie będzie Ci wskazówką, jak musisz wytrwać. W listach Twoich i Mamy ciągle przebija świadomość , żeście stracili wszystko, że życie się załamało- stało się pustynią bez żadnej jakiejkolwiek wartości, jak żebyście nie mieli dla czego i dla kogo żyć. Moi Najdrożsi! Trzydzieści lat absolutnego przywiązania, poświęcenia, oddania się Mamy Tobie i całe Twoje życie od zaczątku dotąd tak bezpośrednio z życiem Mamy związane, tak obowiązujące Ciebie względem Niej, tego nie można, nie wolno przekreślać i zanurzyć się w uzasadnionym, ale bezpłodnym, po prostu niemiłosiernym smutku. Moi Najdrożsi! No i o mnie też pomyślcie. Nie broń się przeciw życiu, nie daj temu, co jest teraz, opanować się, nie weź na siebie o b o w i ą z k u rozpaczy, nie rób z niej nałogu. Nie daj się! Jest w Tobie więcej sił, niż Ci się teraz zdaje. Nigdy bym nie chciał przyczyniać się do zatarcia lub lekceważenia pamięci Jej ani wspomnienia tego uczucia, które dziś dopiero przedstawia się Tobie w najpiękniejszym świetle. Zachowaj tę pamięć żywą i uczcij Ją swoim życiem - w dążeniu do arcydzieła".

Kiedy podchodziliśmy pod Skałę Pisaną, Rudzik z białą krawatką przyfrunął na poręcz mostka jakby nas tu oczekiwał i witał, spojrzał mi w kamerę, i nie spiesząc się przefrunął pod Skałę Pisaną, widząc że podążamy za nim, okrążył ją i zniknął.

Ustaliliśmy dokładne miejsce śmierci Jadwigi, badając energię miejsca, i połączyliśmy się z Nią w Przestrzeni Serca.

 

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link