Spektakl "Mistrz i Małgorzata" Teatru Nowego z Łodzi

Poniedziałek, 29 września 2008 r.


NOWY SĄCZ. Spektakl "Mistrz i Małgorzata" Teatru Nowego z Łodzi ocalił wszystkie najważniejsze treści z książki stulecia.


Zmartwychwstał

Między Bogiem, a szatanem nie ma walki, nie ma wydzierania sobie ludzkich dusz, a jest współpraca w całym Bożym planie zbawienia. Ta myśl stanowiąca, jak sądzę, moralne sedno niezwykłego spojrzenia na problem dobra i zła, została wiernie przeniesiona z arcydzieła Michała Bułhakowa do spektaklu "Mistrz i Małgorzata" pokazanego w piątek w "Sokole".

Spektakl wyreżyserował w Teatrze Nowym w Łodzi Andrzej Maria Marczewski.

Trzeba nie lada odwagi, by zmierzyć się artystycznie z pełną wersją dzieła Bułhakowa. Jest bardzo rozbudowane fabularnie, wielowątkowe, skonstruowane na zasadzie powieści w powieści, polemizujące z doktryną religijną i w ogóle miejscami niejednoznaczne w interpretacji.

Oto, nawiązując do tejże treści, szatan w wędrówkach po świecie wybiera sobie Moskwę jako miejsce kolejnego dorocznego balu pełni księżyca. Królową balu jest dziewczyna o imieniu Małgorzata. W Moskwie wybór pada na Małgorzatę Nikołajewną, która nie zaznawszy szczęścia z mężem, wiąże się szaloną miłością z pisarzem tworzącym powieść o Piłacie i Jezusie, zwanym tu Jeszuą. Pomysł napisania i wydania książki o Piłacie w państwie ateistycznym i owładniętym rewolucyjnym szaleństwem jest z góry skazany na przegraną. Młody, wrażliwy pisarz, po załamaniu nerwowym trafia do domu dla obłąkanych. W tym czasie środowisku literackiemu przewodzą takie ciemne postaci jak choćby szef związku pisarzy Michał Aleksandrowicz Berlioz. Jest zdeklarowanym i wojującym ateistą, ignorującym zarówno istnienie Boga, jak i szatana. I to właśnie jego za to spotyka śmierć pod tramwajem. Przepowiada mu ją właśnie szatan, w przybranej postaci Wolanda, profesora czarnej magii.

Dokładnie takie same były relacje Bułhakowa piszącego "Mistrza i Małgorzatę" z ówczesnym środowiskiem literackim Moskwy. Bułhakow nie mógł znieść służalczych miernot i w ogóle zamierzał wyemigrować z kraju. W łódzkim przedstawieniu jest jeden wyraźny odnośnik do rzeczywistości politycznej. To wizerunek Stalina, na odwrocie ikony, z którą biega wystraszony przez szatana jeden z literatów, Iwan Bezdomny.

Dla intelektualisty Bułhakowa rzeczywistość bolszewicka musiała być koszmarną karykaturą wielkiej Rosji, w której rządzili pod rękę, car i prawosławie. Do ojczyzny bez cara i Boga zaprasza w swojej powieści szatana. Woland nie jest jednak diabełkiem, którym straszy się niegrzeczne dzieci i wiernych w kiepskich kazaniach. Grasując po Moskwie, ujawnia i kompromituje wszechobecną, świecką ideologię, ludzką pazerność i załganie. Krótko mówiąc, uświadamia ludziom występność i grzech. Kilka takich sytuacji pokazanych jest szkicowo w spektaklu.

Marczewski przede wszystkim tworzy znakomity scenariusz, który w ograniczeniach teatru, pomija rzeczy mniej ważne, nie gubiąc głównych wątków i zamysłów Bułhakowa. Idąc za nim, nie demonizuje szatana i jego świty. Pokazuje go jako siłę na swój sposób uwikłaną w porządek świata, podobnie jak Piłat. Woland nie ściga się z Bogiem o dusze, ale podkreśla, że nie ma dobra bez zła, jak światłości bez cienia. Wobec miłości Małgorzaty jest nawet uległy. Pomaga jej i kochankowi osiągnąć wieczne ukojenie. Na balu pełni księżyca, na którym jest głównym magiem, paradują przed Małgorzatą całe zastępy ludzi upadłych. Któż nam wskazuje zło? Ano właśnie Woland. Salę balową otaczają lustra, jakby po to, byśmy mogli się w nich przejrzeć i dostrzec prawdziwe oblicze.

Czy wobec wszechobecności księcia ciemności można pozostawić Jeszuę takim, jakiego naszkicował w powieści, zneurotyzowany literat, mistrz Małgorzaty? Czy to tylko lichego zdrowia, wystraszony, odarty z boskości człowieczyna, marzyciel głoszący, że ludzie są dobrzy i świat jest piękny, którego ciało po śmierci wykrada wierny uczeń? Bułhakow nie rozstrzyga jego dalszych losów. W przedstawieniu jednak pod sam koniec Jeszua wychodzi na scenę ze słowami pociechy do Piłata, udręczonego wyrokiem śmierci, jaki wydał. Przychodzi na podobieństwo wizyty Jezusa u uczniów zamkniętych po jego ukrzyżowaniu w wieczerniku.

Tu nie ma już dwuznaczności. Zmartwychwstanie, to świadectwo przeciwwagi dla zła. Nie tylko w przedstawieniu.

Poza jedyną sceną balu u Wolanda z efektami pirotechnicznymi Marczewski zrezygnował z epatowania widza wybujałą formą. Małgorzata nie fruwa goła. Spektakl przykuwa widza siłą mądrości dzieła. Kreację aktorską niewątpliwie stwarza grająca Małgorzatę Katarzyna Cynke.

(WCH)

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link