Dziwność Istnienia Witkacego - Bogumił Dariusz Zaremba

Stanisława Ignacego Witkiewicza - Witkacego uznaje się za najbardziej barwną i kontrowersyjną postać dwudziestolecia. Zawsze były z nim kłopoty. Urodził się 24 lutego 1885 roku w Warszawie, na ulicy Hożej 18.

Będąc synem Stanisława Witkiewicza malarza, pisarza, krytyka i publicysty oraz Marii z Pietrzkiewiczów, nauczycielki muzyki od najmłodszych lat obcował ze światem kultury. W 1890 roku rodzina Witkiewiczów przeniosła się do Zakopanego. Staś nie chodził do szkoły. Jego edukacją zajmował się ojciec, który sprowadzał mu do domu wybitnych korepetytorów (często profesorów uniwersyteckich). Wzrastał więc w artystycznym domu, w młodopolskiej atmosferze Zakopanego. Ojciec obudził w młodym Stanisławie Ignacym zainteresowanie sztuką i literaturą. Ten typ wychowania oraz klimat artystycznych spotkań w domu rodzinnym ukształtowały człowieka niezależnego i niezwykle aktywnego intelektualnie. W późniejszych latach, co zrozumiałe, syn buntował się przeciwko zaleceniom ojca, szukał własnej drogi i nią podążał.

Witkacy wyrósł w młodopolskiej atmosferze, którą wypełniony był dom rodzinny. Strach przed życiem kształtował specyficzną dla tych czasów postawę człowieka. Cechował ją dekadentyzm, objawiający się poczuciem grożącej zewsząd katastrofy i bezsensem istnienia, niewiarą w wartość jakiejkolwiek idei, ogólną apatią i niechęcią do wszelkiego działania. Filozofia tej epoki nie została bez wpływu na późniejsze losy artysty. Należy tutaj dodać, że kolejnym czynnikiem bezsprzecznie kształtującym osobowość Witkacego była miłość do matki. Jako panna nieźle się zapowiadała -ze żmudzkiej, szlacheckiej rodziny (herbu Ostoja) ukończyła Warszawskie Konserwatorium. Najlepiej o niej świadczy korespondencja jeszcze z czasów panieńskich z Heleną Modrzejewską. Później, w małżeństwie musiała utrzymać dom, aby swoim dwóm artystom umożliwić zajmowanie się sztuką. Tolerowała także związek męża z Marią Dembowską, co było powodem wielu upokorzeń. Syn starał się matce wynagrodzić ten niezdrowy stan swoją miłością i przywiązaniem. Przez całe życie nosił w sobie ukryty, zadawniony żal do ojca za jego romans. Stąd też pochodził jego osobliwy, krytyczny stosunek do problemu małżeństwa.

Witkiewicz junior posiadł dziwną i mało konwencjonalną wiedzę, zaś uruchomiona wrażliwość wyzwoliła niezwyczajne możliwości. Staś miał pięć lat, gdy zaczął pisać listy do rodziny i malować akwarele. Komponowaniem muzyki i astronomią zajął się rok później (grywał potem towarzysko na fortepianie różne wariacje i improwizacje). W wieku lat siedmiu i ośmiu "popełnił" kilkanaście małych sztuczek teatralnych. Uchowały się i były nawet współcześnie wystawiane. Miał lat 12, gdy zajął się fotografią. Ta pasja miała mu też zostać na całe życie. Zarówno jego własne autorskie zdjęcia, jak i te robione mu przez przyjaciół na specjalnych seansach "przebiórkowych", gdzie wcielał się w dziesiątki postaci, to osobny rozdział polskiej sztuki XX wieku.

Jan Błoński twierdzi, że Witkacego nie można czytać obojętnie. Często drażni, a przede wszystkim zdumiewa. Nie sposób nie rozpoznać jego dramaturgii, gdyż nie przypomina ona żadnej innej, bowiem jej cechą jest osobliwość, a nie doskonałość. Niektórzy twierdzą, że nie było większego od Witkacego nowatora w polskiej kulturze XX stulecia. Jego gigantyczny umysł, który wydał z siebie poruszające teorie filozoficzne na temat sztuki, kultury i społeczeństwa, nie mówiąc o dziełach literackich i malarskich, wciąż jest przedmiotem analiz. Nie ulega wątpliwości, że Witkacy przerósł swoją epokę. Jego oryginalne pomysły, wizje, nowatorstwo teatralne przekroczyło ramy międzywojnia. Nawet Słonimski nie rozumiał go i uważał za prowincjonalnego grafomana i filozofa. Na ogół był ignorowany lub wyszydzany. Przez długi czas jego twórczość była przemilczana, a nawet wyśmiewana. Także i "dziaduniowie" Jałowieccy i Grądzik uważali, że "zmarnował się i wykoleił! Bo czyż normalny człowiek przyznaje się do peyotlów i kokain". Wypisuje bzdury, które "były czystą pornografią"?

Gdy dzisiaj czyta się o nim, nakładają się na siebie trzy wyróżnione przez Wykę legendy Witkacego: osobowości, filozoficzności, katastrofizmu. W pierwszej z tych legend mowa jest o takich cechach jak: "Niesłychana żywotność biologiczna. Podobna żywotność intelektu. Nie mniejsza zaciekła żywotność obcowania z ludźmi." Elementami, które potoczną legendę biograficzną kształtowały już w dwudziestoleciu były pogłosy i świadectwa dziwactw, skłonności do teatralizacji i aranżowania swoistej psychodramy, maskarad i dowcipów, rozreklamowany pociąg do narkotyków i pijaństwa, liczne przeboje erotyczne.

Chcąc przyjrzeć się historii życia Witkacego spotykamy się z niedostatkiem materii biograficznej. Postać ta już dla ówczesnych ludzi stała się przedmiotem niesamowitych opowieści, które przeobraziły się w legendę osobowości Witkacego. Ta hałaśliwa wrzawa i raczej ujemna aura przypominała mocno orgiastyczny klimat młodopolskiej bohemy. Podobieństwo to jest jedynie pozorne. Wszyscy współcześni Witkacemu (nazywanie Stanisława Ignacego Witkiewicza -Witkacym także przynależy do legendy) wywodzili się z Młodej Polski, która zacierała granice osobowości artysty i jego dzieła, a w jego czynach życiowych dopatrywała się czynów artystycznych.

Bezsprzecznie artysta sam świadomie tworzył swoją legendę, zrażając do siebie sposobem bycia , który Makowiecki nazywa objawami "antynormy" w najtrywialniejszym pojęciu . Z lubością plótł głupstwa i świństwa, patrząc, jakie wywołują wrażenie na zebranych. Albo godzinami siedział w fotelu, do nikogo się nie odzywając. Miał dziwny zwyczaj szokowania umówionych gości; otwierały się drzwi, a Witkacy albo kucał za nimi z przewrotną miną, albo wyskakiwał z wrzaskiem w absurdalnym przebraniu. Miał niezwykły talent imitacyjny, potrafił się wcielić w dowolną postać jak rasowy aktor. Gdy jednak wczytujemy się we wspomnienia o nim, wyłania się nieco odmienny obraz Witkacego. Poznajemy człowieka wrażliwego, którego obchodził los innych ludzi . Chętnie pozwalał zbliżać się do siebie tym, których lubił, a w przyjaźni pozostawał wierny i otwarty. Z tym wszystkim miał bardzo wyrobione poczucie moralne, a jego niemal kobieca delikatność uczuć stanowiła przyjemny kontrast z jego prawdziwie męską powierzchownością. W stosunkach koleżeńskich prawy i bezinteresowny aż do przesady "robił czasem" wrażenie romantyka zagubionego w szarzyźnie i monotonii ówczesnych dni?.

Przynosił jednak wstyd rodzinie. Nie lubił go nawet własny ojciec, człowiek wielkich przecież zasług także i dla niego. Czarę goryczy przepełniła polityczna wolta syna.
W 1914 roku na wieść o wojnie w Europie Witkacy opuścił Australię, po której wędrował z przyjacielem Bronisławem Malinowskim i zamiast do legionów Piłsudskiego zapisał się w Petersburgu do carskiego pułku. Znajdujemy się w tym punkcie biografii Witkacego, który obejmuje okres czteroletni, lata 1914 - 1918, który mimo niemożności pełnej weryfikacji znanych wydarzeń, można nazwać punktem szczytowym biografii artysty. Brat stryjeczny , Jan Witkiewicz podaje zwięźle:

"Stanisław Ignacy wstąpił zaraz do przyspieszonej gwardyjskiej szkoły oficerskiej . Jako podporucznik w drugim roku wojny poszedł na front". Ten okres służby w stopniu oficera w ówczesnym wojsku rosyjskim, wśród ogólnego rozkładu i demoralizacji, wywarł poważny wpływ na Stanisława Ignacego . Jerzy Mieczysław Rytard, jako jedyny wspomina anegdoty o ekscesach i ekstrawagancjach erotycznych, o których Witkacy podobno chętnie opowiadał. Mowa więc tutaj o ekscesach, specyficznym klimacie duchowym zespołu straceńców z tak typowymi dla środowiska oficersko-arystokratycznego armii carskiej manifestacjami dekadentyzmu, jak strzelanie do luster, desperackie pijatyki, gra w "kukułkę", będąca wyrafinowaną formą samobójstwa. Ale też mowa o obezwładniającym strachu na polu bitwy i szczególnie morderczej psychologicznie sytuacji po wybuchu rewolucji.
Z opowiadań tych wynika, że były to dwa lata najbardziej makabryczne i najstraszliwsze w jego życiu.

Niezależnie od materii faktograficznej okres ten uznawany jest za decydujący dla krystalizacji jego przekonań i stanowi klucz interpretacji legendy katastrofizmu. Był to moment przełomowy, wstrząs, katharsis, które zmieniła całe jego dotychczasowe przeżycie świata, spowodowała reorientację jego poglądów, myśli i uczuć.

To doświadczenie miało szczególne konsekwencje. Strach przed zalaniem świata przez anonimową "masę robotniczą" będzie odtąd stale towarzyszył Witkacemu w życiu i literaturze. Fanatyk Istnienia Poszczególnego nie widział dla siebie i sobie podobnych indywidualności miejsca w przyszłym zuniformizowanym i zmechanizowanym świecie. Pomylił się co do źródeł zagrożenia. Nie pomylił się jednak co do kierunku, w jakim poszedł świat: globalnej wioski podporządkowanej zabójczym prawom rynku i zysku, promującej przeciętność i konwencjonalność.

W Petersburgu wpadł w wątpliwej jakości towarzystwo wojskowe, w którego atrybutami były jakieś narkotyki, oczywiście alkohol, no i "kokoty, wampy i wydry". Wampowatość stała się potem stałą kategorią w jego powieściach i dramatach pełnych demonicznych kobiet, sadystycznych i nieokiełznanych, doprowadzających mężczyzn do oczywistego upadku. Coś z tego zobaczymy też na niejednym Witkacowskim obrazie. Smak alkoholu i narkotyków stanowią element tworzeniu pomagający, są autentycznym stymulatorem twórczości. Narkotyzowanie się dla eksperymentów psychologicznych to było częste zjawisko w tamtej epoce, ale Witkacy doprowadził je do perfekcji. Kiedy odkryto egzotykę Meksyku z jego peyotlem i meskaliną, późniejszy autor Narkotyków i Niemytych dusz natychmiast wymyślił seanse narkotyczne, podczas których wykonywał szalone pastelowe portrety i robił zapiski własnych doznań .

Czytając wspomnienia o Witkacym można stwierdzić , że nie był człowiekiem uzależnionym. Alkohol i narkotyki są w pisanej legendzie Witkacego przedmiotem eksperymentu, obiektem poszukiwania nowych, intensywniejszych przeżyć rzeczywistości zewnętrznej, stymulatorem twórczości i jako takie pozostają wprawdzie w obszarze "antynormy" - jednak zyskują znak dodatni - tłumaczy je bowiem faktyczna twórczość literacka. Były to doświadczenia człowieka, który szukał dopingu za wszelką cenę.

"Ja, wybierając los mój, wybrałem szaleństwo" - lubili powtarzać za Micińskim Witkacy i jego bohaterowie. Mogliby również dodać, że wybierali śmierć. Bohaterowie Witkacego, podobnie jak autor twierdzą, że zmierzają do pełni życia, aktualnej nieskończoności lub niedostępnej dla zwykłych śmiertelników rozkoszy. Przeżycie niezwykłości u Witkacego rozkłada się szerokim wachlarzem: od pożądania przez zespoły dziwacznych, niespotykanych uczuć aż do najczystszego estetycznego olśnienia.

Przygody z kobietami znalazły także swoje miejsce w legendzie "zakopiańskiego demona". Pamięta się w niej o Solskiej, Janczewskiej, Czerwijowskiej i paru jeszcze innych.

Kobiety bądź go uwielbiały, bądź nie lubiły, te zwłaszcza, którym odbierał mężów, wciągając ich w swój zaborczy krąg bankietowo-towarzyski. Niektóre po prostu drażnił swoją niepohamowaną witalnością i poczuciem nieustannej konieczności wygrywania ze wszystkim i wszystkimi.

Z kobietami zresztą było różnie. Jego pierwszą wielką miłością była 16-letnia dziewczyna, którą ojciec skutecznie wybił mu z głowy, bo była Żydówką. Pierwsza prawdziwa narzeczona, Jadwiga Janczewska, zastrzeliła się w Dolinie Kościeliskiej. Maria Witkiewiczówna twierdziła po latach, że Janczewska, dostawszy się do towarzystwa Witkacego jego grona, wpadła w świat sobie nie znany, niesamowity i po prostu nie wytrzymała dziwności otoczenia, w którym nie umiała rozpoznać prawdy od mistyfikacji. Zdaniem Heleny Duninówny z młodziutkiej, wesołej, niefrasobliwej dziewczyny Witkacy urobił jakiś zgorzkniały, posępny i zniechęcony typ istoty wykolejonej i rozczarowanej. Wynajęła sobie powozik i zakupiwszy całą masę kwiatów, pojechała sama do Kościelisk i tam, w Dolinie Kościeliskiej, zabiła się.

Kompleks samounicestwienia i nagłe zapaści psychiczne towarzyszyły Witkacemu odtąd stale.

Z ostatnią kobietą życia, Czesławą Oknińską, postanowił popełnić samobójstwo na wieść o wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski 17 września 1939 roku. Jemu się udało, jej nie. Przeżyła i jeszcze długie lata, podając się za "Witkacową" . Próba samobójstwa z Witkacym zostawiła swój ślad; została jakby zachwiana w swojej spójności psychiczno-emocjonalnej. I faktycznie była "Witkacową człowiekiem naznaczonym przez niego; szczególnie przez niedoszłe samobójstwo" na całe życie. Na pewno w pewnym sensie była ofiarą Witkacego, choć był to związek niszczący ich oboje. Niszczyła go ciągłymi zerwaniami i powrotami, z ostatniej depresji już się właściwie nie podniósł. Ale widać było mu to wszystko potrzebne, nie potrafił i nie chciał z tego zrezygnować. Widocznie bardzo kochał Oknińską, była dla niego kochanką i córką zarazem, z tym, że w odróżnieniu od żony wymagała od niego wyłączności nie tylko psychicznej, ale i fizycznej, czego zagwarantować nie mógł. Żona natomiast to akceptowała i między innymi dlatego, nigdy właściwie z nią nie zerwał . Chciał podporządkować sobie ostatnią kochankę całkowicie, miała żyć wyłącznie dla niego, nie mogła nawet spotkać się z rodziną. Przedtem nie istniała, to on ją stworzył, wymyślił, uważał się więc za jej duchowego ojca. Ona natomiast przeciwstawiała mu się, stawiała opór, chciała go "uporządkować", była zasadnicza, poważna, serio. Potrafiła mówić o Witkacym fascynująco. Podkreślała przede wszystkim, jak nieprawdziwie na ogół jest przedstawiany. Głównie jako ekscentryk i skandalista, a nie wybitny pisarz, filozof i malarz. Humanista, który chciał uczyć ludzi, jak żyć, zachęcał chociażby do studiowania filozofii, leku na wszystko; niepowodzenia, załamania, choroby. Dawał im też głównie w niemytych duszach, rady bardziej praktyczne, dotyczące m. in. higieny osobistej, pamiętał zawsze, że człowiek jest poza wszystkim innym także śmierdzącym bydlęciem. Ale go nie słuchali, nie rozumieli, lekceważyli, choć próbował zmusić ich "najróżniejszymi sposobami" do respektowania swojej osoby. I tak naprawdę wcale nie był demoniczny, tylko normalniejszy, i zwyczajniejszy. Dobry, uczciwy, zagubiony. Nieszczęśliwy, choć genialny.

Mówiła też o krótkich chwilach szczęścia i długich nieszczęścia . Często od niego odchodziła, zawsze jednak wracała, bo gdy z nim zrywała, był bliski samobójstwa, błagał swego przyjaciela, wybitnego filozofa Hansa Corneliusa, żeby go z nią pogodził, wstawił się za nim . Uważał, że mają jeden układ krążenia, że karmi go tak potrzebną mu młodością. I nie był to związek wyłącznie erotyczny, w ostatnich latach już ze sobą nie żyli, przestał być do tego zdolny.

Był bowiem bardzo schorowany, zniszczony narkotycznymi eksperymentami, bo pił niewiele. Właściwie tylko mózg miał sprawny do końca. Ale poza tym niepokój serca, osłabiony wzrok i słuch, kłopoty z nerkami i wątrobą, nogami, które stale puchły. Wyczerpywało go wtedy prawie wszystko- biegunka, zatrucie, brud, niemożność czytania.

Był też w ostatnich latach w nienajlepszej formie psychicznej. Ciągłe materialne kłopoty, poczucie niezrozumienia i nie tylko intelektualnego osamotnienia; nie miał bowiem przyjaciół od dawna, do czego przyczynił się związek z Oknińską. Nie chciano jej zaakceptować i nie zapraszało się ich razem. On tymczasem potrzebował być w towarzystwie, które łagodziło jego niepokoje intelektualne.

Obsesja samobójcza towarzyszyła więc Witkacemu niemal całe życie, od lutego 1914 roku, kiedy to samobójstwo popełniła jego narzeczona Jadwiga Janczewska do ostatniej ucieczki Witkacego z atakowanej przez Niemców Warszawy na wschód.

Oczywiście, nikt nie zaprzeczy, że usłyszana w radiu wiadomość o wejściu bolszewików miała wpływ na zwiększenie determinacji. Ale samobójstwo Witkacego nie było żadnym protestem przeciw agresji, było rozliczeniem się z własnymi problemami; jedne były aktualne, jak wojna, wiek, stan zdrowia, drugie były "zaszłościami" sprzed ćwierćwiecza. Witkacy był może dziwakiem, ale był też człowiekiem inteligentnym, logicznie myślącym o ambicjach artysty i naukowca. I z pewnością wiedział, że gdyby podpalił się na środku Krupówek, krzycząc "Precz z komuną", to może przez kilka dni ludzie by o tym mówili.
Ale podcięcie sobie gardła na łące w zapadłej poleskiej dziurze, gdzie nikt prawie go nie znał nie mogło być żadnym protestem, chyba wobec Pana Boga.

Po drodze pod "Dąb Witkacego" miał setki innych kochanek, na czele z Ireną Solską, żoną wielkiego aktora. Bywał w jej domu dosyć często, nie zważając na zarażenia się gruźlicą od Haneczki, córki Solskiej. Z nią właśnie potrafił rozmawiać, cierpliwie tłumaczyć, opowiadać i zabawiać; musiała dużo leżeć i werandować godzinami. Przynosił też prezenty i to nie byle jakie, z pierwszego lepszego sklepu, a skarby swego dzieciństwa. Głównie książki, często z czułymi dedykacjami od ojca, Stanisława Witkiewicza. Były to głównie wydania zagraniczne, luksusowo oprawione. I nie wierszyki, czy bajeczki, a podręczniki do angielskiego, astrologia, przyroda lub malarstwo.

We wspomnieniach córki Ireny Solskiej Witkacy jest człowiekiem piekielnie inteligentnym, błyskotliwym, z wielką towarzyską ogładą. Mimo swego szaleństwa równoważony, znakomicie wychowany, z rzadka pozwalający sobie na wygłupy zarezerwowane - jak podkreślał - wyłącznie dla ceprów, a nie dla przyjaciół.

Zdaniem Anny - córki Solskiej - ich romans był przereklamowany. Opowiada, że Witkacy przynosił matce nowo napisane dramaty do przeczytania i oceny. Świetnie się rozumieli, a rozmawiali głównie o teatrze. Gdy odwiedzał Solską nigdy nie powiedział słowa, świadczącego o ich romansie, Zwracał się do niej per "pani Ireno", a ona - "panie Stanisławie".

Wielkie romanse kończą się zwykle obojętnością lub nienawiścią. Oni natomiast zostali przyjaciółmi na całe życie.

Przy tym miał legalną żonę. Wspaniałą, niezwykłą Jadwigę Witkiewiczową, która desperacko znosiła wszelkie mężowskie wybryki i do śmierci pozostała wierną strażniczką i popularyzatorką Witkacowskiego dzieła. Jej postać nie mieści się w legendzie "zakopiańskiego demona". Owszem, wspomina się wprawdzie o wielkim szacunku, jaki miał Witkacy dla swej towarzyszki życia, niezbyt jednak się ten ton akcentuje.

24 lutego 1923 roku Witkacy ukończył 38 lat. Z niezwykłą intensywnością kontynuuje swoją twórczość dramatyczną: w styczniu tegoż roku ukończył swój 23 dramat. Dużo maluje, nie tylko portrety, ale także kompozycje olejne.

Pod koniec 1922 roku dochodzi do wniosku, że czas najwyższy uregulować swoją sytuację rodzinną i się ożenić. Pewna rolę w tym postanowieniu odegrała słynna warszawska wróżka Helena Massalska, która przepowiedziała mu wielką zmianę w roku 1923. A Witkacy był przesądny, o czym świadczy wiara w magiczne znaczenie w jego życiu godziny za dwadzieścia dziesiąta i w to, że siódemka przynosi mu pecha. Przejął się mocno przepowiednią i - jak pisał do Kazimiery Żuławskiej - albo zginę marnie w tym roku, albo coś się zacznie innego - bo tak już dłużej wytrzymać nie można . Mając do wyboru bogatą blondynkę, córkę swojej trzeciej miłości i straszliwie inteligentną Żydówkę, decyduje się wybrać tę trzecią - ubogą pannę o arystokratycznym pochodzeniu. Oświadcza się jej po kilku miesiącach znajomości.

Jadwiga mimo świetnego pochodzenia nie miała nic - pieniędzy, majątku, wychowywała się w warunkach raczej skromnych. Zarówno matka, jak i siostra zmarły na gruźlicę. Ona też "coś miała z płucami", wyjeżdżała często do Zakopanego. I tam właśnie poznała Witkacego, który krzyknął, że jest okropna, gdy ją pierwszy raz zobaczył.

Jadwiga Witkiewiczowi wspominając oświadczyny opowiada, że od razu zapytał, czy bardzo zależy jej na tym, aby mieć dzieci, bo on wolałby ich nie mieć, z obawy, że nie byłyby udane . Na tę propozycję Jadwiga się zgodziła. Dla obojga było to małżeństwo z rozsądku.
W ocenie pierwszych lat po ślubie istnieją w relacjach poważne rozbieżności: Joanna Siedlecka pisze :

"Szaleńczo się oboje zakochali, pobrali, zamieszkali w pensjonacie prowadzonym przez Marię Witkiewiczową. I te ich 5 lat w Zakopanem wspominała Jadwiga - zawsze z czułością, jako mimo wszystko cos wspólnego. Gdy przeniosła się potem do Warszawy, on natomiast został w Zakopanem, choć często się odwiedzali - był to już przede wszystkim układ przyjacielski. Jak mówił Witkacy - prawdziwa przyjaźń duchowa na tle obustronnie danej sobie - czyli wymuszonej przez niego, erotycznej swobody. Wyjechała z Zakopanego m. in. z powodu nie najlepszych stosunków z teściową, która aprobowała romanse Stasia.

W swoich wspomnieniach, pisanych po wojnie, Jadwiga wyznaje :

"Małżeństwo nasze nie było szczęśliwe. Początkowo nawet było nieźle; Staś chodził rozpromieniony i opowiadał wszystkim, że mnie piekielnie kocha , a ja zaledwie go znoszę, i bawiło go to, bo była to zupełnie nowa sytuacja". Przyznaje, że była dumna, iż wychodzi za mąż za wszechstronnie utalentowanego artystę, który co prawda nie cieszył się wszechstronnym uznaniem, ale pochodził z dobrej szlacheckiej rodziny o patriotycznych tradycjach. I była w jego typie, zwłaszcza ze względu na ciemnokasztanowy kolor swoich włosów.

Anna Iwaszkiewiczowi wspomina w swoim Dzienniku , jak Jadwiga mówiła o sobie, o tym, co ją przekonało do tego małżeństwa, że nie kocha Witkacego, ale wierzy, że jest mu potrzebna, i że on ma mimo swych dziwactw dobre serce. Nie chciała już dłużej i na całe życie pozostać samotna i pochlebiało jej, że o rękę poprosił ją tak znany i wybitny człowiek. Jadwiga wierzyła, albo raczej chciała wierzyć w uczucie z jego strony. A tym, co mogło przynieść to małżeństwo, może świadczyć stwierdzenie Tymona Niesiołowskiego, który uważał, że Witkacy żeni się dla sensacji, ponieważ dla niego spowiedź, ślub, małżeństwo będą nowymi, nadzwyczajnymi wrażeniami. Sądzę, że było to małżeństwo bez miłości z obydwu stron.

Prorocze dla ich wspólnej przyszłości były przedmałżeńskie kłopoty z obrączkami. Witkacego nie stać było na zakup nowych, zatem Jadwiga wykorzystała obrączkę matki, Stasia poratowała ciotka Mery, ofiarowując mu swój pierścionek. Sytuacja finansowa Witkacego nie była ustabilizowana. Główne źródło utrzymania stanowiły skromne i nieregularne dochody z pensjonatu "Tatry", który prowadziła matka. Ratunkiem stawały się jego nie tyle honoraria za książki i artykuły, ale za portrety znajomych oraz przygodnych osób przebywających w Zakopanem. Nie ukrywa swego położenia i w liście z 25 marca przedstawia narzeczonej szczerze perspektywę ich wspólnego życia. Dwa punkty w tym liście są niezmiernie ważne i przypominają intercyzę małżeńską. Zwraca uwagę punkt, w którym Witkacy oświadcza, że:

"nie potrafię wyrzec się mojej istotnej pracy dla podniesienia standardu życia. Mogę robić, co będę w stanie, obok istotnej linii, ale jeśli moje obrazy i sztuki nie będą miały powodzenia, nie będę wystawiać nieistotnych rzeczy dla reklamy i mogę tylko ograniczyć się do portretów, w co nie mogę wpakować całego siebie i dojść do doskonałości" .

I mogło być oczywiście całkiem normalnie, wedle zwyczajowych norm i miar. Urodził się w rodzinie naprawdę bardzo porządnej, gdzie czytano Sienkiewicza, Prusa i Żeromskiego. Podtrzymywano polską tradycję. I wszystko mogłoby potoczyć się po bożemu, gdyby ojciec nie był znanym malarzem, krytykiem sztuki, projektantem i głośnym twórcą stylu zakopiańskiego. Albo gdyby rodzicami chrzestnymi nie byli sama Helena Modrzejewska i najsłynniejszy góral tatrzański, skrzypek i gawędziarz Sabała. No i może gdyby nowoczesny ojciec nie wymyślił, żeby wyedukować syna w domu z pomocą specjalnie dobieranych nauczycieli, w zależności od objawianych upodobań chłopca, i może jeszcze kilka innych przyczyn.

Są też tacy, którzy i dziś uważają, że z tym Witkacym to przesada. Chory umysł - mówią, i tyle. Nieposkładany dziwak. Do czego się wziął, wszystko wykrzywiał, przekręcał i psuł. Jakby nie wiedział, że istnieją reguły i zasady, jakaś przyzwoita sztuka i pisanie "po ludzku".

Bardzo by się zdziwili, gdyby im powiedzieć, że po bożemu też umiał. Co prawda po pięcioletnim (z licznymi przerwami) studiowaniu porzucił krakowską Akademię Sztuk Pięknych, ale naprawdę czegoś go tam nauczono. Nie mówiąc o domowych lekcjach u ojca.

We wczesnej młodości malował udane pejzaże realistyczne. Umiał wykonać portret jak żywy. Problem był w tym, że to, co innemu starczyłoby na życie, jego bardzo szybko przestało interesować:

"Dzieło sztuki musi powstać z samych najistotniejszych bebechów danego indywiduum, a w wyniku swoim musi być jak najbardziej wolne od tej właśnie "bebechowatości" - pisał w swoim głównym tekście teoretycznym "Nowe formy w malarstwie". -Oto recepta , jakże trudno ją wykonać- zaraz dodawał. Nie interesowało go bowiem odwzorowywanie natury, różne "nastroje" i psychologizmy. Obraz to wedle niego "czysty dramat napięć formalnych na płaszczyźnie płótna". Impulsem do jego powstania miało być doznanie Tajemnicy Istnienia. Nawet dziś brzmi to niepokojąco.

Takie małżeństwo Czystej Formy z metafizyką wtedy zdawało się wręcz jakąś karkołomną sztuczką umysłową, niemożliwą w praktycznym zastosowaniu. Ale sam Witkacy ostrzegał, że tę receptę trudno wykonać. Zarówno jego obrazy, jak i dramaty (bo malarstwo i teatr podlegały tym samym prawom) są w istocie dalekim od harmonii, mariażem reguł i niemożności ich przestrzegania. Słynna Czysta Forma, najgłośniejsze pojęcie teoretyczne Witkacego, tylko w nielicznych obrazach olejnych z lat dwudziestych da się do końca obronić. To te najbardziej zbliżone do abstrakcji po prostu. Dopiero z bliska okazuje się, że te bryły to przetworzone postaci ludzkie, zwierzęce bądź "demoniczne", zanurzone w splątaną gęstwinę ni to roślin, ni to fragmentów pejzażu.

Niby doskonale pasował do swojej epoki - burzliwie rodzącej się awangardy. Ale i jakoś od niej odstawał, zawsze osobny, nieadekwatny; bolesny błazen, tragiczny komik. Wynalazł własny styl nazywania rzeczywistości - odbiegający od konwencjonalnej polszczyzny, ekspresjonistyczno-metaforyczny, pełen wynalazczego humoru słownego. Wciąż kłócił się z tradycją sztuki europejskiej, choć nigdy jej do końca nie porzucił. Objawiało się to w nieustannych pastiszach, parodiach i niezwykłych miksturach, z jakich składały się jego postaci powieściowe i teatralne, pół rzeczywiste, pół absurdalne.

Oprócz dramatów, dzięki którym od kilku dziesięcioleci robi w świecie furorę jako prekursor awangardy teatralnej drugiej połowy XX wieku, największym jego dziełem pozostaną na pewno portrety pastelowe. Namalował ich grubo ponad pięć tysięcy; do dziś znamy ledwo ułamek tej gigantycznej całości. Reszta albo poginęła w czasie ostatniej wojny (spłonął na przykład cały zbiór Boya, około 600 prac rysunkowo-malarskich), albo nadal gdzieś wisi czy leży, być może poza świadomością właścicieli. Dla wielu ludzi, w tym niejednego z przyjaciół, kartony te długo nie przedstawiały specjalnej wartości poza sentymentalną. Dopiero od 20-30 lat stały się prawdziwym rarytasem kolekcjonerskim. Po wojnie wielu ludzi z kręgu Witkiewicza, zdegradowanych przez socjalizm inteligentów, ratowało życie, wyprzedając często za grosze własne zbiory. Tak to Witkacy, ten egotysta i odszczepieniec, uchronił przed zagładą niejedną przyzwoitą egzystencję ludzką.

Bibliografia
1. http://www.witkacy.hg.pl.
2. J. Siedlecka, Mahatma Witkac, SŁOWO, Warszawa 1992.
3. J. M. Rytard, Witkacy czyli o życiu po drugiej stronie rozpaczy (fragment wspomnień), (w:) T. Kotarbiński. J. E. Płonieński [red.], Stanisław Ignacy Witkiewicz. Człowiek i twórca, PIW, Warszawa 1957.
4. J. Błoński, Witkacy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000.
5. A. Z. Makowiecki, Trzy legendy literackie. Przybyszewski, Witkacy, Gałczyński, PIW, Warszawa 1992.
6. H. Worcell, Wpisani w Giewont, Ossolineum, Wrocław 1982.
7. St. I. Witkiewicz, Listy do żony (1923 ? 1927), PIW, Warszawa 2005.
8. J. Żuławski, Z domu, PIW, Warszawa 1979.
9. A. Micińska, Przyczynek do biografii Witkacego: wspomnienia Jadwigi Witkiewiczowej, (w:) Spotkanie z Witkacym. Materiały z sesji poświęconej twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza (Jelenia Góra, 2-5 marca 1978), Opracowanie i redakcja J. Degler, Jelenia Góra 1979.
10. A. Iwaszkiewicz, Dzienniki i wspomnienia, Czytelnik, Warszawa 2000.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link