Listy do żony: Tajemnice serca Witkacego - Magdalena Talik

- Tylko żonie Witkacy mógł się otwarcie zwierzyć z kłopotów - mówi profesor Janusz Degler. Słynny polski witkacolog w rozmowie z Kulturaonline.pl opowiada o znanym pisarzu i jego niezwykłym związku z Jadwigą z Unrugów.

Witkacy zaklinał swoją żonę, by nie ujawniała jego listów, bo go skompromitują. Także Jadwiga prosiła potem przyjaciółkę, by po jej śmierci nie publikowała korespondencji. Obecnie trzymamy w dłoniach świeżo wydany drugi tom listów. Czy, mimo tych zakazów, powinniśmy mieć do nich wgląd?

Wyjaśnijmy całą sprawę po kolei. Rzeczywiście, Witkacy w listach prosił Jadwigę, aby je paliła i chyba był przekonany, że ona to czyni. Nie zrobiła tego i chwała jej za to. Ocaliła dla nas coś niezwykle ważnego. Te listy są prywatną korespondencją, nieraz wyjątkowo intymną. Wiele z nich odsłania sprawy wstydliwe i może powinny pozostać nieznane. Dotyczy to przede wszystkim różnych dolegliwości Witkacego. Ale Jadwiga, przekazując przed śmiercią wszystkie listy zaprzyjaźnionej Marii Flukowskiej, zastrzegła, że nie można ich udostępniać i publikować przez 20 lat. A zatem przewidziała możliwość, że po upływie tego czasu, kiedy większość zainteresowanych osób już nie będzie żyła, dojdzie do ujawnienia, a nawet wydania korespondencji. Przed wydawcami dzieł zebranych Witkacego stanął bardzo trudny dylemat etyczny. Nie mieliśmy co prawda wątpliwości, że to wielkie niezamierzone dzieło, jakim jest zbiór 1278 listów, powinno być opublikowane, bo przecież już w połowie XIX wieku uznano, że korespondencja wielkich ludzi, a zwłaszcza artystów, jest nieodłączną częścią ich spuścizny i powszechną praktyką stało się jej publikowanie. Zastanawialiśmy się z Anną Micińską, która miała opracować listy, czy jednak nie należy niektórych opuścić.

A może przesadzamy z tą ostrożnością. Przecież wielu znanych ludzi ma świadomość, że ich prywatne zapiski mogą zostać wydane.

W większości wypadków tak jest, szczególnie wtedy, gdy są to dzienniki pisarzy. Jedyny wyjątek to młodzieńcze dzienniki Stefana Żeromskiego, które na pewno nie były pisane z myślą, że będą kiedyś ujawnione. Nie można tego powiedzieć o dziennikach Zofii Nałkowskiej czy Marii Dąbrowskiej, w których obok szczerych wyznań można dostrzec wyraźną autokreację. W przypadku listów Witkacego mamy stuprocentową pewność, że nigdy nie pisał ich ze świadomością, iż mogą trafić w obce ręce i zostać ogłoszone. Gdyby taka myśl się wkradła, sądzę, że nie byłyby w nich tak niezwykle szczery. Szczery aż do bólu. W niektórych sytuacjach Witkacy posuwa się aż do granicy ekshibicjonizmu. Nie ma przed Jadwigą żadnych tajemnic. Mówi o sprawach najbardziej wstydliwych, nie oszczędzając siebie, a także bliskich przyjaciół. Nieraz są to oceny bardzo niesprawiedliwe, motywowane nastrojem, emocjami. Ktoś mu zrobił przykrość, natychmiast zrywa przyjaźń. Po jakimś czasie jednak zmienia zdanie, bo się z tym kimś pogodził. Ale głównie pisze o sobie i otwiera się przed żoną jak przed spowiednikiem. Dlatego właśnie pojawił się ów dylemat, czy można je wszystkie opublikować. Uznaliśmy, że nie mamy prawa ich cenzurować. Wyobrażam sobie, jaki byłby alarm w prasie, gdybyśmy się zdecydowali na jakieś ingerencje. Publikujemy je zatem w całości, biorąc za to pełną odpowiedzialność. Nie uważam zresztą, aby ta korespondencja mogła wpłynąć na negatywną ocenę Witkacego. Przeciwnie, pogłębia jego wizerunek o nieznane cechy osobowości.

Z listów wyłania się bowiem chyba inny portret Witkaca niż ten, do którego przywykliśmy - "wariata z Krupówek", kokainisty czy alkoholika?

Całkowicie odmienny. Już za życia Witkacego zrodziła się czarna legenda, podsycana jego niekonwencjonalnym zachowaniem. Nie liczył się z opinią publiczną i często epatował otoczenie ekstrawaganckimi pomysłami. Dlatego uważano go za dziwaka, wariata z Krupówek, jak sam o sobie mówił. Przylgnęła do niego opinia narkomana, alkoholika, erotomana. "Listy do żony" odsłaniają jego życie prywatne i wcale nie wynika z nich, że był np. alkoholikiem. Nieustannie walczył z nałogiem picia i palenia, zachęcając do tego znajomych. Po to wydał książkę o narkotykach i innych używkach. W każdym liście, za pomocą różnych symboli, skrupulatnie zaznaczał, ile dni nie pali, ile nie pije. Nigdy nie był narkomanem, bo przeważnie sięgał po narkotyk (np. peyotl) w celach artystycznych, i to pod kontrolą lekarza.

Z korespondencji wyłania się obraz człowieka olbrzymiej pracy, bardzo dobrze zorganizowanego, mającego unormowany porządek dnia, któremu większość czasu zajmował rysowanie portretów, bo był to główne źródło utrzymania. Jednocześnie znajdował czas na lekturę i to trudną, filozoficzną, ale także lubił czytać trzeciorzędne powieści. Prowadził korespondencję z wieloma ludźmi, potrafił wygospodarować godziny lub nawet kilka dni na wycieczki w góry, które były jego pasją, podobnie jak jazda na nartach. Istotnie, nie ma przesady w stwierdzeniu, że korespondencja z żoną ukazuje zupełnie nową twarz Witkacego.

Na przykład czułego męża?

Było w nim wiele sprzeczności. Na pewno bardzo kochał Jadwigę, ale rozgraniczał wyraźnie dwie sfery - uczuć i przeżyć erotycznych. Wiadomo, że ona była kobietą zimną, on zaś miał temperament całkowicie odmienny. Ta różnica temperamentów stała się dla obojga bardzo trudnym problemem, powodem konfliktów i nieporozumień. Witkacy był niezwykle przystojnym mężczyzną, zawsze otaczało go wiele kobiet. Jadwidze na początku trudno było pogodzić się z jego zdradami. On zaś uważał, że w tej sferze musi mieć całkowitą swobodę, co wcale nie wyklucza miłości, o której Jadwigę nieustannie i żarliwie zapewnia, nie dopuszczając w ogóle myśli o rozwodzie. Około roku 1930 w jej postawie nastąpiła zmiana. Pogodziła się z tym, że nie może wymagać od niego wierności, że ich małżeństwo zmienia się w przyjaźń oddanych sobie ludzi. Dlatego w końcu zaakceptowała, choć nie było to łatwe, jego trwały związek z drugą kobietą - Czesławą Oknińską-Korzeniowską. Listy zawarte w drugim tomie ukazują, jak nieszczęśliwy jest Witkacy uwikłany w tę trudną sytuację. Kocha je obie i stara się jakoś to pogodzić, ale nie jest to łatwe, bo Czesia bywa nieraz bezkompromisowa i wymagająca

Skoro podejście Witkacego do związków uczuciowych było tak nieskrępowane, po co w ogóle decydował się na małżeństwo?

Sądzę, że był to splot różnych motywów. Jednym z nich - co brzmi zabawnie - była wróżba, ale trzeba dodać, że Witkacy był przesądny. Wróżka przepowiedziała mu, że w 1923 roku w jego życiu nastąpi gruntowna zmiana. Doszedł do wniosku, że taką zmianą będzie małżeństwo. Sądzę, że mając lat 38, uznał po prostu, iż najwyższy czas na stabilizację, którą może mu zapewnić małżeństwo. Może podświadomie tęsknił za ciepłem rodzinnym, którego właściwie w życiu nie zaznał, poza krótkim okresem dzieciństwa. Co jednak ostatecznie zadecydowało, że się oświadczył Jadwidze, nie wiemy i chyba pozostanie to już tajemnicą. Wiadomo, że sam był zaskoczony tą decyzją...

A dlaczego wybrał akurat Jadwigę z Unrugów?

Niektórzy twierdzą, że imponowało mu jej arystokratyczne pochodzenie i koligacje z rodziną Kossaków. Być może, ale Witkacy nie należał do snobów i chyba nie miało to dla niego istotnego znaczenia. W dodatku Jadwiga była biedna i nie miała żadnego posagu. Gdyby szukał bogatej panny, mógł się ożenić choćby z "Królową Cykorii" (Elżbietą Eichenwaldówną, współwłaścicielką fabryki cykorii), bo taki związek gwarantował dobrobyt i brak wszelkich trosk materialnych, z którymi borykał się całe życie. A jednak wybrał Jadwigę. Tajemnica serca. Dla niej to małżeństwo, przy wszystkich obawach, było ostatnią szansą, bo miała już wtedy 30 lat i groziło jej staropanieństwo Na pewno imponowało jej to, że wybrał ją nie tylko urzekający mężczyzna, ale i znany artysta.

Formalnie Witkiewiczowie byli małżeństwem tylko dwa lata. Potem Jadwiga wyjechała z Zakopanego, ale zawsze wspierała męża. Mamy chyba do czynienia z niezwykłą kobietą?

Wyrozumiałą i skłonną do wielkich poświęceń. W listach z 1938 roku, które znajdą się w ostatnim tomie korespondencji, głównym wątkiem jest poważny konflikt Witkacego z Czesławą Oknińską-Korzeniowską, która dowiedziawszy się o innej kobiecie w jego życiu, zrywa z nim wszelkie stosunki. Odsyła mu skrzynię z osiemdziesięcioma kilogramami rozmaitych podarków i kilkanaście portretów. Wydaje się, że zerwanie jest ostateczne. Witkacy zwraca się do wielu przyjaciół, nawet do Hansa Corneliusa, niemieckiego filozofa, aby pomogli mu pojednać się z Czesią, ale ona pozostaje nieugięta. W końcu Witkacy prosi Jadwigę o mediację, która podejmuje się tego zadania i sprawia, że Czesia wraca do jej męża. To najlepiej dowodzi, jaką niezwykłą była kobietą. Potrafiła odrzucić zazdrość, dumę i ambicję dla jego dobra, aby odzyskał spokój i nie pogłębiała się dręcząca go depresja.

Skoro byli dla siebie tak wyrozumiali, dlaczego małżeństwo okazało się nieudane?

Wspomniana już niezgodność temperamentów była jednym z powodów, że nie mogli stanowić zgodnego stadła. Co prawda kiedy byli razem przez dwa lata chyba nigdy jej nie zdradził, ale chora na gruźlicę Jadwiga z trudem znosiła bardzo wyczerpujący tryb życia męża. Witkacy miał mnóstwo przyjaciół, lubił życie towarzyskie i to mogło ją męczyć. Na pewno istotną rolę odegrała też matka. Maria Witkiewiczowa była kobietą apodyktyczną, egoistycznie kochającą swego syna, jak wiele matek jedynaków. Ze wspomnień Jadwigi wynika, że często ingerowała w ich w życie, co musiało prowadzić do zadrażnień.

Konflikt Jadwigi z matką był dla Witkacego czymś przykrym i starał się go jakoś załagodzić. W drugim tomie jest kilka listów świadczących, że matka myśli o niej z troską, że trudno jej pogodzić się z tym, iż Jadwiga przyjeżdżając do Zakopanego, nie chce zamieszkać razem z nimi i zatrzymuje się u ciotek na Antołówce. Nie traci nadziei, że to małżeństwo da się jeszcze uratować.

W jakimś sensie się chyba udało, bo Witkiewiczowie nigdy się nie rozwiedli. Witkacy w drugim tomie często prosi Jadwigę: - Musimy się pogodzić.

Witkacy konsekwentnie powtarza Jadwidze, że mogą być dobrym, a nawet idealnym małżeństwem. Stanowczo odrzuca myśl o rozwodzie. Sądzę, że Jadwiga była mu bardzo potrzebna ze względów psychologicznych, jako niezawodne oparcie, jakim może być w trudnych momentach oddany przyjaciel. Wbrew pozorom Witkacy był człowiekiem samotnym, mimo że otaczało go wiele kobiet i przyjaciół. Ale tylko żona była osobą, której mógł się otwarcie zwierzyć ze wszystkich kłopotów i zmartwień, wiedząc, że go wysłucha i zrozumie. Co prawda w latach 1929-1930, w okresie najpoważniejszego kryzysu w ich stosunkach, rozważała możliwość rozwodu, ale wiedząc, że dla niego byłaby to katastrofa, zrezygnowała możliwości rozwiązania ich związku.

W ciągu 16 lat Witkacy napisał do Jadwigi około 1270 listów. Jak duży jest to zbiór na tle pozostałej korespondencji pisarza?

Najwięcej zachowało się listów do Hansa Corneliusa, dzięki temu, że on pieczołowicie je przechował i oddał do zbiorów biblioteki w Monachium. Wiele listów bezpowrotnie zginęło, m.in. do Boya-Żeleńskiego i jego żony, do Ireny Solskiej, z którą miał romans w latach 1909-1911. Zbiór listów do żony dorównuje korespondencji innych naszych pisarzy i w polskiej epistolografii zajmuje poczesne miejsce. Ponadto jest wzbogacony listami innych osób, które się zachowały, bo Witkacy na ich odwrocie pisze listy do Jadwigi lub niektóre przesyła z poleceniem, aby wkleiła je do albumów osobliwości.

Co to takiego?

Były to cztery duże albumy, w których znajdowały się różne kurioza, jak np. podwiązka tancerki Rity Sacchetto, niedopałek papierosa Piłsudskiego, zasuszony język noworodka, wyrostek robaczkowy usunięty znajomej, kawałek ludzkiej skóry z tatuażem, list erotomanki itp. Albumy te były pokazywane przyjaciołom oraz klientom Firmy Portretowej, aby mogli skrócić czas, oczekując na rozpoczęcie sesji portretowej. Witkacy był bardzo dumny z tych portretów, podobnie jak z kolekcji lasek sławnych postaci życia politycznego i kobiet o dziwnych nazwiskach.

Kiedy po wojnie Jadwiga szacowała straty, zaginione albumy wyceniła wyżej niż zaginione listy od męża. Dlaczego?
Może brała pod uwagę mentalność urzędników, którzy jej wycenę mieli akceptować. Jaką wartość mogła mieć dla nich korespondencja z mężem? Co innego albumy zawierające rzadkie okazy i pamiątki rodzinne, a wśród nich fotografie, bo i one tam były, np. młodego Artura Rubinsteina.

Połowę książki zajmują arcyciekawe przypisy o Witkacym, jego przyjaciołach, środowisku etc. Wymagały chyba dużo pracy.

Zrobienie przypisów było arcytrudną pracą detektywistyczną, bo Witkacy pisze o najrozmaitszych sprawach, ważnych i błahych, o osobach zupełnie nieznanych, przypadkowych klientach Firmy Portretowej. Edytor porusza się trochę jak w dżungli, rzadko trafiając na utarty szlak. Przydałby się kompas, ale, niestety, dwudziestolecie międzywojenne jest słabo opracowane. Nie mamy dobrych słowników, dlatego informacji o wielu osobach i sprawach trzeba było szukać w najróżniejszych miejscach i źródłach. Na szczęście zawsze znajdowałem życzliwych ludzi, chętnych do pomocy . To pasjonaci, którzy zamiast iść w góry, przeglądali księgi parafialne Zakopanego, by znaleźć datę urodzin lub śmierci jakiejś osoby. Dzięki nim udało mi się ustalić dane większości osób wymienionych w listach. Na przykład Tomaszowi Pawlakowi zawdzięczam dokładne informacje, kim była tajemnicza Królowa Cykorii. Przy zaledwie pięciu osobach nie ma podstawowych danych biograficznych

Na publikację czekają jeszcze dwa tomy, czyli około 700 listów do żony. Co w nich znajdziemy ?

W trzecim tomie pojawią się adoratorzy Jadwigi, której Witkacy udziela wskazówek, jak ma z nimi postępować! Będziemy mogli prześledzić pracę nad powieścią "Jedyne wyjście" oraz najważniejszą sztuką, "Szewcami", którą Witkacy kończy w 1934 roku i poświęca się głównie filozofii. Po śmierci matki decyduje się zamieszkać u ciotki Mery na Antołówce. Zaczyna się dla niego trudny okres życia z krewnymi, które go nie doceniają i uważają, że przynosi wstyd nazwisku swego wielkiego ojca. W czwartym tomie jest sporo listów, które potwierdzają jego profetyczne przeczucia, bo nieomylnie przewidział zbliżającą się katastrofę, jaką będzie wybuch wojny. Nasilają się stany depresyjne, które pogłębia konflikt z Czesią oraz różne dolegliwości i odpływ sił witalnych. Pojawia się lęk przestrzeni, uniemożliwiający wycieczki w góry. To tylko niektóre sprawy z mnóstwa innych, jakie obfituje ta korespondencja. Bardzo chciałbym zakończyć pracę nad nią do września 2009 roku, kiedy będziemy obchodzić siedemdziesiątą rocznicę śmierci Witkacego


Janusz Degler, profesor polonistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, historyk literatury i teatru. Znakomity polski witkacolog, od 1992 roku przewodniczy komitetowi redakcyjnemu "Dzieł zebranych" Stanisława Ignacego Witkiewicza. Nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego ukazał się właśnie drugi tom "Listów do żony" (obejmujący korespondencję z lat 1928-1931) Witkacego w opracowaniu (i z przypisami) profesora Deglera.

 

Prof. Janusz Degler/fot. Archiwum prywatne
Stanisław Ignacy Witkiewicz, Zakopane, 1928 r./fot. Państwowy Instytut Wydawniczy
Portret Jadwigi Witkiewiczowej, Zakopane, ok. 1923 r./fot. S. I. Witkiewicz
Jadwiga i Stanisław Ignacy Witkiewiczowie, Zakopane, 1923 r./fot. Państwowy Instytut Wydawniczy
Czesława Oknińska-Korzeniowska, S.I. Witkiewicz, Zakopane 1931 r. (?)/fot. Z. Sułkowski/Państwowy Instytut Wydawniczy

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link