Opcja boa wygrywa, czyli "O totalnej pogardzie dla Widza"

Jesteśmy oto świadkami niewiarygodnej pogardy dla widzów którą okazują wypasieni, cyniczni i bezczelni kłamcy (recenzujący?) spektakle teatralne w pięknym acz bezbronnym i wystawionym na ich pastwę mieście Łodzi. Jeden z nich, uwielbiający nosić kolorowe boa i korzystający z pełnej wolności seksualnej, (full sex service), o co walczyły kolejne pokolenia ludzi postępowych, słynący z tego że na bankietach popremierowych domagał się od dyrekcji kolejnych teatrów super wyżerki i super alkoholu za pozytywne (zrecenzowanie? opisanie zauważenie? odnotowanie?) przypadkowo zabłąkanej na tych scenach sztuki, rozbestwiony własną bezkarnością realizuje konsekwentnie plan wyeliminowania ludzi o innych poglądach ze sfery życia publicznego. Biedne miasto ŁódŹ bezradnie obserwuje te igrzyska, bo co może innego zrobić z cynicznym graczem odcinającym kupony od swej opcji. Nic. Sytuacja ma zawsze rację, jak to pięknie określił podobne wydarzenia Andrzej Bonarski.

Dzielny fan recenzenckiego pióra nosi więc swoje kolorowe boa z dumą i niejaką wyższością, bo poczucie władzy nawet na tak maleńkim poletku jakim jest łódzki Teatr, zawsze przynosi jakiś powód do chwały, bo do zdobycia innego trzeba niestety czegoś więcej, a po co ryzykować że nic się nie osiągnie? Kłamstwa serwowane w różnych organach prasowych i na portalach internetowych mają to do siebie że "idą w ludzi", bo kto tam będzie sprawdzał jak było naprawdę. I jeżeli taki łódzki boa nosiciel napisze w podsumowaniu niszczonej przez siebie premiery że wynudzeni widzowie nie reagowali, podczas gdy wypełniona po brzegi sala urządziła spektaklowi i jego twórcom kilkunastominutową owację na stojąco, to już wiemy o czym mówimy, a raczej piszemy.

O zjawisku kreowania wygodnych dla swojej opcji pseudo faktów, czyli o nierzetelności zawodowej, ale po co być rzetelnym skoro można być nierzetelnym, bez żadnych konsekwencji, wszak o gustach się nie dyskutuje. Istotnie. Trzeba mieć jakiś gust żeby o nim przynajmniej móc porozmawiać.

Tenże facecik w kolorowym boa na szyjce, i wyjątkowym poczuciu wysublimowanego przez swoją opcję humoru, załapał się nawet przez moment na kasę dyrektora programowego ważnego w Łodzi Festiwalu. Festiwal mając takich programatorów szybko splajtował, dyrektorzy zostali wymienieni, są nawet czynione próby postawienia ich przed sądem za szybkie i sprawne przepuszczenie państwowej kasy na niepaństwowe konta, ale boa donosiciel trzyma się dobrze, nawet w sądzie, i nadal donosi na działania artystyczne które są mu obce, lub po prostu którym trzeba dołożyć aby wyeliminować je z dalszych rozgrywek.

Ostatnim rzutem na taśmę, jak słynny już arbiter Webb, ten biedny właściciel wyleniałego acz nadal kolorowego boa, postanowił dołożyć schodzącemu z afisza, po stu prezentacjach granych zawsze przy fullu widzów, kończących się najczęściej owacją na stojąco - spektaklowi "Mistrz i Małgorzata" w łódzkim Teatrze Nowym. Bułhakow to oczywiście wytrzyma, nie takie ataki spotykały go za życia od podobnych, ówczesnych cynicznych graczy, ale osad goryczy pozostał w Zespole który pięć lat żył "Mistrzem", pasją współtworzenia go, zyskiwał znakomite recenzje poza łódzkie, i został zaproszony na prestiżowy Międzynarodowy Festiwal "Złoty Lew" 2008 we Lwowie. Nowy, przyszły dyrektor artystyczny Nowego p. Brzoza nie chce tego spektaklu i innych odziedziczonych po poprzednikach w swoim teatrze, do czego ma prawo, nie chce też publiczności która przychodziła je oglądać, i to już trudno zrozumieć. Własnego repertuaru jeszcze nie stworzył, nowych, swoich twórców nie przedstawił a szybko posprzątał po kontrowersyjnym Królikiewiczu i czarno maskowym Zelniku. Historia Teatru Nowego zacznie się więc pewnie od Brzozy, zobaczymy zaś czym się skończy po półtora roku królowania. W każdym razie opisywany tu człowiek z boa (czasami) w torebce triumfuje. Opcja Brzozy (który ma być zastępcą dyrektora do spraw artystycznych), jest podobno antyprezydencka, Prezydent więc wielkodusznie pozwala Brzozie, skoro już jest, wybrany (demokratycznie?) spalić teatr i odwołać dyrektora naczelnego. Szykuje się więc ciekawy sezon w Nowym.

Przy okazji warto wiedzieć że komisja konkursowa wybrała Brzozę jako jedynego kandydata spośród pozostałych, który nie przedstawił żadnego planu repertuarowego, żadnych reżyserów współpracujących, totalnie nic. Miał jeden pomysł wyrzucić kogo się da z Teatru łącznie z dotychczasową publicznością, i za publiczną kasę robić teatr niszowy, offowy. Jest to oczywiście jakiś pomysł przebijający inne konkretne i wymagające uruchomienia myślenia, własnego i widzów. Dawniej mówiło się: "jaki Twórca- taki Teatr", dziś można śmiało to sparafrazować mówiąc: "jaka komisja konkursowa- taki teatr". Jednak jakiś postęp w rozkładaniu polskich teatrów (ze wskazaniem na ŁódŹ) został poczyniony. Oczywiście komisja za nic, nigdy nie będzie odpowiadała, ona wybrała co chciała i czym prędzej się rozwiązała, a jej demokratyczny w głosowaniu werdykt zaakceptował Pan Prezydent, bo dlaczego miałby nie zaakceptować? No właśnie, dlaczego? Czy w tym wszystkim chodzi o jakiś Teatr? O Zespół? O Widzów? O myśl płynącą ze spektakli?

Nie sądzę.

Wracając natomiast do naszego faceta od boa, w dniu ostatniego spektaklu "Mistrza" wyładował w dzienniku i portalu internetowym dobijającą jak myślał pewnie swoją frustrację, biorąc w obronę widzów przed krzywdzącym ich spektaklem. Rzadki cynizm. Łódzka inscenizacja "Mistrza i Małgorzaty", według tego (facecika? - w końcu facet też może nosić na szyi, lub w torebce kolorowe boa), przez pięć lat skrzywdziła kilkadziesiąt tysięcy widzów. Skrzywdziła tych bezbronnych, którzy po rannych i wieczornych spektaklach urządzali owację Zespołowi i sztuce na stojąco, a nie wymykali się w trakcie do szatni. Dziwna to krzywda i dziwny to (facet?) piszący na przekór wszystkiemu co oczy widziały, a uszy słyszały. Widocznie każde miasto ma takich (recenzentów?) na jakich sobie zasłuży. Mam przyjaciół gejów i przyjaciółki lesbijki, są fajni, normalni, życzliwi, nie dziwaczą i nie grają cynicznie w kulki dla pokazania własnej odrębności, są wśród nas, tak jak my wśród nich, ten od boa niewiele zrozumiał, niech więc stanowi nadal swój łódzki kolor, wśród innych, nawet ze swoim boa, i jeżeli uznał że na "tego Mistrza" nie ma miejsca w Łodzi, to na pewno "ten Mistrz" powędruje dalej, bo od ćwierć wieku przyciąga widzów z całej Polski, o czym świadczą ich listy publikowane obok materiałów o Bułhakowie na stronie reżysera, niech więc każdy pozostanie przy swojej opcji, z tym że ja wybieram opcję Widza.


AMP
przedruk ze strony: www.teatromani.republika.pl

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link