"Zatracenie się w Schulzu" (fragmenty książki) - Krzysztof Miklaszewski

Rozdział IV - Schulz na scenie polskiej
IV e. Andrzeja Marii Marczewskiego "Sklepy cynamonowe"


10-letnia wierność autorowi "Sklepów cynamonowych" i nieustające próby - jak to przenikliwie określił Janusz R. Kowalczyk -"scenicznego sprostania wizji Schulza" - to w teatrze polskim absolutny ewenement. Kreatorem tego procesu wieloletniego nicowania prozy Schulza jest Andrzej Maria Marczewski, reżyser bardzo wszechstronny, ale jednocześnie bardzo przywiązany do autorów, którzy poruszyli jego wrażliwość.

Ta fala zresztą, na której Marczewski komunikuje się z tak różnymi - zdawałoby się - osobowościami, jak Goethe, Bułhakow, Wojtyła i Schulz, nazywa się w filozofii po prostu: metafizyką. "Wielka literatura zawsze dotyka drugiego wymiaru, tej innej niż materialna strona rzeczywistości" - deklaruje reżyser, którego ciekawą artystycznie drogę przez polski teatr instytucjonalny bardziej znaczą ciernie niż laurowe liście. Marczewski dodaje od razu: "Nigdy bym się nie odważył poprawiać tekstu, nasyconego takim ładunkiem sensualnego przekazu, jak "Sklepy cynamonowe" Brunona Schulza. Dlatego też w moich kolejnych teatralnych podejściach do tego prozatorskiego arcydzieła, zawsze trzymałem się ducha literatury, a tekst stanowił kręgosłup spektaklu. To proste, ale i trudne zarazem, jako że każdy niemal układ Schulzowskich słów otwiera bardzo wiele równouprawnionych kojarzeń".

Zdawać by się zatem mogło, że troska Marczewskiego o pełnię tekstowych znaczeń, podporządkuje słowu wszelkie sceniczne tworzywa. Ale nic podobnego, bo dynamika słowa prozy Schulza, za którego medium chciałby uchodzić Marczewski, potrafi wypełnić scenę jak najbardziej dramatyczny dialog. Wystarczy tylko - powiada reżyser - te słowa właściwie ułożyć. Stąd znaczenie roli adaptatora, zanim tekst wejdzie na scenę.

Widać to doskonale na przykładzie trzeciej wersji "Sklepów cynamonowych" Marczewskiego z roku 2005 - spektaklu poświęconego pamięci wybitnego Schulzologa -prof. Władysława Panasa, zrealizowanego i w Płocku (Teatr Dramatyczny im. Szaniawskiego), i w Warszawie (Studio Teatr Test).

Prolog tego przedstawienia to scena śmierci pisarza. Ale podobnie jak w Mickiewiczowskich "Dziadach"- śmierć ta jest konkretna i symboliczna zarazem. Podobnie też - jak w przemianie Gustawa w Konrada - śmierć Brunona oznacza narodziny Józefa.

I to w nim - Józefie - postaci, on - Bruno- autor przeniknie na karty książki, dzięki metamorfozie słowo znajdzie się też na scenie, by uczestniczyć fizycznie w rytuałach rodzinnej egzystencji. A że nie jest to egzystencja zwyczajna, pokaże pierwsze starcie z Najbliższymi (Matką, Ojcem, Adelą i Pauliną). Będzie to pojedynek na słowa. Na słowa "słowo określające i definiujące", a zatem: rodzaj dysputy na temat teorii słowa. Jednym słowem: rozpisany przez Marczewskiego traktat o życiu słowa, zbierający myśli samego Schulza z jego tekstów teoretycznych. Marczewski jednak nie ograniczył się do roli zręcznego adaptatora, zderzającego Schulzowskie na temat słowa przemyślenia. Poprzez wprowadzenie bowiem postaci "Ja" - adaptator i reżyser chce sam w tej dyspucie uczestniczyć w imieniu realnego Schulza. Marczewski bowiem ujawniając swoją fascynację Schulzem, jego twórczością, nie omieszkał ujawnić swoich duchowych uwikłań. W artykule "Bruno, odnajdziemy Cię" ("Czwarty Wymiar" 2003, nr.4, str.38-40) wyznał:

"Kiedy (...) kilka lat temu straciłem życie pod ukraińskim TIR-em (śmierć kliniczna), zgodnie zresztą z wróżbą sprzed ponad trzydziestu lat, o której zapomniałem, w pierwszej chwili po powrocie do naszego materialnego (zewnętrznego) świata nie przypuszczałem, jak dalece to zmieni moje widzenie i odczuwanie, również sztuki. Otworzyły się, niedostępne dla mnie dotychczas, energetyczne kanały, pozwalając na niezwykłe kontakty. (...)Myślę o kontakcie z Brunem Schulzem (...), który (...) wkroczył do naszego życia w sztuce".

Ta "pyskówka teoretyczna" przygotowuje starcie drugie. Jego tematem staną się wyobrażenia wizualne autora "Sklepów cynamonowych": obrazy, rysunki, szkice. Dziewczęta obcesowo atakując Józefa zakpią sobie z niego, jednocześnie wynosząc go pod niebiosa jako ich autora. Rola tych rysunków jest iście kreacyjna, ale ich miejsce najbardziej poślednie: na ścianie, na podłodze, ale i na ... śmietniku.

Przerzucanie uwagi Józefa na Księgę, która jest początkiem wszystkiego, a której oryginał bywa stale przez ludzi brukany i niszczony, rozpoczyna sekwencję następną. Ale czystość wywodu zniszczy początkowo prowokacyjna seksualna scena z pantoflem Adeli. Józef dojdzie do siebie dopiero, gdy spotka się z Ojcem, by przekonać się, że miejsce Księgi zajmą "skażone apokryfy, tysięczne kopie i nieudolne falsyfikaty".

Scena z Adelą odnawia znowu wartość odnalezionej Księgi, na której ostatnich stronach pojawiają się dziwne anonse, np. oświadczenie Anny Csillag która doznawszy objawienia, sporządziła super skuteczny specyfik, przywracający porost włosów.

Wyrafinowane seksualnie zabawy Adeli z Ojcem, nad którym ma władzę niemal nieograniczoną, prowadzą do codziennego seansu, który zamyka inscenizację "Traktatu o manekinach" w formie gry Ojca z panienkami, zachowującymi się wyuzdanie i prowokacyjnie. To napięcie daje Ojcu wprawdzie siłę "wzlotu" kreatora, ale raz po raz sprowadza go na ziemię, czyniąc z niego bezwolnego ...zboczeńca.

Kluczową sekwencją spektaklu Marczewskiego będzie Wielki Teatr Iluzji. Rozpoczyna ją sytuacja, kiedy Ojciec z Matką, Józefem i Dziewczętami zasiądą na widowni, naprzeciw widzów spektaklu i kiedy akcja zacznie wędrować między sceną i widownią. Wtedy do głosu dojdą sekwencje posiłkujące się zarówno słowami, jak też wizją "Sanatorium pod Klepsydrą" i "Sklepów cynamonowych". Akcja nagle przyspieszy i przyćmi widza tysiącem nowych skojarzeń, by doprowadzić do punktu kulminacyjnego.

A tym stanie się przemiana Ojca. Każdy z domowników prezentuje zresztą swoją wersję tej metamorfozy. Karakon, Kondor, a może po prostu: podróżujący po kraju Komiwojażer, który zapomniał o rodzinie.

Najlepszym komentarzem zniknięcia przemienionego Ojca staje się dialog Józefa z Adelą i Pauliną. Odpowiadając na ich wątpliwości Józef obala tylko jeszcze jedną narastającą wątpliwość:

"Szeregując te historie o moim ojcu na zużytym marginesie tekstu, czy nie oddaję się tajnej nadziei, że wrosną one kiedyś niepostrzeżenie między zżółkłe kartki tej najwspanialszej, rozsypującej się Księgi, że wejdą w wielki szelest jej stronic, który je pochłonie?".

Tak jasna koncepcja to rezultat wieloletniej pracy, na którą obecnie - w teatrze polskim- mało kogo stać!.

 

Krzysztof Miklaszewski

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link