Nasze Termopile - Jan Bończa-Szabłowski

Ryzyko w sposób szczególny wpisane jest w zawód artysty.

Andrzej Maria Marczewski od początku pracy reżyserskiej podejmował je wielokrotnie. Spektakle przezeń reżyserowane wzbudzały uznanie, wywoływały spory, a przede wszystkim skłaniały do dyskusji. Próba przeniesienia twórczości Tadeusza Micińskiego odbierana być może jako akt szaleństwa. Utwory tego pisarza wydają się bowiem bardziej gotowymi scenariuszami filmowymi, niż teatralnymi dramatami. Kiedy "Teatr mrącej głowy" czyta się "od deski do deski" sprawia zaskakujące wrażenie. Obok myśli poruszających i pięknych, wciągającej fabuły trafiamy tam na fragmenty ocierające się o patos, a co gorsza - wręcz o grafomanię. Jest jednak w tekstach Micińskiego coś fascynującego, skoro trafiają do repertuaru najbardziej renomowanych scen, - ze Starym Teatrem w Krakowie i gdańskim Wybrzeżem na czele - a na ich realizację decydują się najwięksi twórcy powojennego teatru: wystarczy wymienić nazwiska Macieja Prusa, Krzysztofa Babickiego, Stanisława Hebanowskiego, Marka Okopińskiego czy Krystyny Meissner.


Pierwsza inscenizacja "Termopil Polskich" Andrzeja Marii Marczewskiego w 1982 roku w kierowanych przez niego warszawskich Rozmaitościach wywołała niezwykłe zainteresowanie krytyki i niestety? cenzury. Marczewski otrzymując od władz miasta sygnały, że premiera może być zagrożona zaprosił miłośników teatru na trzy zamknięte próby. Większość szczęśliwców, która miała okazję obejrzeć przedstawienie przyznała, że powstało dzieło wybitne. Dwadzieścia sześć lat dramatycznych dziejów polskiej historii, patriotycznych zrywów, nadziei i złudzeń a do tego nieposkromione apetyty imperium rosyjskiego - to wszystko okraszone świetnym aktorstwem (legendarna Kalina Jędrusik jako nieposkromiona caryca Katarzyna, Józef Fryźlewicz, tyleż szlachetny, co bezradny Stanisław August, młodziutka, wzruszająca Jadwiga Andrzejewska jako Wita, czy poławiacz serc niewieścich, romantyczny Piotr Garlicki jako książę Józef) złożyło się na pasjonujące wydarzenie teatralne. Reakcja cenzury była wówczas zdecydowana. Spektakl został zdjęty z afisza, a dyrektor i reżyser w jednej osobie w niedługim czasie musieli odejść z teatru.

Marczewski, który nie tylko śledzi na bieżąco współczesną dramaturgię, ale też jest wierny swoim literackim fascynacjom postanowił ostatnio wrócić do "Termopil Polskich" przy okazji pracy w Teatrze Nowym w Łodzi. Przedstawienie, które powstało jest z pewnością mimo pewnych mankamentów warte odnotowania. Reżyserowi przygotowującemu adaptację sceniczną udało się wydobyć w niej ładunek emocjonalny i intelektualny całej opowieści. Pozbawić utwór fragmentów czysto grafomańskich i odbieranych dziś jako niepotrzebny patos. Inscenizacja jest klarowna. Daje szansę zapoznać się z całą galerią postaci mniej lub bardziej znaczących w politycznym życiu ówczesnej Polski. Wiele postaw i zachowań, dotyczących naszej mentalności przetrwało niestety próbę czasu. Ciekawym pomysłem Marczewskiego jest zastosowanie "teatru w teatrze". Aktor grający księcia, głównego bohatera tej opowieści (ciekawa rola Adama Baumana) wychodzi z widowni i zaczyna swój monolog we współczesnym stroju, bo przecież mógłby być każdym z nas.Poziom aktorski tego przedstawienia dostosowany jest do poziomu zespołu. Świetnym pomysłem okazał się gościnny udział Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej. Jej caryca Katarzyna łączy majestat władzy z namiętnością kobiety. Gdybyż jeszcze do roli Patiomkina zatrudnić gościnnie Krzysztofa Globisza stworzyliby duet prawdziwie arcymistrzowski. Przydałaby się w tym spektaklu jeszcze jedna wymiana, już nie taka kosztowna. Władca o szlachetnych intencjach nieco zagubiony w otaczającej rzeczywistości, mocno przeżywający dramat niespełnienia i kolejne kompromisy to rola wymarzona dla Jerzego Zelnika. Miciński w scenie obrazującej sejm rozbiorowy (Milczący) w Grodnie, przedstawił Stanisława Augusta jako kukłę siedzącą na tronie. W łódzkim spektaklu król w wykonaniu Przemysława Wasilkowskiego właściwie cały czas jest ufryzowaną kukłą pozbawioną osobowości. A to wydaje się mocnym uproszczeniem postaci. Atutem tego przedstawienia jest z pewnością rola Suworowa w wykonaniu Stanisława Brejdyganta oraz Wity granej przez Magdalenę Kaszewską. Marczewski w pierwszej wersji spektaklu realizowanej przed kilkoma miesiącami postawił na rozmach i widowiskowość, teraz w drugiej zrezygnował z większości fajerwerków, co pomogło bardziej skupić się na sile słowa.

To przedstawienie zmusza do pewnego wysiłku intelektualnego widzów wychowanych na farsach, czy tak modnych dziś spektaklach brutalistów. Ale to z kolei nie powinno być odebrane jako zarzut. Nie znajdzie się też raczej na Festiwalu Sztuk Przyjemnych, bo przecież w takich kategoriach trudno odbierać naszą historię.


Jan Bończa-Szabłowski
krytyk teatralny Rzeczpospolitej

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link