Pozgonna Cześć Dla Księcia Józefa - Henryk Mościcki

Pogrzeb - pomniki - pieśni i legenda.
Warszawa 1922

[Fragment] wybrała i opracowała- Teresa Wróblewska

(...) W ostatnich dniach października 1813r. zaczęły nadchodzić do Warszawy hiobowe wieści o pogromie armii napoleońskiej w bitwie pod Lipskiem i o bohaterskim zgonie

Ks. Józefa. (...) 8 listopada przybyli do Warszawy naoczni świadkowie katastrofy, podpułkownicy Kicki i Sierakowski, "nie zostawili już żadnej nadziei". Wrażenie było wstrząsające. W obliczu ponurej prawdy zrozumiano całą grozę śmierci, która zabrała hetmana i poręczyciela narodowego honoru; w zatrwożonych oczach powszechności stanęło widmo zawisłego nad krajem nieszczęścia powtórnej, cięższej może niewoli. (...)

Mówiono, że śmierć Księcia była samobójstwem, gdyż nie chciał przeżyć upadku narodu. "Ostatnia gwiazda Polski zagasła" - wołał zrozpaczony Linowski.. "Patrząc na klęski ludzi, narodów, ludzkości, niczego się już nie chce... Smutek, żałość, odechcenie się.. Śmierć Księcia godna bohatera: "Bóg powierzył honor Polaków, Bogu jednemu go odda"! Chciał ginąć. Przeszyty kilkakrotnie: "Tu trzeba ginąć z honorem raczej, jak żyć w hańbie!" Przykład śmierci najpiękniejszej do naśladowania. Niech wiecznie w pamięci żyje.." - zapisuje

1 listopada w swoim poufnym dzienniku złamany Adam Czartoryski. (...)

Natychmiast po stwierdzeniu zgonu Księcia generał Stanisław Mokronoski, przyjaciel i towarzysz broni zmarłego, zwrócił się do jego siostry i głównej spadkobierczyni, Teresy Tyszkiewiczowej z propozycją wszczęcia starań o przewiezienie zwłok do Krakowa i złożenie ich "w miejscu, które stryj jego, Stanisław August, w katedrze dla siebie przeznaczył".(...)

O pozwolenie sprowadzenia ciała już 8 listopada wystąpił do Aleksandra I za pośrednictwem generał-gubernatora Łanskoja prezydent municypalności warszawskiej, Stanisław Węgrzecki. (...)

Odpowiedź była odmowna i utrzymana w tonie dotkliwie obrażającym uczucia społeczeństwa polskiego. "Najjaśniejszy Pan polecił mi zakomunikować że życzenie takie jest bezcelowe, albowiem nie jest właściwym okazywanie czci człowiekowi, który był jedyną przyczyną wszystkiego tego złego, na jakie zostały narażone terytoria, składające Księstwo Warszawskie. Uczciwie myślący Polacy sami przyznają, że gdyby nie było Księcia Poniatowskiego, którego mrzonki pociągnęły na jego stronę łatwowierne umysły, to ludność nie doświadczyłaby na sobie doli, powodującej powszechną nędzę i ruinę." (...)

Trzeba było, aby przy boku cesarza znalazł się co rychlej ktoś, kto by uczciwie i wymownie wstawił się za Polską. Tej trudnej niezmiernie roli podjął się Adam Czartoryski, postanowiwszy udać się niezwłocznie do głównej kwatery Aleksandra. Zastał go w drugiej połowie lutego 1814 roku w Chaumont. Tutaj, wśród rozmów, dotyczących najważniejszych spraw politycznych, usiłował też wpłynąć na zmianę decyzji w sprawie przewiezienia zwłok Ks. Józefa; "o Księciu Józefie sprzeczam się, - zapisuje w dzienniku - cesarz nareszcie obiecuje, że ciało za jakiś czas dozwoli przeprowadzić".

Jednakowoż powyższe zabiegi Czartoryskiego odniosły skutek dopiero po zajęciu Paryża, wówczas, gdy po widzeniu się z Kościuszką , Dąbrowskim i ministrami Księstwa Warszawskiego Aleksander postanowił zjednać sobie Polaków i, dotrzymując zobowiązania wobec Napoleona w sprawie powrotu wojsk polskich do kraju, zezwolił również na sprowadzenie zwłok Poniatowskiego. Dnia 12 (24) maja 1814r. wydany został owoczesnemu generał-gubernatorowi Saksonii, księciu Repninowi, rozkaz najwyższy, polecający "wydać wracającemu do ojczyzny wojsku polskiemu ciało Księcia Józefa dla pogrzebania z należną czcią w Warszawie".

W trzy dni później, 27 maja, wielki książę Konstanty, mianowany wodzem naczelnym resztek armii polskiej, w odezwie do generała Sokolnickiego sobie przypisywał wyjednanie przychylnej decyzji cesarza: "N. Imperator Wszech Rosji raczył rozkazać na moją prośbę, aby śmiertelne zwłoki ś.p. Marszałka Księcia Józefa Poniatowskiego były oddane wojsku polskiemu dla przeniesienia ich do Warszawy. W. Pan, Mci Generale, masz zlecenie zaprowadzić ten święty depozyt do przeznaczonego mu miejsca. Będą wydane osobne rozkazy w Warszawie, aby zwłoki tego znakomitego nieboszczyka były chowane ze czcią należną jego urodzeniu, dostojności i cnotom wojskowym". (...)

W pierwszej połowie czerwca, staraniem gen. Dąbrowskiego, przejeżdżającego przez Lipsk do Warszawy, ciało Poniatowskiego zostało wydobyte z grobu i nabalsamowane przez doktora Jana Augusta Ehrlicha, który "podjął się przedsięwziąć wszelkie środki, aby zwłoki w podróży uszkodzone nie były". (...)

Dnia 16 lipca przejeżdżał przez Lipsk Aleksander I i wtedy udzielił Repninowi ostatnich instrykcyj w sprawie odbyć się mającej nazajutrz ceremonii żałobnej.

"Zaraz z południa dnia tego - opowiada świadek naoczny i uczestnik straży honorowej, kapitan Antoni Białkowski - ściągnięto wszystkie oddziały wojsk rosyjskich i pruskich, stojące kwaterami w okolicy Lipska oraz oddział Krakusów, jak niemniej naszą eskortę konną. Zebrało się wszystko przed kościołem, gdzie ciało Poniatowskiego było tymczasowo złożone. Po otworzeniu grobu rozkazano naszej eskorcie, aby, zsiadłszy z koni, udała się do grobu, a to w tym celu, aby być świadkami, że ciało, które pod swój dozór bierzemy, jest ciałem prawdziwym Poniatowskiego, aby później jakich kwestyj i wątpliwości nie było. Gdyśmy w komplecie się znaleźli, wystawiono ciało na środek grobu, odkryto i pokazano go nam wszystkim. Ciało to zostało wydobytem z wody... przez tamecznych rybaków, ale wiadomo wszystkim, że Poniatowski wówczas liczył życia około 50 lat, nie miał już na głowie włosów, ale nosił perukę i faworyty sztuczne, co wszystko przy utonięciu w wodzie zostało. Chociaż przeto był w mundurze i orderach, przecie trudno było i nam poznać go, tak był zmienionym, raz dlatego, że był bez peruki, po wtóre czoło miał tak czarne, jak u Mulata..

Następnie przystąpiła rada lekarska do uzupełnienia nabalsamowania ciała i opatrzenia go do dłuższej podróży. Gdy to skończonym zostało, zawinięto ciało w przygotowane na ten cel długie ręczniki, przekładając takowe ziołami. Następnie, gdy kładziono ciało do trumny, obłożono je z boków i z wierzchu znowu ziołami i kłakami tak, aby podczas jazdy nie taczało się po trumnie i z tego powodu nie podpadało zepsuciu."

Ciało pomieszczono w dwóch trumnach, miedzianej i cynowej, a następnie w dębowej skrzyni, opatrzonej trzema zamkami; po jej zamknięciu i opieczętowaniu jeden klucz oddano księciu Repninowi, drugi Sokolnickiemu, trzeci radzie miejskiej lipskiej.

Po dopełnieniu tych formalności Sokolnicki wypowiedział mowę, w której, wyraziwszy wdzięczność obywatelom Lipska i ks. Repninowi, z naciskiem podniósł otwierane obecnie Polakom nowe widoki polityczne, zakomunikował wreszcie wodzom rosyjskim rozkaz Aleksandra I względem honorów, jakie armia rosyjska miała składać zwłokom Ks. Józefa, "równym tym, jakie zachowywano dla księcia Kutuzowa".

"Przy wynoszeniu zwłok z grobu - opowiada dalej Białkowski - artyleria obu wojsk, rozstawiona po placach, uderzyła z dział salwę, a piechota, zacząwszy od kościoła, pod którym grób się znajdował, aż do gościńca za miastem dawała ognia batalionami z ręcznej broni. Przed ruszeniem karawanu taki uczyniono porządek, co do eskorty, który ciągle aż do Warszawy był zachowany. Naprzód czterech oficerów trzymało za rogi całunu, ośmiu przeznaczonych wiozło osiem sztandarów, z których jeden żółty aksamitny, srebrem haftowany, należał dawniej do gwardii przybocznej króla Leszczyńskiego; ten i trzy inne wzięli z Nancy, a cztery pozostałe - były to orły wojska Księstwa Warszawskiego.

Ci oficerowie otaczali w pewnej odległości karawan. Przed karawanem, o kilka kroków, jechał oficer dyżurny (najmniej kapitan) i za nim dwóch niższych oficerów sztabowych. Potem postępował oddział Krakusów, a za karawanem cały skład eskorty, mając na czele generała Sokolnickiego, a w zastępstwie majora Malinowskiego. Przy ruszaniu karawanu dano znowu drugi raz salwę, tak z dział, jako i z ręcznej broni. Gdyśmy się zbliżali do czoła wojska rosyjskiego, na którego czele stał książę Repnin z całym swoim sztabem, oddawano ciału honory należne feldmarszałkowi, bo takie było polecenie N. Pana. Książę Repnin miał mowę pożegnalną, w której te pamiętne wyrzekł słowa: " Na popiołach tego walecznego wodza potwierdźmy sobie wieczną przyjaźń między polskim a rosyjskim narodem". (...)

Dnia 26 lipca "gwardie honorowe pod dowództwem JW. Gen. Sokolnickiego stanęły nad granicą Departamentu Poznańskiego i złożyły na ojczystym łonie zwłoki, które dotychczas na obcej spoczywały ziemi. Dalszy pochód odbywał się ściśle według uroczystego programu, przepisanego przez Radę Departamentową poznańską. Wszędzie kondukt był przyjmowany przez władze cywilne i wojskowe, duchowieństwo i ludność; bito we wszystkie dzwony po kościołach, wygłaszano liczne przemówienia. Przez Kopanicę, Wolsztyn, Grodzisk, Konarzew zbliżano się do Poznania.

Dnia 31 lipca po godzinie ósmej wieczorem pochód zatrzymał się przy rogatce przedmieścia św. Marcina. Nigdy może jeszcze Poznań nie widział tak okazałej żałobnej procesji, którą tego dnia stanowiły wszystkie władze cywilne, pomiędzy którymi znajdowali się JW. Wojewoda Działyński i JW. Minister Breza, całe duchowieństwo świeckie i zakonne, liczne grono generałów i oficerów, cechy z gorejącymi świecami i rozwiniętymi chorągwiami, krepą odzianymi i niezmierne mnóstwo ludu.

"Polacy! Przejęci wdzięcznością i uwielbiając ludzkość, jakiej na zmarłym wodzu wojska waszego od zwycięzcy doznajecie, uznajcie ją zawsze za skutek waszego wytrwania, waszego obywatelskiego ducha, waszej pełnej godności postawy, w jakiej się pokazaliście i tym, którzy losem zmian wojny kraj wasz zajęli, i wszystkim Europy ludom. Okazaliście, godni moi współziomkowie, że możecie być bez króla, bez wojska, bez rządu narodowego, że można wam wziąć wszystko, co życie utrzymuje, że można was zubożyć, wycieńczyć, że można wam odjąć polityczną egzystencję, ale wam charakteru narodowego, ale wam miłości ojczyzny, ale wam wolności wśród samej nawet niewoli odebrać niepodobna. Lecz komuż to winniśmy, Polacy!

"Czyż nie tenże to sam jest naród nasz, który w XVI wieku był ozdobą Europy i zaporą jej przeciwko sile Ottomańskiej i dziczy tatarskiej? Czyż nie tenże sam jest naród nasz, nad którego światłem, nauką, łagodnością obyczajów i bogactwy dziwiono się z zazdrością? Czyż nie tenże to sam jest naród nasz, który miał Tarnowskich, Tenczyńskich, Kalinowskich, Koniecpolskich, Zborowskich, Chodkiewiczów, Radziwiłłów, Zamoyskich, Żółkiewskich, Potockich, Lubomirskich, i tylu innych?

"Czyż nie tenże to sam jest naród nasz, który w XVII wieku wśród niewinnej ze wszech stron napaści, wśród zajęcia przez obcą przemoc całego kraju, miał Czarneckiego, który Polskę od nieprzyjaciela oswobodził i słabszym sprzymierzeńcom nad brzegami Bałtyku dzielną i skuteczną pomoc przyniósł; miał Sobieskiego, który obronił Europę od dumnych Ottomanów, ratując rozpaczający Wiedeń i jego zatrwożonego monarchę! A przecież niestety! O niepojęte zrządzenie Opatrzności! Ten sam naród, którego szlachetnym było charakterem bronić granic tylko swej ojczyzny, który nigdy cudzych nie zapragnął krajów - upadł w XVIII wieku! Został rozszarpanym, na części rozdartym; brat bratu stał się obcym. Polak z Polakiem bił się pod obcymi sztandarami i na koniec zniknął z rzędu narodów, zniknął, jak się zdawało, bez nadziei. (...) Poniatowski nie umarł bezpotomnie.(...)

Książe Józef Poniatowski może się do nas odezwać: Nie umieram dla was, rodacy, bezpotomnie - czyny moje dla ojczyzny są moim dla was dziedzictwem. Wspomnijcie na pola raszyńskie, gdzie od cztery razy mocniejszej siły nieprzyjacielskiej napadniony, pokonanym nie zostałem. Pomnijcie na zdobycie Galicji i powiększenie odradzającej się ojczyzny blisko połową. Pomnijcie na Lipsk, gdzie małą garstką odwrót Franków od zaguby obroniłem. Nie zapominajcie nigdy, ze nad brzegami Elstery napisano jest równie niezgładzonymi, jak dla Leonidy pod Termopylami: "Przechodniu, tu zginął Józef Poniatowski, bo wiernym chciał być sojuszowi i ojczyźnie". Polacy! przyjmijcie tę szanowną puściznę, którą nam zmarły Książę zostawił" - przemówił Tadeusz Radoński, prezes Rady Departamentowej Poznańskiej.

Dalsza droga prowadziła przez Gurczyn, Kłodawę, Krośniewice, Kutno, Orłów, Sobotę, Klewków do Łowicza. Z rozkazu Dąbrowskiego wszystkie wracające z Francji wojska miały prowadzić trumnę wodza do Warszawy.(...) W początkach września złączył się w Łowiczu oddział Sokolnickiego z korpusem pozostałych wracających z Francji wojsk polskich, które wiódł Wincenty Krasiński. Dnia 7 września kondukt żałobny prowadzony przez majora 14 pułku piechoty, Wincentego Malinowskiego i adiutanta Księcia Józefa, gen. Ludwika Kamienieckiego, wyruszył do Warszawy. (...)

Uroczystość wprowadzenia zwłok Ks. Józefa do Warszawy odbyła się dnia 9 września 1814r. z niezwykłą okazałością, według programu przepisanego przez naczelnego wodza wojsk rosyjskich, feldmarszałka Barclay'a de Tolly oraz generałów polskich. (...)

Droga pochodu biegła przez ulicę Orlą, Leszno, obok Arsenału, Długą, Miodową, Senatorską i Krakowskie Przedmieście. Instytuty szpitalne, cechy i obywatelstwo, po przybyciu na miejsce, ustawiły się w jednej linii po prawej stronie od kościoła św. Krzyża aż do rogu ulicy Królewskiej.(...) Oficerowie "za danym im przykładem przez JW. Generała dywizji hr. Krasińskiego, który zsiadł z konia i po wyprzężeniu koni z karawanu wziął się do jego ciągnienia, pośpieszyli do niego, i uprosiwszy wodza swego, aby im tego zaszczytu dozwolił, ciągnęli karawan aż do kościoła św. Krzyża."

Po odmówieniu zwykłych modlitw zabrał głos gen. Sokolnicki i, "dopełniając danego mu zlecenia", oddał zwłoki "ojczyźnie, obywatelom, wojsku i familii". Gorące swe przemówienie tymi kończył słowy: "Zaiste, w samym tylko naśladowaniu czynów Poniatowskiego możemy całą wdzięczność, jaką mu winniśmy, okazać. Niechaj grobowiec jego stanie się odtąd szkołą cnót patriotycznych i rycerskich; a w tej ojczyzna godnych siebie niechaj wskazuje synów.. Boże! połóż tamę cierpieniom; czyliż nie dosyć jeszcze wypróbowałeś niezłomność stateczności Polaka? (...) Na wyrzeczenie słowa i za daniem hasła tysiące rąk jeszcze powstaną, by utrzymać dzieło, jakie przedwieczna mądrość i niczym niepohamowane chęci dla narodu naszego przeznaczyły".(...)

Naród pragnął, by zwłoki tego niekoronowanego króla nowej, odradzającej się Polski, spoczęły wśród sarkofagów monarszych na Wawelu.(...)

Dnia 16 lipca 1817r. kondukt żałobny wyruszył w dalsza drogę traktem krakowskim na Raszyn i Tarczyn. Przez Radoszyce, Małagoszcz, Węgleszyn, Oxę, Sieńsko, Żarnowiec, Szczycę i Gólczę zblizano się do granic Rzplitej Krakowskiej.

W dniach 21 i 22 lipca przyjmowały zwłoki władze krakowskie, odprawiano nabożeństwa, wygłaszano liczne przemówienia. (...)

"Dzień 23 lipca był dniem złożenia tych szanownych zwłok w Grobie Królewskim, gdzie popioły Jana III spoczywają.

Od samego rana huk działowy ogłaszał ten żałobny obrządek. Gromadził się lud do kościoła oglądać po raz ostatni czcigodne zwłoki; szli kapłani świeccy i zakonni czynić św. ofiary i nieść modły za wieczne zmarłego życie. O 10-ej miał mszę pontyfikalnie JW.JX. Woronicz, Biskup diecezji krakowskiej przy asystencji licznego duchowieństwa i muzyce z osób dobranych. (...) Przytomni oficerowie w rozrzewniającej postawie po raz ostatni zbliżyli się do swego wodza i na rękach nieśli szanowne jego zwłoki. Przed otwartym grobowcem zatrzymał ich Pasterz Diecezji JW. JX. Woronicz i w duchu religijnym wystawiwszy ścisły związek obywatelskiego życia z zasługą na wieczysty żywot, pobłogosławił czcigodnym zwłokom..."

"Pocieszmy się raz jeszcze pożegnaniem tego dni naszych Bohatera - mówił kaznodzieja - gdy szczątki jego mieszamy z popiołami tych, którzy na tym Wawelu pierwszy sztandar sławy naszej zatknęli, tę świątynię rozjaśniali, a piersiami swymi chrześcijaństwo całe tyle wieków zasłaniali. On po waszemu wierzyć i działać nie wstydził się, więc i do waszego górnego szeregu należeć powinien".

I śpi snem wiecznym wśród grobów królewskich Ten, co zaprawdę królem był niepodległego ducha targającej więzy niewoli Ojczyzny.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link