Dramat o Polsce - Teresa Wróblewska

Inspirację do napisania "Termopil" zaczerpnął Miciński z "Ostatnich lat panowania Stanisława Augusta" księdza Waleriana Kalinki (Kraków 1891).
"Dzieło niniejsze - wyjaśniał we wstępie do znakomitej tej pracy główny przedstawiciel krakowskiej szkoły historycznej - obejmuje szereg zdarzeń po sobie idących od zjazdu kaniowskiego aż do ostatniego podziału Polski." "Termopile"- to także szereg zdarzeń po sobie idących, zaczynający się kaniowskim zjazdem - tylko że drugą swoją datą graniczną sięgający aż do Bitwy Narodów pod Lipskiem i śmierci księcia Józefa, czyli po rok 1813. Mamy tu więc i ów sławetny zjazd Katarzyny II ze Stanisławem Augustem w Kaniowie, mamy Konstytucję 3 Maja, Targowicę, kampanię polsko-rosyjską roku 1792, a potem Sejm Milczący w Grodnie, sejm, na którym pod presją rosyjskich bagnetów generała Rautenfelda, a przy wydatnej pomocy dwóch zdrajców: Ankwicza i Bielińskiego, podpisany został II rozbiór Polski. A dalej mamy insurekcję kościuszkowską w Warszawie, Maciejowie, okrutny szturm zdobytej przez Suworowa Pragi, rozbiór trzeci pokazany nie wprost, sugerowany tylko losem wygnańców - pielgrzymów, i tak samo nie wprost pokazane, lecz "Mazurkiem" Dąbrowskiego przywołane Legiony polskie we Włoszech. a jeszcze dalej mielibyśmy los polskich "napoleonidów", gdyby akt III "Termopil" nie zaginął - oglądamy od razu epilog tego losu, bitwę Narodów pod Lipskiem i śmierć księcia Józefa w jednej z odnóg Elstery, w małej, bagnistej Plejsie.

W sumie - dwadzieścia sześć lat dramatycznych dziejów polskiej historii, dwadzieścia sześć lat tragedii i rozpaczy, klęsk i zwycięstw, zmagań o niezawisłość złudzeń, zrywów, fiaska zrywów, znów nadziei. Wszystko to pokazane ciągiem luźnych, skrótowych, metaforycznych obrazów, zestawionych ze sobą trybem dobrze znanej od czasów romantyzmu dramatycznej formy otwartej, lecz w wykonaniu Micińskiego bliższej raczej konstrukcji filmu niż dramatu, bliższej zwłaszcza w nowatorsko zastosowanej technice retrospekcji, w nieoczekiwanych przybliżeniach, migawkach, kalejdoskopowo zmiennych ujęciach i scenach pejzażowych. Posłuchajmy:
"W dole wzburzone fale rzeki, z lewej strony pałacyk japoński, o który toczy się bój. Wozy rozbite, płonące drzewa. Most z przeprawiającymi się spiesznie wojskami Napoleona.
W dali wieże kościelne pożarem objętego Lipska, w okolicy Grimmaisches Tor. Zachmurzony, mglisty, jesienny ranek. ..Leżą nagie trupy, wzdęte konie z wywróconymi w górę nogami. Jeden koń obłąkany, wychudły, z głową obwisłą, stoi nieruchomo nad rozwalonym bębnem. Jaszczyki, zdruzgotana armata, przelatują rozżarzone bomby, huk głuchy, ciągły jak w młynie. Jęki, wrzaski, rozkazy. Namiot rwany wichrem, tlący się ogień, w którym płoną kolby od karabinów, koło armatnie i trumny przywleczone z cmentarza.
"

To jest raczej fragment scenariusza filmowego pisanego na zamówienie polskiej szkoły filmowej, która wydała "Popioły", aniżeli fragment didaskalium dramatu.

Dlaczego Miciński - za Walerianem Kalinką - rozpoczyna swą historyczną panoramę obrazem niefortunnego i tak bardzo dla polskiego monarchy upokarzającego spotkania Stanisława Augusta z carycą w ukraińskim miasteczku nad Dnieprem? Z dwóch względów. Najpierw z przyczyny artystyczno-technicznej: kaniowskie spotkanie było znakomitym pretekstem do wprowadzenia na scenę dramatu całej galerii postaci mniej lub bardziej znaczących w politycznym życiu ówczesnej Polski, a zarazem odmalowania owej dusznej, dyplomatyczno-dworskiej atmosfery, która panowała w otoczeniu carycy, a której integralną częścią składową był faworytyzm i strach.

A po wtóre dlatego, że kaniowskie spotkanie było w naszych dziejach epizodem ważnym. Ponieważ jest stosunkowo mało znane (mam na myśli nie historyków) i ponieważ stanowi tło główne aktu I "Termopil" - poświęćmy mu chwilę uwagi.
Stanowiło ono pierwszą po piętnastu latach - licząc od daty pierwszego rozbioru - próbę samodzielnej polityki króla, próbę mającą na celu wyprowadzenie Polski na szerszą arenę, zwiększenie ilości wojska, zapewnienie dziedziczności tronu, zyskanie pewnych reform wewnętrznych. Okazja do tego spotkania przyszła z zewnątrz - w sierpniu 1787 roku imperatorowa Rosji zwraca się do cesarza niemieckiego Józefa II z dyskretną propozycją odbycia wspólnej podróży na Krym, dla obejrzenia nowych terytorialnych zdobyczy rosyjskich pozyskanych w niedawnej wojnie z Turcją. To, oczywiście, tylko pretekst - w istocie chodzi o namówienie cesarza na drugą, wspólną tym razem, wojnę przeciw Turcji. Katarzyna marzy przecież o podboju Konstantynopola - nie darmo nowo narodzonemu wnukowi daje imię bizantyjskich cesarzy (w wersji rosyjskiej): "Konstanty". Kalinka, komentując bałkańsko- tureckie plany Katarzyny, pisze:
"Moskwa, przeszedłszy Dniepr, nie wie już, gdzie ma stanąć (...) Też same zasady i też same środki, którymi Polskę rozszarpała, wciąż służą Rosji niezmiennie, nieuchronnie, powiedzielibyśmy - prawie fatalnie. Jak z moskiewskiej stała się wszechruską, tak z wszechruskiej chce być wszechsłowiańską. W imię spólności plemiennej zagarnęła kraje aż po Bug, w imię tejże samej spólności sięga obecnie aż po Bałkany i Karpaty, sięgnie później po Adriatyk i Elbę. Jak od opieki nad schyzmatykami rozpoczęła swe panowanie w Polsce, tak podobnaż troskliwość o spółwyznawców prowadzi ją do Stambułu, a na dalszym planie ukazuje Jerozolimę i rzecz godna zastanowienia: nie ma w Rosji siły tak wielkiej, co by ją na tej drodze zdolna była zatrzymać; nie potrafi rząd, nie zechce naród."

Zostawmy jednak komentarze Kalinki i wróćmy do historii. Józef II zaproszenie przyjmuje - spotkanie ma się odbyć w maju, w Chersoniu. Przyjęcie zaproszenia oznacza w języku dyplomacji przychylność cesarza nie tylko dla sprawy wojny z Turcją, lecz również dla sprawy wojny z Prusami - wiadomo, że władca Prus nie będzie patrzył spokojnie na wzrost potęgi dwóch rywalizujących z nim mocarstw. Wygląda na to, że dojdzie do zbrojnego konfliktu między rozbiorcami Polski. Stanisław August świetnie to rozumie i pragnie wykorzystać okazję. W głowie polskiego króla rodzi się plan czynnego włączenia Polski w rosyjsko-niemiecką politykę. Jest to plan aliansu z Rosją - król wierny jest Katarzynie, w przewidywanej wojnie wierzy w jej zwycięstwo. Plan dokładnie jest taki: Polska zgłosi ochotniczy akces do tureckiej wyprawy u boku Rosji, co zmusi carycę do wyrażenia zgody na powiększenie liczby polskiego wojska, a oto przecież, o jaką taką większą własną armię, chodzi. Dalej, jeśli wyprawa okaże się zwycięska, Polska otrzyma, być może, dostęp do Morza Czarnego i nowe szlaki handlowe. Warunkiem udziału Polski w wyprawie ma być przyzwolenie Katarzyny na dziedziczność tronu - król chciałby osadzić na nim drugiego ze swych bratanków, światłego, wykształconego Stanisława (piękną książeczkę poświecił mu Marian Brandys; jej tytuł: "Ten, który miał być królem..."). Drugim warunkiem polskiego udziału jest zgoda Katarzyny na pewne reformy wewnętrzne, przede wszystkim - na utrącenie samowładztwa magnaterii. Plan jest ciekawy, trzeba tylko go Katarzynie przedstawić. Najlepiej byłoby osobiście. Król liczy po cichu na dawne sentymenty, stara miłość podobno nie rdzewieje...

Dyplomacja polska osiąga aprobatę Katarzyny co do spotkania ze Stanisławem Augustem. Ma się ono odbyć w Kaniowie, na terenie dóbr księcia Stanisława, tego właśnie, który ma być królem. Dokładny termin ustalony nie zostaje - mówi się tylko, że zjazd nastąpi bezpośrednio po wyjeździe Katarzyny z Kijowa. W Kijowie bowiem Katarzyna zamierza zatrzymać się dłużej w drodze na Chersoń, na spotkanie z Józefem II.

W Warszawie zaczynają się gorączkowe przygotowania do królewskiej podróży na Ukrainę. 23 lutego król wyrusza. Wyrusza z dworem, dyplomacją, pisarzami, poetami, kuframi, kucharzami, lokajami, damami dworu, kochankami - i z księciem Józefem u boku. Podróż trwa sześć tygodni. Stanisław Wasylewski powie o niej po latach, iż była powieścią sama w sobie, tyle w czasie jej trwania zawiązano romansów i przeżyto przygód. Kilka osób zmarło po drodze na "przeziębieniową gorączkę". Właściciele majątków, u których król się zatrzymuje, prześcigają się w uprzejmościach i gościnności. W pierwszych dniach kwietnia król staje w Kaniowie, każe rozpakować bagaże, zaczyna czekać. Czekać na pojawienie się galer Katarzyny na Dnieprze, którą tutaj, w Kaniowie, zamierza jako gospodarz podjąć. Czeka długo, dalsze 6 tygodni. Tymczasem caryca bawi z całym dworem w niedalekim Kijowie. Z dworem swoim i z przedstawicielami dworów obcych, którzy przyjechali w roli obserwatorów lub admiratorów. W Kijowie, nie w Kaniowie, przebywają magnaci polscy wiszący u moskiewskich klamek -Branicki, Rzewuski, Kossakowski. W Kijowie siedzi nawet - bardzo niechętnie książę Józef, wysłany tam przez króla dla złożenia uszanowania carycy. Z Kijowa do Kaniowa zajeżdżają rosyjscy i europejscy dyplomaci - jedni dla dotrzymania mu towarzystwa (wysłani przez carycę), inni - ci europejscy - dla poznania "najmilszego i najsłabszego z monarchów."

W Kijowie dwór hucznie się bawi - od rana do rana trwają bale, bankiety, gra w karty. W Kaniowie czas płynie leniwie, mierzony rytmem czekania.

6 maja w południe ukazują się na Dnieprze - nareszcie - cesarskie galery, witane armatnim salutem z polskiego brzegu. Ku zdumieniu wyczekujących nie przybijają do lądu, zatrzymują się na wodach Dniepru. Po króla przypływa szalupa. Nie będzie więc gospodarzem spotkania. Nie będzie miał też okazji - jak się zaraz okaże - przedstawić carycy swojego tureckiego planu... Nie będzie, bo Katarzyna unika sposobności dłuższej prywatnej rozmowy, jest stale otoczona dworakami, faworytami, dyplomacją. Po kilku godzinach wzajemnych reweransów, po wymianie podarków i orderów - a król dla dworu Katarzyny jest hojny - wizyta dobiega końca. W ostatniej niemal chwili zrozpaczony polski monarcha podaje carycy pisemny memoriał, którego Katarzyna oczywiście, nie czyta. O dziesiątej wieczorem następuje rozstanie. Król z całą pompą zostaje odprowadzony do Kaniowa. Następnego dnia nie ma już na Dnieprze śladu cesarskich galer. Katarzyna popłynęła do Chersonia, na spotkanie z Józefem. Nie chciała w Kaniowie przedłużyć pobytu ani o dzień - nie chciała zostać - nawet do imienin królewskich, przypadających na 8 maja.

Król więc nie osiągnął tego, co zamierzał, a upokorzony został podwójnie - jako monarcha i mężczyzna. Złośliwy feldmarszałek austriacki książę de Ligne napisze, że: "Stanisław August stracił trzy miesiące i trzy miliony złotych, żeby widzieć carycę przez 3 godziny". Podobny punkt widzenia reprezentuje Kalinka. Niektórzy historycy i publicyści patrzą jednak na całą sprawę inaczej. To prawda, powiadają, że król został upokorzony skrajnie, ale nieprawda, że nie osiągnął nic. Nieprawda, bo po paru miesiącach otrzymał jednak odpowiedź na memoriał, a w odpowiedzi - pewne ustępstwa, które dały mu odskocznię do zwołania - w rok później - Sejmu Wielkiego. Tak ocenia kaniowskie spotkanie i królewską politykę Cat-Mackiewicz, publicysta współczesny. Miciński poszedł w swej ocenie za Kalinką - do całego planu aliansu odniósł się lekceważąco. I poszedł za Kalinką również w generalnej ocenie Stanisława Augusta jako króla. A była to ocena bardzo ostra. "Podpisując drugi podział Polski Stanisław dopełnił moralnego samobójstwa. Odtąd można mieć dla niego współczucie, ale na szacunek już on nie zasługuje" - pisał autor "Ostatnich lat panowania..." Miciński w scenie obrazującej sejm rozbiorowy (Milczący) w Grodnie, przedstawi Stanisława Augusta jako kukłę siedzącą na tronie. Przedstawi dosłownie, nie w przenośni.
W tym obrazie - znakomitym zresztą jako inscenizacyjny, teatralny pomysł - wyrazi cały swój do niego stosunek.

Nie wszystko przecież w "Termopilach polskich" jest wyznaczone spojrzeniem, lekturą i wpływem dzieła księdza Waleriana Kalinki. Bo nie jest tym wpływem wyznaczona sprawa generalna - pogląd na przyczyny upadku Polski. Kalinka, jak wiadomo, uważał, że winę za ten upadek ponosimy sami - jako społeczeństwo i naród. Miciński własne nasze winy z całą ostrością dostrzega i wydobywa na jaw - nie sądzi jednak, by one tylko były przyczyną długiej nocy polskiej niewoli. Przyczynę zasadniczą widzi w tym, co zwiemy dziś krótko "geopolityką". "Gdybyśmy byli w waszym nieszczęsnym położeniu geograficznym - mówi w "Termopilach" szwedzki poseł do Polaków - dawno by nas zagryźli". Jest to punkt widzenia warszawskiej szkoły historycznej, która powód rozbiorów upatrywała we wzroście znaczenia i potęgi mocarstw ościennych. Miciński ten właśnie punkt widzenia aprobuje, a zarazem rozwija. Chyba nikt z młodopolskich twórców literatury pięknej nie przeżywał i nie rozumiał tak głęboko owego problemu.

Autor "Termopil" umiał bowiem spojrzeć na Polskę inaczej niż patrzyli Wyspiański czy Żeromski. Umiał na nią popatrzeć beznamiętnie, jako na miejsce na mapie. I tak właśnie patrząc, wskazywał, że jesteśmy skazani na lawirowanie między Scyllą a Charybdą i na wybór - tylko - mniejszego zła. Za mniejsze zło uważał Miciński Rosję, stąd jego słowianofilizm. Lecz w "Termopilach" ów słowianofilizm odzywa się echem słabym, a jeśli już zabrzmi mocniej, to całkiem nieprzekonywająco. Znacznie ostrzej brzmi tutaj nuta fałszu, przebiegłości i podstępów rosyjskiej dyplomacji i okrucieństw rosyjskich generałów. Najgłośniej słychać przecież echo słów Piotra Wielkiego, nakazującego następcom w testamencie podbicie i wchłonięcie Polski. Katarzyna ten nakaz chciała spełnić. Mimo wszystko - ani jej, ani jej z kolei następcom jakoś się to nie udało. Mimo wszystko - ani jej, ani jej z kolei następcom jakoś się to nie udało. Mimo wszystko, bo przecież nie sposób odmówić słuszności zdaniu wszechwładnego i pysznego faworyta carycy, nieoficjalnego-pono-jej męża, krótkotrwałego pretendenta do polskiego tronu, kniazia Patiomkina: "Cóż jest wasz< naród? Kropla w naszej butelce". Ta kropla jednak nie chce się jakoś połączyć z resztą butelkowego płynu, skacze jak bąbel, parzy...

"Termopile", to przede wszystkim dramat o Polsce i Rosji, przejmujący i niekiedy rozpaczliwy. W tych zwłaszcza obserwacjach, które dotyczyły polskiego skazania na zależność od sąsiednich kolosów i szans całkowitej, rzeczywistej, pełnej suwerenności. Szans zapewniających egzystencję suwerenną, dłużej niż przez dwadzieścia lat. Ale to także dramat o woli walki o tę suwerenność, o poświęceniu, patriotyzmie, bohaterstwie. Dramat wyrastający z ducha wielkiej literatury romantycznej i linię tej literatury kontynuujący bezpośrednio. Dramat literacko nierówny, ale w najlepszych swych partiach - a jest ich w tym ponad trzystustronicowym tekście niemało - godny stanąć obok "Nocy listopadowej" Wyspiańskiego i stanąć bez wstydu.

Podtytuł "Termopil" wskazuje, że jest to także dramat o księciu Józefie, albowiem podtytuł brzmi: "Misterium na tle życia i śmierci księcia Józefa Poniatowskiego". Wbrew jednak podtytułowi książę co chwila ginie z oczu, trudno nawet powiedzieć, by był rzeczywistym protagonistą utworu. Dlaczego? Czy tylko dlatego, że bywa przytłoczony masą innych postaci, tłumem, zbiorowiskiem, narodem, społecznością? W pewnym stopniu i sensie tak, ale nie tylko dlatego.

Książę Józef, by mógł być głównym bohaterem dramatu o losie Polski, winien być rycerzem bez skazy. Na rycerza bez skazy, na polskiego Bayarda, wykreowała księcia legenda hagiograficzna. Największą rolę w tej kreacji odegrała pięknie i emocjonalnie pisana młodopolska monografia Szymona Askenazego. Miciński niewątpliwie pod urokiem tej książki pozostawał, lecz nie dał się jej uwieść do końca. Askenazy, kreując księcia na symbol polskiego patriotyzmu, symbol niezłomności charakteru i żołniersko-rycerskiego honoru, wymijał te elementy w jego biografii, które do założonego wizerunku nie przystawały. Wymijał więc potknięcia księcia w obronie Warszawy przed Prusakami, robił unik wobec zachowania królewskiego bratanka podczas obrad Sejmu Wielkiego i po trzecim rozbiorze. Książę, jak wiadomo, w czasie Sejmu jeździł nago po Warszawie, a po trzecim rozbiorze bawił się Pod Blachą. Rycerzem bez skazy - tak naprawdę - stał się książę dopiero od czasu, odkąd stanął przy boku Napoleona - od kampanii małopolskiej, przez kampanię rosyjską, do Bitwy Narodów włącznie. Askenazy - jak wszyscy chyba Polacy - kochał księcia za odwagę, za brawurę, za honor. Miciński też go za to kochał i te właśnie jego cechy stawiał w dramacie za wzór. Ale Miciński nie przymykał oczu na to, co w życiu księcia było jednak plamą, nie zapominał, że "Książę - Książę posągowy pół życia strawił przy Frynach w ukryciu alkowy" - i to wtedy, gdy powinien działać dla Kraju. Stąd roztapianie księcia w społeczno-narodowej masie w chwilach kluczowych, stąd wyprowadzenie go - po trzecim rozbiorze - do Włoch. Nie do legionów oczywiście - to byłoby jawnie sprzeczne z rzeczywistością, a na Sycylię, gdzie książę właśnie kocha, szaleje, bawi się.

W życiu księcia najbardziej czysta, prawdziwie nieskalana była sama śmierć, toteż śmierć księcia dramat rozpoczyna i kończy. Trudno powiedzieć, czy to wyeksponowanie samego aktu śmierci bohatera było wynikiem chęci zaakcentowania najpiękniejszego, najbardziej podniosłego i symbolicznego momentu w jego biografii, czy też było wynikiem przyjętego z góry założenia dramaturgiczno- formalnego. Tak czy inaczej - faktem, który z biografii księcia najmocniej w pamięci po lekturze "Termopil" zostaje, jest właśnie ów stanowiący podstawę jego stereotypowego obrazu skok z koniem do Elstery; słowa: "Trzeba umrzeć mężnie" i słowa: "Bóg mi powierzył honor Polaków, jemu go tylko oddam". I tak czy inaczej - związany z tym właśnie wyeksponowaniem samego aktu śmierci zamysł dramaturgiczno-formalny jest wybitnie oryginalny i na czasy, w których dramat powstawał, a powstawał w latach 1908-1913 - nowatorski.
Umieszczenie bowiem na początku i na końcu dramatu, w prologu i w epilogu, sceny śmierci księcia, nadaje dramatowi konstrukcję klamrową, a przedstawionym w dramacie zdarzeniom - charakter szczególnego typu retrospekcji. "Z wyjątkiem Prologu - powiada w tymże Prologu Miciński - wszystko jest szalonym pędem myśli w głowie Tonącego Księcia".
Wszystko, to znaczy cały ciąg zdarzeń, cały zespół obrazów z polskiej historii, całe te 26 lat zamknięte datami 1787-1813. W momencie śmierci czas zostaje zatrzymany - i to, co oglądamy na scenie, oglądamy jako materiał przedśmiertnej wizji księcia-topielca, materiał wspomnienia, retrospekcji.

"Już doleciała kula. W tysięcznej części okamgnienia przetwarzać się będą światy jasnowidzeń i wspomnienia" - tak wykłada swój niebagatelny, dramatyczny pomysł Miciński. A nieco dalej:
"Zaiste, pomysł arcygroteskowy - mamy do loży wejść w teatrze - Mrącej Głowy?!.."

Takim właśnie "Teatrem Mrącej Głowy" jest teatr wpisany w dramat Micińskiego. Dramat pod każdym względem frapujący - i historycznym, i historiozoficznym, i konstrukcyjno-kompozycyjnym, i inscenizacyjnym. Jeden z ważniejszych tekstów dramatycznych całej naszej literatury dramatycznej, nie tylko młodopolskiej.

"Termopile polskie" pozostawały poza historią literatury, krytyki i teatru od czasu ich powstania do roku 1970. Stanowią one trzecią redakcję dramatu Micińskiego o księciu Józefie, bardzo różną od dwu wcześniejszych, o których wiemy tylko z przekazów pośrednich, bo obydwie nie dochowały się. Redakcja trzecia też się nie dochowała w całości i nie wiemy nawet z całkowitą, stuprocentową pewnością, czy jest to właśnie redakcja "Termopil". Z trzech redakcji dramatu o księciu Józefie zachowała się bowiem tylko kopia maszynowa bez tytułu. Fragment opatrzony tytułem "Termopile polskie" to tylko kilkustronicowy prolog. Fragment inny, nie związany z zachowaną kopią integralnie, ma tytuł "Książę Józef Poniatowski". Dramat zrekonstruowała, zidentyfikowała jako tekst "Termopil" (z pewnością prawie całkowitą, lecz jednak niepełną) i wydała niżej podpisana w roku 1980. Dziesięć lat przedtem zainteresowała opracowanym przez siebie tekstem Stanisława Hebanowskiego, który dokonał jego adaptacji scenicznej. Prapremiera "Termopil" odbyła się w Gdańsku w roku 1970. Reżyserował Marek Okopiński, scenografię opracował Marian Kołodziej. Przedstawienie to cieszyło się niemałym sukcesem, wzbudziło szerokie zainteresowanie widzów i krytyki. Drugą próbę inscenizacji dramatu podjął w roku 1982 Andrzej Maria Marczewski w Teatrze "Rozmaitości" w Warszawie, Do oficjalnej premiery niezwykle ciekawie pomyślanego spektaklu nie doszło - został on zatrzymany przez władze.
W grudniu 1985 roku miała miejsce premiera "Termopil" w Starym Teatrze w Krakowie. Autorem adaptacji scenicznej tekstu i reżyserem przedstawienia był Krzysztof Babicki.
W listopadzie 1989r w Teatrze Polskim w Bydgoszczy odbyło się czwarte wystawienie dramatu, z którym ponownie zmierzył się Andrzej Maria Marczewski. Obecną, piątą realizację, w marcu 2006r w Teatrze Nowym w Łodzi podpisuje również Andrzej Maria Marczewski. Reżyserowi należą się słowa uznania zarówno za odwagę, której dowód dał w roku 1982, biorąc wówczas "Termopile polskie" na warsztat, jak też za wierność artystycznym pasjom, których świadectwem jest przedstawienie obecne.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link