Męka Karola Wojtyły - Marco Politi

Marco Politi, tłum Jarosław Mikołajewski

 

Rok 2005 jest rokiem Męki Karola Wojtyły. Nikt go nie zdradził, nikt go nie wyszydził. W chwili próby Jana Pawła II otaczają najbliżsi, a z placu Świętego Piotra do jego uszu docierają wyrazy miłości - pisze włoski watykanista Marco Politi we wzruszającym tekście opublikowanym przez "La Repubblicę".

Lecz również Wojtyła jest sam wobec bólu i niemocy. Podniosłe ceremonie w bazylice jego już nie dotyczą. Skonstruowane dla niego samochody wstrzymały bieg. Wczoraj wystarczyło mu spojrzeć na plac, który kiedyś wypełniał swoim głosem, wędrówką i gestem, a jego oczy wypełniły się łzami. Jeszcze nigdy nie widzieliśmy, żeby Papież tak płakał. A przez ten swój płacz jest nam bliski jak nigdy. Chwyta za serce wierzących i niewierzących. Porusza tych, którzy kiedykolwiek widzieli śmierć bliskich, i tych, których przeraża koszmar pustki. Na ostatnim odcinku swej nadzwyczajnej podróży Karol Wojtyła przemawia wyłącznie ciałem. Mówi, okazując cierpienie. Dodaje odwagi, obwieszczając milczącymi i wykrzywionymi boleśnie ustami, że ból ma sens, że nie jest jałowy, lecz urodzajny.

Jan Paweł II świadomie postanowił pić z kielicha goryczy, kropla po kropli, do ostatka. I nie kryje się z tym, nie chowa w zakamarkach Watykanu jak pokonany władca. Chorych papieży zawsze odsuwano od tłumów. Rządom musiała towarzyszyć aktywna obecność. Tych, których dotykała niemoc, od razu spowijał woal tajemnicy. W przypadku Wojtyły jest inaczej. Papież, który przybył z daleka, postanowił odsłonić rany, na wzór Ecce Homo. Ze swojej Kalwarii, na którą wstępuje dzień za dniem z paradoksalnym spokojem, Jan Paweł II mówi światu, że nie boi się codziennego cierpienia, upokarzającej niemocy ani tego, że zaciera się jego dawny wizerunek. Jego oczy wystarczą, by zaświadczyć patrzącym na niego ludziom, że nikt nie żyje i nie umiera dla siebie. Ponieważ wewnętrzne oczyszczenie pokona słabość ciała i każdą słabość człowieka. Wojtyła to wie. Cierpienie, które przeżywa w tym Wielkim Tygodniu, dramatycznie rozświetlonym jego nieobecnością, jest przykładem oczyszczenia i pokory. A równocześnie przywraca godność bezimiennym cierpieniom milionów mężczyzn i kobiet, którzy żyją w udręce choroby bez żadnej sławy, pomocy czy współczucia.

Atleta wstrzymał swój bieg. Aktor zawiesił głos. Dłoń, która pisała, nie ma siły nawet utrzymać kartki. A jednak swoim wycieńczonym ciałem Jan Paweł II wciąż głosi proroctwo. Ciałem i milczeniem Karol Wojtyła pisze być może najpiękniejszą swą encyklikę.

Wojtyła wcale nie boi się śmierci. To inni się niepokoją i martwią. On jest pogodny. A pewnego dnia, w kręgu najbliższych przyjaciół, uniesiony wiecznym pięknem Rzymu, wyznał, cytując Horacego: "Non omnis moriar... Nie wszystek umrę".

 


Jan Paweł II o cierpieniu

Teksty wybrane z książek "Ewangelia cierpienia. Wybór homilii, przemówień i dokumentów" oraz "Elementarz etyczny Jana Pawła II dla wierzącego, wątpiącego i szukającego".

Wielką tajemnicą Bożą jest cierpienie. Choroba lub jakakolwiek ułomność jest doświadczeniem trudno wyobrażalnym dla tych, którzy go nigdy nie przeżyli: zranione jest nasze ciało, ale także nasz duch, nasze serce, nasze życie rodzinne i społeczne. A nasze życie duchowe staje wobec trudnego pytania. (...) Przecież człowiek dotknięty cierpieniem właśnie Bogu zwykł stawiać to pytanie: dlaczego? Dlaczego właśnie ja? Dlaczego w ogóle cierpienie na tej ziemi?

Radość wielkanocna (...) nie może przesłonić nam bezmiaru cierpień świata. Zresztą, czyż prawdą nie jest, że zmartwychwstanie Chrystusa, z którego wypływa nasza radość, nieustannie odsyła nas do tajemnicy Jego męki? Także ludzkość, która poprzez Paschę została wprowadzona w misterium męki i zmartwychwstania Zbawiciela, jest wezwana do tego, ażeby nieustannie przeżywać przejście od cierpienia do radości. (...)

W swoim dziele pojednania Wcielony Syn Boży wziął dobrowolnie na siebie cierpienie i śmierć, na które ludzie zasłużyli przez swoje grzechy, nie zwolnił nas jednak od tego cierpienia i od tej śmierci, ponieważ chce umożliwić nam udział w swej ofierze odkupieńczej. On zmienił sens cierpienia: miało być karą za popełnione winy, teraz zaś, w Panu ukrzyżowanym, stało się materią, która może zostać złożona w ofierze miłości Bożej dla kształtowania nowej ludzkości.

...gdy byłem młodzieńcem, ludzkie cierpienie przede wszystkim mnie onieśmielało. Był czas, że doświadczałem lęku, zbliżając się do tych, którzy cierpieli: odczuwałem coś w rodzaju wyrzutów sumienia w obliczu cierpienia, które mnie zostało oszczędzone. Poza tym czułem się zakłopotany, wydawało mi się bowiem, że wszystko, co mogłem powiedzieć chorym, było "czekiem bez pokrycia" albo raczej, że był to czek wystawiony na ich kapitał, ponieważ to oni cierpieli, a nie ja.

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link