Punkt Widzenia - Andrzej Maria Marczewski

Malkontenci zawsze twierdzili, jak świat światem, nie bez jakiejś racjonalnej podstawy jak sądzę, że punkt widzenia uzależniony jest od punktu siedzenia, lub podwieszenia. Podwieszonym bywa się na ogół do różnych układów, nie koniecznie mafijnych, ale powiedzmy towarzyskich, rodzinnych, partyjnych, wyznaniowych, stowarzyszeniowych, i tę listę można by ciągnąć długo i skutecznie do jakiejś okazjonalnej pointy. Człowiek podwieszony czerpie również z owego swojego podwieszenia korzyści, przeważnie finansowe, choć bywają również i duchowe, znacznie mniej cenione, mimo że powinno być dokładnie odwrotnie. Jak mówią bardziej zaprawieni w bojach o przeżycie, bez owego podwieszenia do układów nie da się przeżyć, bo życie skutecznie samo eliminuje takich śmiałków, odmawiając im po kolei wszystkiego. Jesteś poza układem to spadaj za margines, bo widocznie nie zasłużyłeś sobie, swoim mizernym, indywidualnym życiem na żadne apanaże płynące od lepiej zorientowanych, do ich szczerych popleczników, czy nawet otwartych wyznawców. Najwięcej wyznawców i rozkochanych w sobie fanów, mają oczywiście ci którzy umocowali się na dłużej przy jakimś finansowym eldorado, czyli mogą dzielić sami to, co podobno cały naród wypracował w pokoleniowym trudzie. I dzielą te apanaże wśród swoich, zadowolonych z tego aktu sprawiedliwości społecznej miłośników. Indywidualiści, mający swoje osobiste zdanie o wszystkim, i nie podlegający zbiorowym euforiom, jeżeli mają z czego czerpać mannę to przeżywają, a jeśli Bóg wcześniej odmówił im talentu sprytu, odchodzą godnie w swojej samotności na Boże pastwiska, aby tam w końcu zrozumieć bardzo prostą prawdę, że nikt nie jest na tym Bożym świecie samotną wyspą, i cały dowcip życia, i tajemnica świata polega na tym, że trzeba jakoś się ze sobą porozumieć, nie izolując od drugiego indywidualisty i samotnika. Porozumieć i obdarować miłością. W imię Opcji Dobra. Bo Zło w dzisiejszym medialnym świecie przybrało postać obrazkowej gumy do żucia. Przez ekran telewizora płynie do naszych mieszkań zła energia agresji, pospolitego zwyrodnienia, tuzinkowego mordu, sadystycznych zachowań. Żujemy tę gumę przy telewizyjnym śniadaniu, obiedzie i kolacji. Kino dołączyło sprytnie do tego ogólnoświatowego procesu żucia, i już dawno zatraciło swój misyjno-artystyczny wymiar, aby przyjąć szeroko obowiązującą opcję totalnej komercjalizacji poczynań. Już nie wzrusza, nie przemawia do ludzkiej wrażliwości, i nie wskazuje człowiekowi jego duchowej potęgi, tylko przeżuwa w wielu smakach tej samej opcji zła, grę przemocy, agresji i podłości. Żujemy tę telewizyjno-kinową gumę, powoli zatracając w sobie potrzebę obdarowywania innych cieplejszymi odruchami, gestami pojednania, przebaczenia i miłości, sygnałem akceptacji cudzych poglądów, czy też ogólnej ludzkiej życzliwości. Świat się nam przygląda z ogromnym zdziwieniem, ponieważ marnujemy jego duchowe bogactwo, nam przecież przynależne, ale my, nie mamy już czasu przyjrzeć się dokładniej światu i zapytać o istotę jego tajemnicy. Wyrywamy do przodu żeby nas nikt nie ubiegł, zabiegamy o wpływy, układy, jakby to od nich wszystko zależało, a zależą przecież tylko sprawy materialne. Wymiary ludzkiego Ducha rozciągają się w innej przestrzeni. Próbuje o tym mówić również TEATR.

W 1960 roku Karol Wojtyła napisał Medytację o sakramencie małżeństwa, przechodzącą chwilami w dramat "Przed sklepem jubilera". 27 marca 1981 roku zrealizowałem jej polską prapremierę w swoim, państwowym Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. W tym samym roku, we wrześniu, również w Teatrze Szaniawskiego, ale już w Płocku, powstała jej nowa wersja, w pięknej, monumentalnej scenografii nie żyjącego już, wybitnego scenografa Józefa Napiórkowskiego. Do dramatu tego wracałem na przestrzeni ponad dwudziestu lat wielokrotnie. Ostatnia inscenizacja powstała w moim prywatnym, co jest pewnie oznaką nowych czasów, Studio Teatrze Test w Warszawie, dla uczczenia 25 Rocznicy Pontyfikatu Ojca Świętego Karola Wojtyły.

Premierę w Teatrze Rampa na Targówku zaszczycił swoją obecnością Ksiądz Prymas Józef Glemp i ówczesny wicepremier Rządu Jarosław Kalinowski. Co najciekawsze, z biegiem czasu dramat Wojtyły nabiera niezwykłego, uniwersalnego wymiaru, staje się znaczeniowo coraz bogatszy i coraz więcej ważnych spraw odkrywa kolejnym widzom. Jeżeli po czterdziestu latach od napisania tekst zachowuje swoją świeżość, aktualność, siłę oddziaływania i mądrość przesłania, nie ulega wątpliwości że mamy do czynienia z dziełem wybitnym, ponadczasowym. W Teatrze, w każdej epoce, jakość tekstu weryfikują zawsze aktorzy, którzy muszą najpiękniejsze, ale i najtrudniejsze czasami strofy uwiarygodnić swoją interpretacją, swoją ludzką prawdą, po prostu sobą. Widz przychodzący z własnej woli do Teatru, wierzy albo nie, właśnie aktorom, i poprzez nich obcuje z prawdą literackiego dzieła. Z prawdą Ducha tego dzieła. Zwłaszcza jeżeli dzieło z samego, swojego założenia jest duchowe, to znaczy zaadresowane do naszego wnętrza, a nie naszej książeczki czekowej. O Teatrze Karola Wojtyły mówi się zresztą na ogół, to Teatr Wnętrza.

Teatr bardzo osobistej refleksji nad sobą samym, refleksji potrzebnej każdemu, ponieważ każdy człowiek przeżywa w swoim życiu podobne w sumie dylematy, i musi sobie odpowiedzieć na podobne pytania. O sens własnego życia, o sens uczciwości w życiu, a wreszcie musi też zetknąć się z problemem odpowiedzialności za drugiego człowieka, za miłość ofiarowaną komuś, lub przyjmowaną od kogoś. Według popularnych wzorców dzisiejszej kultury masowej, pompowanych wszystkimi bez mała kanałami telewizji publicznej i różnych stacji prywatnych, miłość to konsumpcja plus kopulacja. Jeżeli zaś kopulację zrozumiemy w znaczeniu konsumpcji, sprawa znacznie się uprości. Życie według takich kryteriów, polega wyłącznie na konsumowaniu dóbr materialnych, w skład których wchodzą również pięknie rozebrane dziewczęta reklamujące swoją nagością właściwie wszystko, co da się zareklamować. Również siebie i swoją nagość.

Masz je po prostu skonsumować, a jeżeli twój organizm się waha, następna reklama powie ci dlaczego i co masz zrobić, żeby przestał się wahać. To takie miłe i proste, i możesz poczuć się obywatelem całego świata, bo podobno cały świat odpowiada z zachwytem na reklamowe, konsumpcyjne bodżce, będąc nastawionym głównie, na jedną, wielką, generalną konsumpcję wszystkiego co da się skonsumować. Poczujesz się też panem samego siebie, to znaczy panem własnej cielesności, która z duchowością niewiele ma wspólnego, chociaż jest drugą stroną ludzkiego wymiaru.

Karol Wojtyła w swoim niezwykle przenikliwym dramacie, zwraca się do duchowości człowieka, do jego wnętrza, ufając że dzieli się z nami czymś, co jest dla nas niesłychanie ważne .

Obserwując świat, który nas otacza, widzimy jak bardzo zawładnęła nim opcja: myśleć jedno, mówić drugie, robić trzecie, i nie dać się na tym złapać. To co dobre jest na scenie wielkiej polityki, niekoniecznie jest też dobre na scenie życia. Z wszystkiego kiedyś przyjdzie nam się przecież rozliczyć. Z wszystkiego co mówimy, myślimy i czynimy sobie i drugim. I warto o tym pamiętać, żeby nie zostać zaskoczonym w chwili, która zawsze jest dla nas w końcu zaskoczeniem. "Przed sklepem jubilera" opowiada o trzech wariantach miłości, o trzech jej możliwościach, i o konsekwencjach każdego z wyborów. Każdy człowiek w swoim życiu musi się zmierzyć z którymś z tych wyborów. Kiedy jest się młodym, i szuka się dopiero swojej wielkiej, prawdziwej, najlepszej miłości, trzeba sobie zawsze odpowiedzieć w pewnym momencie na pytania: czy to jest ta właściwa, jedyna moja miłość, o której marzyłem całe swoje życie? czy jestem o tym głęboko przekonany? czy nie skrzywdzę nikogo swoim wyborem? czy potrafię odpłacić głębokim uczuciem, głębokiemu uczuciu? czy jestem zdolny do miłości, której oczekuje się ode mnie?

Kiedy zaś przeszło się już w partnerskim życiu kawałek drogi, naznaczony dziećmi, i nagle pojawia się samotność, trzeba sobie też odpowiedzieć na parę pytań: czy powinienem ze względu na dzieci zaakceptować ją? czy będę w stanie sam, zapewnić im to, czego najbardziej potrzebują? czy taka połowicznie- rodzicielska miłość na pewno im wystarczy? A kiedy małżeński związek trwa, utrzymywany właśnie dla dobra dzieci, choć nie ma w nim przysłowiowego Dobra ani Miłości, czy nie należy zapytać siebie, czy tak właśnie wyobrażaliśmy sobie swoje życie?

I czy nie okaleczamy brakiem miłości, tych bezbronnych, którzy nam zaufali, rodząc się w naszych rodzinach? Tyle pytań i tyle odpowiedzi na nie. I tyle możliwości wybierania najlepszej. To jest właśnie Teatr Wnętrza, Teatr Myśli, Teatr Sumienia, czy szerzej rzecz traktując Teatr Duszy.

A wracając do tytułowego hasła tych rozważań, czyli Punktu Widzenia, na złożoną i barwną rzeczywistość nas otaczającą, tak się niedawno złożyło, że musiałem wejść na scenę i zagrać we własnym spektaklu rolę, za przyjaciela którego los nagle rzucił do Londynu, nie pozwalając mu wrócić na czas. Przygotowałem się do tego zadania uczciwie, wykułem tekst, przypomniałem sobie, wymyślone przez siebie sytuacje sceniczne, opowiadać sobie o idei spektaklu nie musiałem, bo tkwi on we mnie od ponad dwudziestu lat, i to coraz głębiej. Z takim więc ładunkiem wyszedłem pewnego wieczoru na scenę, i nagle znalazłem się jak Alicja, po drugiej stronie lustra.

Wszystko niby było takie same, jak kiedyś oglądane zza reżyserskiego stolika, a jednak zupełnie, dogłębnie inne. Inne sytuacje, inne relacje między partnerami, inaczej brzmiał tekst słyszany tuż obok. A przede wszystkim, nagle nie obejmowałem już całości pokazywanego scenicznego kosmosu, który żył swoim własnym życiem, w swoich wyznaczonych kiedyś tam sytuacjach, tylko stałem się jednym z jego elementów. Patrzyłem na to wszystko od wewnątrz, współtworząc wyimaginowany świat ludzkich emocji i prawd, mając pełną świadomość tego, że jestem jedynie, i aż, jednym z jego elementów. A od tego jakiej klasy będzie to element, zależeć będzie kształt pokazywanego przez dramat świata, jego prawda i przesłanie. Postać, która nagle ożyła dzięki moim emocjom, barwie głosu, działaniom ciała, i myśli, wymyślona przez Karola Wojtyłę ponad czterdzieści lat temu, mówiła dzisiejszym widzom rzeczy fundamentalne, które takimi zawsze były, są i będą przez następne wieki, dopóki kolejna cywilizacja z nas ludzi, nie zrezygnuje.

Mówiła to wszystkim widzom naszego spektaklu Postać, której tylko użyczyłem ciała, ruchu, i własnych myśli. Ale były to również moje myśli, moje emocje, mój strach i ból. Identyfikowałem się w pełni, z tym co mówiłem, do kogo, i po co. Każdy spektakl Teatru Wojtyły zawsze był i jest odbierany przez Widzów, w pełnym paśmie emocji i współodczuwania, współidentyfikowania się z treścią, posłaniem i ważnością przekazu. To już jest inna przestrzeń Teatru, w której uczestniczący w spektaklu Widzowie czasami płaczą, przeżywają katharsis, otwierają się na swoje wewnętrzne przestrzenie, z którymi dawno stracili już kontakt. I kiedy stoi się na scenie, twarzą w twarz z tymi, którzy przyszli do Teatru, aby lepiej zrozumieć swoje życie, nabiera się głębokiej pokory i pełniejszego zrozumienia prawd odwiecznych. Uczestniczymy w prawdziwej, teatralnej wspólnocie, dając i czerpiąc wzajemnie od siebie. Niedługo staniemy twarzą w twarz z przyjaciółmi z Ukrainy, nasz spektakl "Przed sklepem jubilera" zostanie pokazane we Lwowie, w drugą rocznicę nawiedzenia przez Ojca Świętego lwowskiej Katedry. Dzieło Karola Wojtyły powędruje drogą Karola Wojtyły.


Posłaniec Kulturalny, czerwiec 2003

Teatr Karola Wojtyły i Karol Wojtyła-Prezentacje
współfinansowane są przez
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Logo Kultura Dostępna Logo MKiDN
strona powitalna teatr dramaturgia felietony reżyseria musicale produkcje film Europa Schulz archiwum kontakt
mój kanał YouTube - zapraszam
przesuwaj animację w lewozatrzymaj animacjęprzesuwaj animację w prawo
 

     kom. 602 529 486     facebook

 Wyszukiwarka:

© 2001-2011 Andrzej Maria Marczewski. Wykonanie serwisu www.grupamak.pl

dodatkowe linki pozycjonujace, jeszcze jeden link, ostatni przykladowy link